Zamknij

Tomasz Grodzki: Karczewski nie może pogodzić się, że nie jest już marszałkiem

20.01.2020 08:02

 Mam wrażenie, że pan marszałek Karczewski mentalnie nie bardzo może pogodzić się z tym, że nie jest marszałkiem – ocenia w programie „Gość Radia ZET” Tomasz Grodzki. W ten sposób marszałek Senatu odpowiada na słowa Stanisława Karczewskiego, że „utrzymanie Grodzkiego kosztuje 2–3 razy więcej” niż willa, w której mieszkał były marszałek PiS. Zapewnia, że funkcjonariusze SOP korzystają na wyjazdach do Szczecina z pokoi, które „nie są relatywnie drogie”. Tomasz Grodzki apeluje jednocześnie do Stanisława Karczewskiego, żeby podał, kogo próbował podchodzić w ramach możliwego przekupywania senatorów z KO.

Beata Lubecka: Z nami jest prof. Tomasz Grodzki, marszałek Senatu, PO. Dzień dobry, panie marszałku.

Prof. Tomasz Grodzki: Dzień dobry pani, dzień dobry państwu.

Pojawiły się kolejne oskarżenia, nowe oskarżenia pod pańskim adresem. Tym razem portal Niezależna.pl dotarł do kolejnego świadka, którego rodzina miała panu przekazać 7 tys. zł za operację ojca. To miał być rok 2012. I co pan na to?

Bardzo proszę bezkrytycznie nie kupować rewelacji kolejnych portali, bo zastanawiam się, czy ta osoba jest przekupiona, zastraszona czy też kieruje się jakimiś pobudkami ideologicznymi typu nienawiścią do kogoś innego niż PiS. Widać, że ci, którzy instruują te osoby, nie mają pojęcia, bo że jeżeli czytam, że „prof. Grodzki poświęcił półtorej minuty, a potem poszliśmy do ordynatora”, to znaczy, że instrukcja była niewłaściwa, bo ja byłem w tym czasie, od ‘95 roku, ordynatorem tego oddziału, więc nie mogli iść gdzie indziej. To są bzdury, które prosiłbym, żeby zostawić portalom prawicowym i tym, którzy nas hejtują, a się tym nie zajmować.

Ale jednak takie informacje się pojawiają. No muszę to zweryfikować u źródła. To rozumiem, że pan w ogóle takiego incydentu nie pamięta?

Oczywiście, że kompletnie nie mam pojęcia, o co znowu chodzi jakiemuś panu Markowi, Józkowi i innemu, i to są… Proszę pani, także przyłapałem ich na próbie fabrykowania dowodów.

Ich, czyli kogo?

No, zgłosiłem to ABW, żeby to zweryfikować, czy to był tylko nieetyczny dziennikarz, czy służby nasze, czy obce, ponieważ pan Staszczyk, do którego przyszedł dziennikarz z propozycją wypłacenia mu 5 tysięcy, żeby napisał oszczercze pismo na mój temat, zgłosił to mnie i zgłosiliśmy to organom ścigania, ujawnił swoje nazwisko.

A pan jest spokojny, jeśli chodzi o wynik śledztwa?

Oczywiście, że jestem spokojny, bo prokuratura zgodnie z prawem polskim i choćby rzymskim, które jest ojcem naszego prawa, ma szukać dowodów winy, ale również szukać dowodów niewinności. Gdyby to było państwo, w którym praworządność i trójpodział władzy jest przestrzegany, nie martwiłbym się w ogóle. Natomiast fabrykowanie dowodów trochę mnie martwi, bo to znaczy, że ktoś, kto jest… Ja wierzę, że prokuratorzy w swojej masie są ludźmi niezwykłej klasy i etyki, ale ktoś może się połasić na to, żeby preparować jakieś dowody, natomiast ponieważ wierzę w swoją niewinność, jestem o niej przekonany, o tyle jestem spokojny.

Tydzień temu, w ubiegły wtorek, na pana miejscu siedział tutaj wicemarszałek Stanisław Karczewski z PiS-u, czyli były marszałek Senatu z poprzedniej kadencji i mówił, że „utrzymanie pana senatora Grodzkiego na pewno kosztuje dwu-, trzykrotnie więcej państwo niż ta moja willa”. Bo jak pamiętamy, pan marszałek Karczewski mieszkał w wynajmowanej rządowej willi. „Pan maszałek mieszka w Szczecinie, tam jeździ SOP i SOP musi z kolei wynajmować tam pokoje”. No więc rzeczywiście pana utrzymanie tak drogo kosztuje jako marszałka Senatu?

To SOP czy BOR, bo wolę tę starszą nazwę, pracuje 24 godziny przez 7 dni w tygodniu i nie wiem, ile to kosztuje, natomiast wiem, że funkcjonariusze korzystają z pokoi, które nie są relatywnie drogie, natomiast samochód i tak jeździ, i tak jeździ, loty samolotowe się odbywają i tak, i tak. Jeżeli pan marszałek proponuje, żebyśmy marszałka wybierali tylko z Warszawy albo z okolic, to jest to wbrew regułom demokratycznym. To jest funkcja, która musi się podporządkować nawet nie ochronie, bo to się nie nazywa ochrona dla marszałka Sejmu i Senatu, tylko eskorta. Ochronę to ma prezydent i premier. I ta eskorta jest 24 godziny na dobę z marszałkiem, czy mi się to podoba, czy nie – i tyle.

Czyli co, pan marszałek Karczewski chciał panu dopiec w ten sposób? No bo padają takie, a nie inne sformułowania.

Mam wrażenie, że pan marszałek Karczewski formalnie się pogodził, natomiast mentalnie nie bardzo może się pogodzić z tym, że nie jest marszałkiem, bo apelował na przykład na konwencie seniorów, abyśmy sprawy, które tam poruszamy, trzymali w dyskrecji, a pięć minut później cytuje moje zdanie, które padło tylko na konwencie. Nie wiem, czy je nagrał, czy zapamiętał, no ale przeczy jakby sam sobie.

A kiedy będzie gotowy audyt w sprawie wydatków Kancelarii Senatu w poprzedniej kadencji? Bo pan zapowiadał, że będzie gotowy w styczniu. Mamy, jakby nie patrzeć, dzisiaj 20 stycznia.

Rozmawiałem z panią audytorką – to jest osoba zatrudniona w 2016 roku. Ona pracuje, zobowiązałem ją, żeby do końca stycznia z tym audytem skończyła. Będę jej się przypominał.

Ale to będą tylko wydatki czy jeszcze coś innego znajdzie się w tym audycie?

Staramy się... nie tylko wydatki, ale staramy się też ocenić zasadność zatrudnienia 60 osób w trakcie kadencji pana marszałka Karczewskiego, bo prawie tyle osób zostało zatrudnionych.

To było za dużo?

Wie pani, jeżeli Kancelaria liczy 300 osób to trochę dużo, a zatrudnia się 58 czy 60, bo to właśnie audyt ma ustalić, dodatkowo, to trochę dużo.

A kto panu zaproponował objęcie resortu zdrowia w rządzie PiS-u? Bo o to też pyta marszałek Karczewski.

Obiecałem mu to właśnie na prezydium, że powiem mu to na łożu śmierci, i on to natychmiast wyniósł na Twitterze.

A dlaczego pan nie chce zdradzić tego nazwiska? Może to jednak blef z pańskiej strony.

Bo nie chcę zaszkodzić osobie, która tę akcję podjęła. Wyjaśniłem to dokładnie w wywiadzie dla „Gazety Wyborczej” i ta osoba prosiła mnie o absolutną dyskrecję. A ja jestem ze świata medycy, gdzie pojęcie tajemnicy jest poważnie traktowane, w odróżnieniu od świata polityków, gdzie utrzymać tajemnicę jest niezwykle trudno. Natomiast nieistotne było, co składał tę propozycję, istotne było, że ja ją ujawniłem, bo jak sam pan marszałek Karczewski przyznał, to on odpowiadał za próby przekupywania senatorów i oferowania im różnych tzw. fruktów. Sam to przyznał w jednym z wywiadów. To nie był on – tyle mogę powiedzieć.

Ale tenże właśnie marszałek Karczewski zarzuca panu kłamstwo. „Absolutnie nie miał takiej propozycji, jeżeli miał, niech ujawni nazwisko” – to są słowa marszałka Karczewskiego, wicemarszałka Karczewskiego z publicznego radia. „Żyjemy w demokracji, całe nasze środowisko oczekuje – panie marszałku, proszę podać nazwisko osoby, która panu to proponowała. Były takie rozmowy, ale na pewno nie z marszałkiem Grodzkim”.

To prawda, to nie był marszałek Karczewski – tyle mogę powiedzieć. Natomiast prosiłbym, żeby pan marszałek Karczewski podał, kogo w takim razie usiłował podchodzić. Bo również w którymś z mediów powiedział, że on za to odpowiadał, za takie rozmowy. Niech ujawni, do kogo robiono podchody.

To jeszcze ostatnie pytanie, ale krótka odpowiedź: dlaczego pan chce się spotkać z Nancy Pelosi, przewodniczącą Izby Reprezentantów w USA, która przyjeżdża do Polski?

Żeby było ściśle i jasno – to nie ja chcę się spotkać, tylko pani Nancy Pelosi chce się spotkać ze mną. Jest to dla mnie zaszczyt, że kobieta, która według wielu uchodzi za drugą najpotężniejszą kobietę na świecie po pani kanclerz Merkel chciałaby porozmawiać z marszałkiem polskiego Senatu. Proszę pamiętać, że to jest największy nasz sojusznik, największy nasz aliant, główna siła NATO i jestem zaszczycony, że tak ważny polityk amerykański chce ze mną porozmawiać, pomijając już fakt, że pani Nancy Pelosi jest kobietą, ja jestem mężczyzną i dżentelmeneria nakazuje odpowiedzieć na takie zaproszenie.

Czyli to zaproszenie wpłynęło ze strony amerykańskiej. I do tego spotkania dojdzie jutro?

Na to wszystko wygląda, tak.

W Krakowie?

W Krakowie.

A o czym chciałby pan porozmawiać z panią Nancy Pelosi? Czy też czeka pan na narzucenie agendy z drugiej strony?

Wizyta pani przewodniczącej Kongresu ma charakter półprywatny, więc na pewno z panią marszałek Witek będziemy razem składać z panią Nancy Pelosi wieńce w Oświęcimiu. Natomiast o czym będzie spotkanie, nazwijmy to, półprywatne? Nie wiem, jestem otwarty na agendę, którą zaproponuje pani Nancy. Natomiast co bym nie powiedział tutaj pani, to i tak portale prawicowe powiedzą, że będę się skarżył. Tylko pytanie, czy rozmowa z naszym największym aliantem to jest skarżeniem się, czy to jest rozmowa, która jest nacechowana troską o wzajemne relacje i troską o Polskę – i tak to proszę odbierać.

To tyle w części radiowej, pan marszałek Grodzki oczywiście z nami zostaje. Jesteśmy na Facebooku i na RadioZET.pl, Beata Lubecka zapraszam.

***

W internetowej części programu „Gość Radia ZET” Tomasz Grodzki zapewnił Beatę Lubecką, że nie będzie to spotkanie „w cztery oczy”.

– Nie, tam będzie 6 kongresmenów. Z mojej strony 2 senatorów ze strony polskiej i 1 były ambasador – wymienia marszałek.

– Prasa spekuluje, że rozmowy mają dotyczyć tak zwanej ustawy kagańcowej i zmian, które wprowadza Prawo i Sprawiedliwość, jeśli chodzi o wymiar sprawiedliwości – wskazuje Lubecka opierając się na nieoficjalnych ustaleniach „Gazety Wyborczej”.

– Rozmowa była ustalana wcześniej – odpowiada Grodzki.

Marszałek Grodzki skomentował również list liderów komisji spraw zagranicznych Kongresu USA. Został opublikowany przez przewodniczącego komisji Eliota L. Engela oraz przewodniczącego podkomisji ds. Europy, Eurazji, Energii i Środowiska Billa Keatinga. Apelują w nim o odrzucenie ustaw sądowych. „Wejście tego prawa w życie stanowić będzie znaczący krok w tył. Erozja zasad demokracji niweczyć będzie wielki postęp, jaki przez dekady uczyniła Polska budując nowoczesne, demokratyczne państwo” – czytamy w liście.

– Ten list jest niezwykle poważny. Nie tylko z drugim senatorem zwracają uwagę, że kurs obrany przed 4 laty jest w złym kierunku. Najbardziej zaniepokoił mnie fragment, na który mało kto zwrócił uwagę, że podobna historia zdarzyła się z wojskiem i naszymi służbami wywiadowczymi, że próbowano je osłabić i zdestabilizować. To jest w ustach szefa komisji spraw zagranicznych Kongresu USA niezwykle poważny wytyk. Jakbym był panem premierem Morawieckim czy prezydentem Dudą, potraktowałbym to absolutnie z najwyższą uwagą – zapewnia Tomasz Grodzki.

Padło też pytanie, czy marszałek nie przekracza swoich kompetencji prowadząc rozmowy na temat polityki zagranicznej. Politycy PiS wskazują, że zajmuje się tym rząd, MSZ lub Kancelaria Premiera.

– Marszałek Karczewski odbył w swojej kadencji chyba 67 podróży zagranicznych, w tym wiele dość dalekich. Spotkał się z 78 ambasadorami. To tak na marginesie. Nie prowadzę równoległej polityki zagranicznej. To raczej pan marszałek Karczewski próbuje urządzać sobie Senat–bis, bo na drugim piętrze urządził sobie miejsce konferencyjne. Cieszy mnie, bo polubił flagi unijne. Przez cztery lata przed gabinetem marszałka Senatu nie egzystowały. Są wiadomości dobre i złe, natomiast istotne rzeczy dotyczące polityki zagranicznej zawsze albo na poziomie biura spraw międzynarodowych ustalamy z departamentami MSZ albo nawet osobiście rozmawiam z ministrem Czaputowiczem, jak sprawa jest szczególnie delikatna. Nie mam sobie nic do zarzucenia. Działam dla dobra Polski – mówi Tomasz Grodzki.

Marszałek Sejmu został też poproszony o komentarz do słów Beaty Kempy. Europosłanka domaga się dymisji Tomasza Grodzkiego mówiąc: „miejsce bijących w Polskę jest na śmietniku politycznym”.

– To po prostu obraźliwe. Miłosiernie wybaczam pani Beacie Kempie tego typu odzywki, chociaż będąc w PE i będąc reprezentantem Polski na obczyźnie, powinna liczyć się ze słowami. Ostatnia debata na temat praworządności pokazywała, jaka jest różnica klas między tymi, którzy nas tam reprezentują z PiS, a resztą parlamentarzystów. To było żenujące widowisko obserwować występy parlamentarzystów z PiS – ocenia gość Radia ZET.

Jak marszałek Grodzki odbiera wystąpienie prezydenta, w którym mówi o „oczyszczeniu domu”. – Nie będą nam tutaj w obcych językach narzucali jaki mamy mieć ustrój i jak prowadzić sprawy – mówił prezydent Andrzej Duda w trakcie spotkania w Zwoleniu.

– W ustach prezydenta, którego urocza żona jest nauczycielką języków obcych, to trochę dziwnie brzmi. To są niemal kalka w kalkę słowa Gomułki, który cytuje szeroko internet. Choćby pan Dawid Kubacki, jak wczoraj pięknie wygrał zawody, też mówił w obcych językach do reportera. Powinniśmy się cieszyć, że szczególnie młode pokolenie Polaków operuje obcymi językami, jest otwarte na świat, widzi i wyciąga wnioski, analizuje i porównuje co się dzieje w Polsce i co się dziej gdzie indziej. Jest takie zdanie w USA, że słowa prezydenta ważą tonę, bo to przywódca wolnego świata i musi być odpowiedzialny za słowa. Słowa prezydenta Polski może nie ważą tonę, ale jednak trochę ważą, więc powinny być szczególnie roztropnie ogłaszane. O to apeluję do pana prezydenta – prosi Grodzki.

Czy marszałek Senatu bardzo przejmuje się hejtem, który wylewa się na niego?

– Oczywiście, że każdy człowiek przejmuje się. Zwłaszcza kiedy wygodnie żył jako szanowany przez wszystkich profesor, który przez 36 lat nie miał ani jednej sprawy dotyczącej etyki czy korupcji. Raptem fabrykuje się dowody, znajduje świadków. Pewnie, że się przejmuję, ale nie mogłem wytrzymać patrząc na to, w jakim kierunku zmierza Polska. Nie zabiegałem o stanowisko marszałka Senatu. Ale jak już się go podjąłem, wszystko co robię, robię na 200 procent – zapewnia Tomasz Grodzki w Radiu ZET.

Padło też pytanie od słuchacza: „Dlaczego lekarze mają taki problem z ustaleniem standardów etycznych, które wyeliminują podarki od pacjentów? Zwłaszcza przed zabiegiem, co w oczywisty sposób wynika z faktu, że pacjenci są w stanie zrobić wszystko, żeby ratować swoich bliskich”.

– No tak, oczywiście że przed zabiegiem rozmawia się o chorobie, o kształcie operacji i jak choremu pomóc. To ma dwie strony, bo znam przypadek kolegi, któremu przyniesiono ładniejszą bombonierkę, a on jej nie chciał przyjąć. Rodzina pacjenta stwierdziła, że doktor nie chce wziąć bombonierki, bo coś się najwidoczniej nie udało. To temat, który i tak wygląda o niebo lepiej w różnych regionach Polski, bo zupełnie inaczej jest na północnym zachodzie, a inaczej na południowym wschodzie. Generalnie należy to zjawisko rugować. Wdzięczność można wyrazić słownie, można wyrazić listem, wpisem na Facebooku. Nie ma potrzeby żadnych kwiatów, bombonierek czy marnej jakości koniaków, nie mówiąc już o pieniądzach, bo to nie wchodzi w rachubę – ocenia Grodzki.