Tomasz Siemoniak: Ludzie nie chcą premiera, który nie mówi prawdy i okazuje się spekulantem nieruchomościami

22.05.2019 07:34

- Ludzie nie chcą premiera, który coś ukrywa i nie mówi prawdy, który okazuje się jakimś spekulantem nieruchomościami. Coś tanio sprzedaje, potem drogo odkupuje. To jest wszystko niejasne, a premier powinien być transparentny w tej sytuacji – tak Tomasz Siemoniak komentuje w „Gościu Radia ZET” medialne doniesienia na temat wrocławskiej działki zakupionej przez Mateusza i Iwonę Morawieckich w 2002 roku od Kościoła. Wiceprzewodniczący Platformy Obywatelskiej stwierdza w rozmowie z Beatą Lubecką, że premier powinien od razu opublikować informację o majątku swojej żony, bo to jego „obowiązek moralny”.

Beata Lubecka: Tomasz Siemoniak, wiceprzewodniczący Platformy Obywatelskiej, były szef MON. Jak się panu podobał spot wyborczy posła Opioły z PiS-u? Szef komisji ds. służb specjalnych, zdaje się, że za chwilę były.

Tomasz Siemoniak: Absolutna katastrofa, kolejny przykład wykorzystywania munduru czy wykorzystywania sprzętu służb.

On nie był w mundurze. Czy był w mundurze?

No on był w takiej kamizelce, natomiast mundury były tłem. Wykorzystano funkcjonariuszy do tego, żeby grali w spocie partyjnym.

Ale wykazał się inwencją! Po prostu pomysłowy Dobromir, z fantazją facet.

Gdyby wynajął na rynku śmigłowiec i aktorów w mundurach, to proszę bardzo. Tutaj wykorzystał pozycję szefa komisji służb. Wprowadził w błąd policję, a policja zachowywała się kompletnie biernie, widać przestraszyli się, że tu polityk PiS-u czegoś chce. Bo ja nawet bym tutaj bronił Opioły, bo każdy może napisać do policji, że chce pochodzić koło black hawka, poseł Opioła, kominiarz, murarz, itd., natomiast policja powinna być mądra i powinna odmawiać w takich wypadkach. To nie jest tak, że policyjne śmigłowce…

Ale skoro napisał Marek Opioła, że chce to wykorzystać do celów służbowych jako szef komisji ds. służb specjalnych...
Ale czy szefowie komisji, nawet szef komisji służb specjalnych jakieś spoty publikują? Widziała pani kiedyś?

Chce mi pan powiedzieć, że w PO nie było takich praktyk?

No przecież nie było takich absurdalnych praktyk, żeby ktoś napisał do policji, poprosił, że chce nakręcić spot promujące przewodniczącego komisji. To jest pierwszy spot przewodniczącego komisji – krótko pochodził – chyba w historii. Więc bardzo to obciąża policję, bo sądzę, że jak znam służby mundurowe, decyzja musiała zapaść na najwyższym szczeblu, wyrażono zgodę, a gdy się mleko rozlało, to teraz pokazuje się palcem: to inni są winni, a nie my.

No to jak to nazwać?

Bezczelne wykorzystanie pozycji i katastrofa w policji, upartyjnionej, policji, która wycina konfetti, która strzeże głowy wiceministra Zielińskiego i która staje na baczność przed pismem posła PiS-u, który chce się pobawić na tle black hawka i policyjnych antyterrorystów.

Ale efektownie to wypadło. To jest dowód upadku, mówi pan, tak?

Myślę, że gdyby poseł Opioła, skądinąd uważam go za osobę merytoryczną, gdyby mógł cofnąć czas, toby siedział w domu, a nie biegał po lotnisku.

Ale pamięta pan, jak Hanna Gronkiewicz-Waltz z Rafałem Trzaskowskim korzystali ze ścigaczy GROM podczas przejażdżki po Wiśle?

Ale to była prawdziwa sytuacja. Nie miałbym nic przeciwko temu, gdyby poseł Opioła pokazał jakieś zdjęcia, że wizytuje jakąś jednostkę, pokazujące jego prace. To była ustawka, to było aktorskie, to był teatr, i to dyskwalifikuje. A poza tym jest kwestia kosztów i kwestia powagi – jak się czują ci policjanci, który zagrali w spocie partyjnym. Przecież służby powinny być apolityczne. Więc uważam, że to jest bardzo poważna sprawa. Kilka dni wcześniej pani premier Szydło, która na tle żołnierzy obiecuje nową jednostkę w Nowym Sączu, wczoraj pani kandydatka Kruk, która ze strażakami i premierem chodzi przy zniszczeniach klęski żywiołowej. PiS-owi się coś pomyliło. PiS uważa państwo za swoje prywatne i pewnie dlatego w policji nikt się nie zastanowił nad tym, że poseł chciałby sobie porobić zdjęcia.

A w kampanii wyborczej, przepraszam bardzo, kandydat na prezydenta Bronisław Komorowski nie jeździł na wały tam, gdzie była powódź? Tak samo...

Pełnił wtedy obowiązki prezydenta, sam byłem wtedy wiceministrem i się tym zajmowałem 24h na dobę, i prezydent i premier, czy wtedy pełniący obowiązki prezydenta, po prostu jeździli, bo taka jest ich rola. Natomiast nigdy by sobie Bronisław Komorowski czy Donald Tusk nie pozwolili, żeby przy nich partyjny kandydat chodził i pokazywał się. Jak wygląda pani Elżbieta Kruk, kandydatka do PE, która uczestniczy obok premiera w naradzie sztabu kryzysowego? To jest kompromitacja, nie może tak być. Nie może tak być, że służby są bezceremonialnie używane przez polityków. Mam nadzieję, że ta sytuacja z posłem Opiołą otrzeźwi, bo…

Będą konsekwencje – zostanie odwołany z funkcji szefa komisji ds. służb specjalnych, to już jest powiedziane. Związki partnerskie – to jest kłopotliwy temat dla PO. Dlaczego taki kłopotliwy?

Ale dlaczego pani tak uważa?

No jak to? Mam zacytować, co powiedział poseł Grupiński podczas marszu opozycji sobotniego? Został nagrany, to nagranie hula w sieci. „Na pewno w tej sprawie będziemy działać progresywnie, po dwudziestym którymś października, po prostu musimy prowincję przyciągnąć do głosowania. Może to Rafał mówić w Warszawie, ale my już tego nie możemy mówić w Świebodzinie. Tu nas ludzie przepędzą. To jest problem”.

Rafał Grupiński jest jednym z najprzyzwoitszych polityków jakich znam, i uczciwych osób. I uważam, że takie łapanie kogoś za słowa, nagrywanie, jest bardzo niestosowne. Grzegorz Schetyna mówił o…

Ktoś podszedł, zapytał.

Ale bez świadomości Grupińskiego, że był nagrywany i że potem wystąpi na...

No to był szczery do bólu.

Ale nie powiedział niczego, co by było jakąś szczególną sensacją.

Dobrze, a nie może pan powiedzieć jasno i wyraźnie: „Tak, jeśli odzyskamy władzę, jeśli wygramy wybory, będziemy forsować związki partnerskie, wprowadzimy związki partnerskie”.

Nie powiem, że będziemy forsować…

Wprowadzimy związki partnerskie.

Powiem to, co mówił wielokrotnie Grzegorz Schetyna: wrócimy do tego tematu.

Czyli wprowadzimy?

Wrócimy do tego tematu. Sejm się tym zajmie.

Czyli wprowadzimy czy nie wprowadzimy?

Tutaj diabeł tkwi w szczegółach i na pewno, gwarantuję to, do tego tematu wrócimy, i taką ustawę, taki projekt będzie przedłożony. O szczegółach nie chcę mówić, bo jest na to po prostu za wcześnie. W obecnym Sejmie nie ma szansy nawet na cień dyskusji w tej sprawie, więc ta dyskusja jest teraz bezprzedmiotowa. Co najwyżej może być asumptem do takiego sprowokowania kogoś co do różnych wypowiedzi.

A pan jest za wprowadzeniem związków partnerskich?

Jestem za tym, żeby o tym rozmawiać…

Ale rozmawiać czy wprowadzić?

Trzeba dłuższej rozmowy. Uważam, że to jest sprawa bardziej skomplikowana niż tytuł w portalu czy taka doraźna prowokacja jak w przypadku posła Grupińskiego. To jest duży temat, trzeba go załatwić, trzeba taką ustawę przeprowadzić, o szczegółach rozmawiać. Nie robić tak jak PiS, który w ciągu paru godzin przeprowadza poważne ustawy, Kodeks karny, i potem się okazuje, że są tam dziesiątki fatalnych błędów i że w niektórych kategoriach osłabia się ściganie pedofilii. Więc wróćmy do takiej normalnej demokracji, gdzie spokojnie tygodniami się ważne rzeczy omawia, gdzie się słucha, co sądzą organizacje pozarządowe, eksperci…

Czyli konsultacje społeczne.

I na pewno Polska dojrzała do tego, żeby ten temat załatwić.

Ale nie dostaliśmy jednoznacznej odpowiedzi. A czy dowiemy się przed wyborami, jakim majątkiem dysponuje żona premiera Morawieckiego?

Premier to powinien zrobić od razu, nie zasłaniać się...

Jak to od razu? Nie ma takiego obowiązku.

No nie ma, ale ma taki obowiązek moralny. Jeżeli premier konfrontuje się z takimi doniesieniami, gdzie przepisał część majątku, nie wiemy jaką, na żonę, i nie wiemy tego od niego i nie wiemy tego od służ państwowych, tylko gazeta dochodzi do takich informacji, to ja bym oczekiwał tego, że premier mówi: „Tak, moja żona ma taki majątek, przepisałem go na nią, bo chciałem oddzielić tutaj swoją działalność polityczną”. Natomiast mówienie, że będzie czekał na ustawę… No, jednak jest to jednak jedno z najważniejszych stanowisk w państwie, premier, z największą władzą na pewno, protokolarnie to jest czwarty, ale władza jest największa, i nie może być cienia podejrzeń. I każdy dzień…

Ale na ile to będzie istotne, że przed wyborami Polki i Polacy dowiedzą się, jakim majątkiem dysponuje Iwona Morawiecka?

Wczoraj byłem w Dzierżoniowie-Świdnicy, chodziłem godzinami w ramach kampanii, rozmawiając z ludźmi i ten temat ludzi bardzo interesuje. I tutaj premier, który… Prezes Kaczyński, najwyraźniej zdenerwowany tą sytuacją, powiedział, że trzeba to zweryfikować, zgadza się na ustawę, wczoraj Grzegorz Schetyna przedstawił projekt nasz „Czyste ręce”. Więc ludzie o tym rozmawiają, to jest zła wiadomość dla premiera. Ludzie nie chcą premiera, który coś ukrywa nie mówi prawdy, i premiera, który okazuje się jakimś spekulantem nieruchomościami. Coś tanio sprzedaje, potem coś drogo odkupuje. To jest wszystko dziwne, to jest wszystko niejasne. Premier powinien być transparentny w tej sytuacji.

Ale dowiemy się przed wyborami czy nie?

Sądzę, że nie, bo ta wiedza jest bardzo zła dla PiS-u. Bo się okaże, że nie dość, że premier jest milionerem, chwała mu za to. Do tej pory doktryna była taka, że zarobił jako prezes banku, ale nagle okazuje się, że się w czasach znienawidzonej przez PiS III RP uwłaszczał i robił wielkie interesy, a teraz sam należy do tych, którzy krytykują te lata 90., straszne, fatalne, transformacja. Więc jak można być premierem z partii, która uważa, że cała transformacja była krzywdą, złem, a tu – proszę bardzo, pan Morawiecki z rodziną się dorobili na tym.

I tutaj stawiamy wielokropek. Tomasz Siemoniak jest z nami, wiceszef PO, jesteśmy cały czas na Facebooku i na RadioZET.pl, zapraszam.

***

W internetowej części rozmowy Tomasz Siemoniak odpowiedział na pytanie, czy jest zdziwiony, że znalazły się pieniądze na 500+ dla niepełnosprawnych.

- Nie jestem zdziwiony. One się tak znalazły i nie znalazły. Premier nie podał żadnych konkretów. Powiedział, że za parę miesięcy. Powiązał to z podatkiem od sklepów wielkopowierzchniowych. Ja bym pilnował tej sprawy, bo być może w poniedziałek premier o tym zapomni. To jest fragment większej całości. Gorączki kampanijnej PiS, który używa już czego tylko się da, żeby ratować swoje notowania, począwszy od „piątki Kaczyńskiego”. Proszę zobaczyć ile już było rzeczy – LGBT, wolności w internecie – które PiS próbował wrzucać do debaty publicznej… - mówi wiceprzewodniczący PO.

- Skutecznie wrzuca – zauważa Beata Lubecka.

- Gdyby skutecznie wrzucał, to miałby 60%, a notowania PiS spadają i stąd na tydzień przed wyborami na kilka dni przed zapowiadanym od dawna protestem niepełnosprawnym premier to ogłasza. Te intencje są bardzo wątpliwe. Myślę, że te reakcje środowisk niepełnosprawnych i ich rodziców są bardzo ostrożne. Nie wierzą w to, czy to tak będzie – ocenia Siemoniak.

„Czy Platforma Obywatelska spłaci długi Nowoczesnej, czy my podatnicy będziemy za to płacić?” – padło pytanie internauty.

- Przepisy są jasne. W takim przypadku są osoby, które odpowiadają własnym majątkiem. Nie znam szczegółów, nie jestem przecież w Nowoczesnej i nigdy nie byłem – mówi Siemoniak.

- Czytam o planach, że Nowoczesna chce połączyć się z PO, w związku z czym zostanie wykreślona z ewidencji, sprawa wyląduje w sądzie i summa summarum na koniec skończy się tym, że będzie to spłacał budżet państwa – mówi o zadłużeniu .N Beata Lubecka.

- Nic nie wiem o takich planach. Nowoczesna jest ważną częścią Koalicji Europejskiej. To są sprawy Nowoczesnej. Tak jak my problemów Platformy, PSL nie wnosi swoich problemów żeby koalicjanci je rozwiązywali – odpowiada gość Radia ZET.

Były minister obrony narodowej został zapytany też o doniesienia Radia ZET. Wynika z nich, że gminy, na których terenie stacjonują wojska NATO, domagają się od rządu powołania pełnomocnika do spraw obecności wojsk sojuszniczych w Polsce. Chcą też odrębnej ustawy dotyczącej terenów, na których są bazy wojskowe.

Samorządowcy spotkali się w Powidzu w Wielkopolsce na II Forum Gmin Związanych z Obecnością Wojsk Sojuszniczych. Takich gmin jest w Polsce prawie 20, to m.in. Żagań, Toruń, Łask, Powidz, Słupsk czy Drawsko Pomorskie. Mają podobne problemy: drogi poniszczone przez wojskowe pojazdy, wypadki amerykańskich żołnierzy, kłopoty z lokalną infrastrukturą, ograniczenie w inwestycjach czy obawy o niszczenie przyrody.

- Czy taki pełnomocnik powinien zostać powołany? – pytała gospodyni „Gościa Radia ZET”.

- Temat jest i zawsze był. Pamiętam też trudne rozmowy, jeśli chodzi o bazę antyrakietową w Redzikowie koło Słupska, kiedy byłem ministrem. Zwykle któryś z wiceministrów obrony pełnił taką rolę. To nie może być pełnomocnik oderwany od MON, gdzieś tam siedzący. Wyraźnie trzeba przypisać takie zadanie do któregoś z wiceministrów obrony. Napowoływano różnych pełnomocników. Jest w MON pełnomocnik ds. agencji uzbrojenia od ponad roku, a śladów jego działalności nie ma. Chodzi o to, żeby to nie było tak, że powołuje się pełnomocnika, tylko żeby ktoś realnie zajmował się pracą – uważa Siemoniak.

„Jeśli wygracie wybory, co zrobicie z lotniskiem w Radomiu?” – pytał słuchacz Mariusz.

- Wstrzymacie rozbudowę, czy będziecie ją kontynuować? – precyzowała Lubecka.

- To jest lotnisko wojskowe od lat. Radom to ważne miasto, jeśli chodzi o wojsko, szczególnie siły powietrzne. Jeszcze jako minister prowadziłem kolejne rozmowy z prezydentami Radomia różnych opcji – mówi Siemoniak. – Uważam, że to jest problem rynku, wpisania dobrego na mapę lotnisk. Teraz mamy do czynienia z politycznym działaniem, żeby zemścić się na lotnisku w Modlinie, którego PiS nie lubi, bo to samorząd województwa mazowieckiego i marszałek Struzik robi – dodaje. – Zamknąć na pewno nie. To lotnisko jest potrzebne wojsku. Trzeba sensownie ustawić współpracę cywilno-wojskową, ale nie udawać że będzie to wielkie lotnisko, z którego – jak zauważył minister Suski -będzie bliżej do Afryki i dlatego trzeba je budować – przekonuje.

Czy Platforma Obywatelska wprowadzi przymusowe OC na dom/mieszkanie?

- Ten temat wielokrotnie wraca przy okazji różnych klęsk żywiołowych, powodzi. Taka była propozycja firm ubezpieczeniowych, bo to ze strony Polskiej Izby Ubezpieczeń wychodziły takie projekty, miałem okazję prowadzić takie rozmowy, ale powiązane też z tworzeniem państwowego funduszu, który byłby tutaj jakimś zapleczem. Uznaliśmy wtedy, że to nie jest korzystne rozwiązanie dla budżetu państwa i obywateli, dlatego że jest tak, że wiele mieszkań jest ubezpieczonych. W przypadku wielkich klęsk żywiołowych: trąby powietrznej w 2008 roku, powodzi w 2010 roku. Uznaliśmy, że pomagamy wszystkim. Z budżetu państwa poszły ogromne środki na odbudowę. Nie różnicujemy tego, czy ktoś miał ubezpieczenie, czy nie. To ubezpieczenie było tutaj jakimś zawsze bonusem, dla tego który się ubezpieczył. Trzeba edukować ludzi, ale nie zmuszać – twierdzi Siemoniak.