Tomasz Bagiński o Wiedźminie: stres był przy negocjacjach, a nie produkcji

20.12.2019 08:02

Tomasz Bagiński przyznaje w programie „Gość Radia ZET”, że jest bardzo zadowolony z tego, jak wygląda efekt końcowy prac przy pierwszym sezonie „Wiedźmina”. – Już pracujemy nad drugim sezonem – zapewnia producent wykonawczy serialu. Zapewnia, że praca na planie wiąże się z pozytywnymi wrażeniami, a stres pojawia się na głównie wcześniejszych etapach. – Stres jest moim zdaniem większy na etapach wczesnych negocjacji, chodzenia od drzwi do drzwi, odbijania się od nich (…). Potem, jak już się to robi i jest to bardziej fizyczne przedsięwzięcie niż psychiczne, wtedy się po prostu już robi. To jest fabryka, jest już fajnie – mówi animator i reżyser w rozmowie z Beatą Lubecką. 

Beata Lubecka: Gościem Radia ZET jest Tomasz Bagiński, reżyser, animator i producent wykonawczy serialu „Wiedźmin”, „The Witcher”, na platformie Netflix. Dzień dobry.

Tomasz Bagiński: Dzień dobry.

Ma pan tremę? To zobaczy wielu ludzi, to jest globalna produkcja – 200 krajów.

Prawie 200 krajów, tak. I ponad chyba 150 czy 160 mln domów.

Polscy widzowie będą mogli zobaczyć to za niespełna godzinę, no więc pytam, czy ma pan tremę?

Nie chyba.

Nie?

Nie, bo to jest już w pewnym sensie zakończony projekt. W sensie pierwszy sezon został już zamknięty jakiś czas temu.

A zobaczył pan to od dechy do dechy?

Wiele razy.

I jest pan zadowolony z efektu końcowego?

Tak, jestem zadowolony. Uwzględniając wszystko, to jestem bardzo zadowolony, i my już pracujemy nad drugim sezonem, już się przygotowujemy do drugiego sezonu i moja głowa jest już w drugim sezonie trochę.

To kiedy zaczną się zdjęcia?

Na wiosnę.

A nie w lutym? Bo są takie spekulacje, że 17 lutego.

Może w lutym, ale nie mogę potwierdzić ani zaprzeczyć.

Nie może pan naprawdę powiedzieć nam, kiedy będą? Czy wcześniej czy później? No dobrze, to 17 luty? Nie? Nie powie pan?

Ale już niedługo.

Na czym dokładnie polegała pana rola przy pracy nad tym filmem?

Rola producenta wykonawczego w takim serialu to jest taka rola trochę strategiczna, czyli doglądanie wszystkich etapów produkcji, pomaganie showrunnerowi, który też formalnie jest producentem wykonawczym, w tym wypadku to była Lauren Hissrich.

Czyli główna scenarzystka.

Główna scenarzystka, ale też osoba, która jest de facto szefem projektu, takim szefem kreatywnym projektu. I Lauren podejmuje wszystkie decyzje, a ja jakby jestem w jej bezpośrednim zespole, pomagam w podejmowaniu tych decyzji, jestem na planie bardzo często jako taka osoba, która trochę jakby opiekuje się planem, pilnuje, żeby wszyscy reżyserzy, wszyscy ludzie zaangażowani w produkcję robili coś, co jest spójne zresztą serialu. Bo w przypadku serialu reżyserzy...

Czyli trzyma pan to wszystko po prostu w garści.

Tak…

Spina pan – jest pan takim spinaczem.

„Spinacz” to chyba jest całkiem dobre słowo i np. w serialu bardzo często sytuacją to, że kolejne odcinki są reżyserowane przez różnych reżyserów.

To jest częsta praktyka.

Reżyserzy przychodzą, prezentują swoją pierwszą wersję montażową i przechodzą już do innego projektu, do innych odcinków, do innych materiałów. A producenci zostają i to już producenci np. dopilnowują finalnych montaży, tego, jak to wygląda…

Ma pan po prostu ciągłość tego wszystkiego.

Ja jestem od samego początku do samego końca. I tak samo jest z Lauren, tak samo jest z niektórymi innymi producentami.

A jak się układała praca na planie? Tam duży stres był?

To było chyba 186 dni zdjęciowych w sumie. Wiele z tych dni było w bardzo trudnych warunkach atmosferycznych albo były to dni nocne. Tak sobie żartowaliśmy, że w przyszłych sezonach musimy unikać pisania „noc” przy opisach scen, ponieważ to się potem bardzo mści, szczególnie jak się to kręci zimą. Zima w nocy, cała nocka kręcenia potrafi dać w kość tak porządnie. Więc to było dosyć wymagające fizycznie. Ale stres… Ja już troszeczkę pracuję w tej branży od jakiegoś czasu, więc stres jest moim zdaniem większy na tych etapach jakichś wczesnych negocjacji, jakiegoś chodzenia od drzwi do drzwi, jakiegoś odbijania się od tych... chodzenia na spotkania itd., itd., to wtedy moim zdaniem ten stres jest większy niż potem, jak już się to robi, i jest to bardziej fizyczne przedsięwzięcie niż psychiczne. To wtedy się po prostu już robi, to jest fabryka, to jest już fajnie.

A słuchacze pytają, czy ten wykreowany przez was świat będzie przypominał np. „Grę o tron”. Bo to ma być taka odpowiedź Netfliksa przecież na „Grę o tron”.

Ale to jest „Wiedźmin”, to nie jest „Gra o tron”, to jest zupełnie coś innego. Napisał to Andrzej Sapkowski wiele lat temu, my się trzymamy tego, co napisał Andrzej, dosyć mocno. Jeżeli chodzi o podejście do gatunku, podejście do fantasy w ogóle, to owszem, obie te historie, „Gra o tron”, „Władca pierścieni” czy „Wiedźmin” to są historie z gatunku fantasy, ale każda z nich ma swój unikalny styl, i „Wiedźmin” też ma swój unikalny styl. Więc my unikamy tego porównania, bo ono trochę nie ma racji bytu.

To są dwie zupełnie inne rzeczywistości. Ale czytałam, że wasz świat jednak różni się troszeczkę od pierwowzoru, od tego, co napisał Andrzej Sapkowski. Czy Andrzej Sapkowski jako twórca Wiedźmina coś sugerował?

Andrzej Sapkowski jest formalnie konsultantem tego serialu.

Czyli czuwał nad tym.

I informowaliśmy go na każdym etapie, co się dzieje, wpadł do nas na plan zdjęciowy, spotykaliśmy się z nim dosyć często, ale też Andrzej ma takie podejście, że skoro już zdecydował się nam zaufać w naszej robocie adaptacyjnej, mnie i Lauren, i całemu zespołowi, to nie wtrącał się w detale. To jest coś takiego, że chciał już zobaczyć, jak to będzie zrobione, jak to będzie finalnie wyglądało.

Czyli dał wam wolną rękę?

Dał nam całkowicie wolną rękę i to też jest mądrość Andrzeja w tym wszystkim, no bo przecież po co tam wchodzić zbyt głęboko w takie rzeczy. I ja sobie akurat to bardzo chwalę, i staraliśmy się być możliwie blisko oryginalnego materiału, ale wiadomo, że to jest adaptacja, wiadomo, że pewne wątki są rozbudowywane, pewne wątki są skracane i upraszczane, bo trzeba się zmieścić w tej godzinie odcinka i nie wszystko tam da się zrobić.

A gdzie były plenery?

Plenery były… Kręciliśmy w czterech krajach generalnie. Największa robota była wykonana w Budapeszcie i pod Budapesztem, ponieważ tam jest bardzo duża struktura, jeżeli chodzi o studia filmowe, i tak były główne scenografie, tam były główne studia. Poza tym kręciliśmy w Austrii, kręciliśmy na Wyspach Kanaryjskich, to były największe zdjęcia wyjazdowe, bo akurat to był marzec, więc to było jedno z niewielu miejsce w Europie, gdzie jest w miarę ciepło i świeci słońce, i kręciliśmy też trochę w Polsce, na zamku w Ogrodzieńcu.

A jak się sprawił Henry Cavill, znany z roli Supermana? Teraz wiedźmin. Oczywiście wiadomo, jak wygląda, jest bardzo przystojny, nie wiem, czy nawet nie za przystojny jak na wiedźmina.

Jest okej, Henry naprawdę pasuje do tej roli. I myślę, że to jest chyba rola, która jest może najlepszym dopasowaniem do jego osobowości, do tego, kim on jest. Zgrał się Henry z rolą fantastycznie i też bardzo mocno wszedł w nią na poziomie koncepcyjnym, ponieważ Henry wcześniej chciał zagrać tę rolę.

Grał wcześniej w grę „Wiedźmin”, tak?

Grał w grę, czytał książki.

Więc zanurzył się w ten świat.

Zanurzył się w ten świat i rzeczywiście chciał, on się tak naprawdę zgłosił do Lauren, że chciał zagrać tę postać. My nie mogliśmy podjąć tej decyzji tak szybko, więc obejrzeliśmy wcześniej 207 innych aktorów. Niektórzy z nich to były znane nazwiska, znane twarze, ale nikt nie był w stanie uchwycić tego, czego szukaliśmy w postaci Geralta. Wydaje się ta postać bardzo prosta, ale tak naprawdę ona jest wielowarstwowa, tam się dużo dzieje. A Lauren cały czas miała taką sytuację, że cały czas pamiętała głos Henry’ego, gdzieś tam to klikało, że może byłoby warto jednak się spotkać z Henrym jeszcze raz i pogadać. Rzeczywiście Lauren zrobiła to razem z Alikiem Sakharovem, jednym z naszych reżyserów, pojechała do Nowego Jorku nagrać casting. A to też jest rzadka sytuacja, że gwiazda tej klasy jak Henry Cavill, zgadza się nagrać taśmę castingową.

Czyli bardzo mu zależało.

Bardzo mu zależało.

Ale wypadł, rozumiem, fenomenalnie, tak?

Kurczę, jak zobaczyliśmy tę taśmę, to było tak: „O, wreszcie!”. Bo to już było blisko zdjęć, to już było tak, że: „Kurczę, ciągle nie mamy tego Geralta” i nagle zobaczyliśmy tego Henry’ego, który był idealnym dopasowaniem, naprawdę idealnym. A on potem też tę postać całkowicie przejął. No bo też wszedł z takim podejściem, że ilekroć pojawia się Geralt na ekranie, to musi być on, Henry. Czyli nieważne, czy to jest kawałek ubrania Henry’ego, czy to jest palec, czy to jest noga...

To jest zawsze on.

Nie mogliśmy tam wstawić żadnego kaskadera, żadnego dublera, nikogo takiego. To musiał być Henry. I to działa. Takie podejście jest rzadkie, ale widać je potem na ekranie.

No to zobaczymy, czy świat w takim razie pokocha, bardzo byśmy sobie tego życzyli. To tyle w części radiowej. Tomasz Bagiński oczywiście z nami zostaje, jesteśmy w Internecie, na Facebooku i na RadioZET.pl. Beata Lubecka, zapraszam.