Tomasz Siemoniak: Macierewicz rozmontował system bezpieczeństwa

25.11.2019 08:02

– Minister Macierewicz rozmontował system bezpieczeństwa. Rozgoniono fachowców od bezpieczeństwa i nagle zaczęła się seria katastrof samolotów MiG-29 i śmigłowców – tak wiceprzewodniczący PO i były szef MON Tomasz Siemoniak komentuje doniesienia o odebraniu pilotom uprawnień latania uziemionymi MiG-29. – One w innych krajach spokojnie latają, przez kilkadziesiąt lat w Polsce latały i katastrof i problemów nie było, więc to nie politycy powinni o tym decydować, tylko fachowcy, eksperci, dowódcy i ci, którzy wydają odpowiednie certyfikaty – mówi o uziemionych samolotach gość Beaty Lubeckiej. Skrytykował też wypowiedziane w tej sprawie słowa prezydenckiego ministra Andrzeja Dery. 

Beata Lubecka: Tomasz Siemoniak, wiceszef PO i były minister obrony narodowej. Dzień dobry.

Tomasz Siemoniak: Dzień dobry pani, dzień dobry państwu.

Ja nie przez przypadek przypominam, że był pan szefem MON, ponieważ dowiedzieliśmy się, że piloci MiG-ów-29, to taki niby dobry samolot, myśliwiec, to takie F16 radzieckie, utracili uprawnienia do latania. I czy w takim razie te samoloty powinny wrócić do latania, czy absolutnie powinny już trafić do lamusa?

Tę informację podali dziennikarze, którzy zazwyczaj są bardzo rzetelni, czy zawsze są bardzo rzetelni, pani redaktor Żemła, świetny znawca tematyki wojskowej, więc nie mam podstaw, żeby jakoś to podważać. Natomiast widziałem też zaprzeczający temu komunikat dowództwa generalnego, więc spodziewam się – dzisiaj spotkanie ministra Błaszczaka w dowództwie generalnym też z pilotami MiG-ów, że czegoś się tak naprawdę dowiemy o tym, bo cała ta sprawa jest tak podszyta propagandą i polityką… Ona się wzięła...

Ale gdyby tak było, to o czym miałoby to świadczyć, proszę powiedzieć?

Świadczyłoby o zaniedbaniach i o tym, że było przekonanie wśród dowódców sił powietrznych, że MIG-29 już nie wrócą, po tym, co mówił minister Błaszczak. On po serii katastrof, serii katastrof spowodowanych…

W których ginęli również piloci.

Tak, zginął jeden pilot. Spowodowanych tym, że poprzednik ministra Błaszczaka, minister Macierewicz, rozmontował system bezpieczeństwa, rozgoniono fachowców od bezpieczeństwa, i nagle zaczęła się seria katastrof właśnie samolotów MiG-29 i też śmigłowców, i po kolejnej katastrofie minister Błaszczak ogłosił, że to są postsowieckie samoloty i teraz będą kupowane samoloty piątej generacji F-35, a te są straszne i w ogóle…

No i będą, no i chyba dobrze. Tylko że to za jakiś czas oczywiście.

Ale kiedy one będą? Za 5, 7, 10 lat.

No dobrze, no to co teraz? Czy w takim razie te MiG-i-29 przywrócić do latania czy już sobie podarować? Bo wczoraj słyszałam wypowiedź Andrzeja Dery, prezydenckiego ministra, która mówił, że one już absolutnie nie powinny latać, bo to zagraża bezpieczeństwu, koniec kropka, już nie wrócą.

Nie mam najmniejszego podejrzenia, że minister Andrzej Dera ma jakieś pojęcie na ten temat. Ja jako były minister jestem bardzo ostrożny w takich sądach, bo niech wypowiadają się dowódcy i eksperci od latania. One w innych krajach spokojnie latają, przez kilkadziesiąt lat w Polsce latały i katastrof i problemów nie było, więc to nie politycy powinni o tym decydować, tylko fachowcy, eksperci, dowódcy i ci, którzy wydają odpowiednie certyfikaty. To nie są sprawy, którymi należy się okładać politycznie, zwłaszcza takimi frazami, które potem włączają w to pilotów i bezpieczeństwo państwa.

Gdyby pan teraz był jeszcze szefem MON, jaką by pan podjął decyzję? Czy też jakiej by pan oczekiwał, bo do kogo należy podjęcie tej decyzji?

Do ministra, natomiast oczekiwałbym na rekomendacje dowódcy generalnego, na rekomendacje inspektoratu bezpieczeństwa lotów, poprosiłbym jeszcze różnych ekspertów z zewnątrz, żeby się wypowiedzieli. To jest poważna sprawa, której nie można zamykać właśnie w takich politycznych wypowiedziach. A jeżeli dzisiaj będzie decyzja, że MiG-i-29 wracają, to jak będzie wyglądała wypowiedź prezydenckiego ministra? Szanujmy się trochę, szanujmy państwo. Jak ktoś jest ministrem, niech odpowiada za swoje własne słowa. Zdaje się, pan Dera jest od spraw prawnych Kancelarii Prezydenta. Dlaczego się musi wypowiadać o MiG-ach-29? Naprawdę, tutaj coś stoi na głowie.

Może dlatego że uznał, że przecież jednak prezydentem jest zwierzchnikiem sił zbrojnych.

Ale przecież nie zajmuje się tymi w ogóle sprawami. Ja rozumiem, że ministrowie prezydencki, też ministrowie z Kancelarii Premiera są takimi dyżurnymi uczestnikami różnych audycji, wieloosobowych, jednoosobowych i muszą się wypowiadać na każdy temat. Natomiast to jest poważna rzecz, chodzi o życie, zdrowie ludzi, chodzi o bezpieczeństwo państwa. Naprawdę nie udzielajmy takich wypowiedzi, jakby chodziło o jakieś takie normalne przepychanki polityczne. To są świetnie wykształceni, świetnie wyszkoleni piloci, mają swoje rodziny.

Nie latają od 9 miesięcy.

Tak. Pracują całe życie na tę swoją pozycję. Nie grajmy nimi jak taką polityczną piłką. Ja jeżeli będzie dzisiaj decyzja taka czy inna, tę decyzję przyjmę i uważam, że należy zdjąć temperaturę polityczną z takich spraw. I naprawdę, mniej propagandy w sprawach wojska, mniej zapowiedzi, które są kompletnie fantastyczne, a więcej głosu fachowców.

To zdejmujemy tę temperaturę, chociaż nie wiem, czy ona nie podskoczy, bo teraz chciałabym porozmawiać o tym, co się dzieje w PO i o prawyborach. Dlaczego drugi kandydat na prezydenta w tych prawyborach, Jacek Jaśkowiak, został zgłoszony tak późno?

O to należy jego zapytać. Został zgłoszony w terminie, sądzę…

Ale in blanco były podpisy zbierane?

Komisja wyborcza, której przewodniczy poseł Rafał Grupiński, zbadała wszystko i orzekła, że wszystko zostało zgodzie z zasadami…

Z tego, co słyszę, to Rafał Grupiński był w ogóle autorem tego pomysłu, żeby to właśnie Jacek Jaśkowiak wystartował w tych wyborach, że miał go namówić...

Ja widziałem wypowiedź posła Rafała Grupińskiego, że był zaskoczony tym, więc moim zdaniem…

To może być tylko gra pozorów.

...sprawa tej procedury zgłaszania jest zamknięta i tutaj żadnych wątpliwości nie ma. Ja jestem bardzo zadowolony z tego, że...

Ale w kopercie to nastąpiło?

A czym miał, widokówką miał przysłać? No nie, pani redaktor. W zamkniętej kopercie przysłał swojej zgłoszenie. Naprawdę, już nie szukajmy dziury w całym.

Ale Małgorzata Kidawa-Błońska wydawała się być jednak obrażona, że nie została poinformowana przez swojego kontrkandydata, że się zgłasza, że chciałaby wiedzieć wcześniej, że to trochę nieeleganckie.

To jest sprawa między kandydatami. Kto oglądał konferencję prasową w piątek, ten widział, jak dobre, kulturalne relacje między nimi panują, więc naprawdę nie szukajmy dziury w całym. To bardzo dobrze, że są prawybory, jest dwójka kandydatów, mają trzy tygodnie na przekonanie elektorów do tego, kto jest lepszym kandydatem.

A to nie chodził o to, żeby jednak uratować twarz Grzegorza Schetyny, który był autorem tego pomysłu?

Ale przecież wszyscy patrzą na wypowiedzi pana prezydenta Jaśkowiaka, znają go, nie jest od wczoraj w polskiej polityce. To nie jest człowiek, który może być jakimś narzędziem, który robi coś, żeby coś ratować. On jest przekonany, i świetnie, i naprawdę wierzy w to, że może wygrać prawybory i może wygrać wybory prezydenckie. Naprawdę, nie odmawiajmy ludziom ambicji, aspiracji, i to jest esencja demokracji, że można między kimś a kimś wybierać.

Ale nawet Danuta Hübner, która była tutaj w tym studiu dwa dni temu, mówiła, że brakuje w tym pewnej transparentności, jak to się rozstrzygnęło.

Ale naprawdę nie rozumiem, o co w tym chodzi, bo był termin 19 listopada, do 19 listopada zgłosiła się dwójka kandydatów. Dwudziestego drugiego, czyli w piątek ostatni, zarząd PO zatwierdził tę dwójkę do procedury nominacyjnej na te najbliższe trzy tygodnie, ustaliliśmy, że będzie debata i będzie konwencja 14 grudnia. Co tu jest nietransparentnego? Jest poważna bardzo kandydatka, pani Kidawa-Błońska, i poważny kandydat...

Że ten kandydat zgłosił się w kopercie, że to wszystko było na ostatnią chwilę. No źle to wszystko wyglądało. A czy to będzie autentyczna rywalizacja, czy to jednak jest ustawka jak w 2010 roku, kiedy odbyły się prawybory?

Nie było ustawki w 2010 roku, uczestniczyłem jako członek PO w tamtych prawyborach i naprawdę…

Radosław Sikorski ma zupełnie inne wrażenie.

No to niech poda jakieś dowody. Mnie się to bardzo nie podoba, bo to podważa... Była komisja wyborcza, byli ludzie, którzy brali za to odpowiedzialność. To, że się przegrało, nie znaczy, że cokolwiek było ustawione. Więc ja też te takie narzekania ostatnie przyjmuję jako tradycyjne atakowanie PO za wszystko. Wyobrażam sobie, co by było, gdyby była jedna kandydatka...

Tobyśmy słuchali, jaka to kompromitacja.

Nie, to byśmy słuchali, jaka to kompromitacja, jak jest źle.

Tak mówiłam.

A jak jest dwójka kandydatów, to słuchamy, jak to źle, że jest dwóch kandydatów. No naprawdę, nie ma nic złego w konkurencji, w demokracji. Jest dwójka świetnych kandydatów, bardzo różnych i ze sobą kulturalnie się kontaktujących. Naprawdę, dlaczego Lewica nie jest dopytywana na przykład: a gdzie jest kandydat Lewicy? Miał być pan Robert Biedroń...

Ale spokojnie, dopytywałam ostatnio, więc proszę tak nie mówić generalnie, że nie dopytujemy.

Ja nie mówię o pani redaktor. Pani redaktor wnikliwie wszystkich dopytuje. Ale mówię o takiej przestrzeni publicznej. To my słyszymy, że się coś opóźnia, to my słyszymy, że jest nie tak, jeden źle, dwójka źle, a innych się nie pyta.

A na kogo pan zagłosuje?

Zobaczymy, nie będę tego ogłaszał na początku tej kampanii naszych kandydatów. Zobaczymy. Źle by było, gdyby dzisiaj przed debatą, przed kampanią wyborczą to ogłaszać. Bardzo mi się podoba ta dwójka. Panią marszałek znam od 26-27 lat i jestem entuzjastą pomysłu kobiety na prezydenta. Ale też mi się podoba...

A Polska jest gotowa już na kobietę prezydenta?

Ale to… trzeba się przekonać w kampanii wyborczej, uważam, że tak. Były trzy panie marszałek, trzy panie premier, czas na kobietę prezydenta. Ale bardzo mi też pasuje Jacek Jaśkowiak. Popierałem go w 2014 roku, przyjechałem do Poznania, nikt nie wierzył w jego sukces i z podziwem obserwuję jego karierę, to, co zrobił w Poznaniu, i to, jak się zachowuje teraz jako kandydat na prezydenta. Więc decyzję podejmę jak 1299 pozostałych delegatów – 14 grudnia.

I tu stawiamy trzykropek. Tomasz Siemoniak, wiceszef PO, jest z nami. W części pozaradiowej zapytam, czy Grzegorz Schetyna nadal powinien zostać przewodniczącym Platformy Obywatelskiej. Jesteśmy na Facebooku i na RadioZET.pl, zapraszam.

***

Tomasz Siemoniak o budowie łuku triumfalnego: w rękach PiS to zmieni się w karykaturę; skupmy się na pomniku, który proponują władze Warszawy

Tomasz Siemoniak komentuje w internetowej części programu „Gość Radia ZET” pomysł premiera Mateusza Morawieckiego dotyczący budowy łuku triumfalnego upamiętniającego Bitwę Warszawską. – Sprawa łuku w rękach PiS natychmiast zamieni się w jakąś karykaturę. Zamiast świętować, cieszyć się, rozmawiać, będziemy mieli konflikt i awanturę – mówi w rozmowie z Beatą Lubecką. – Sprawa z łukiem to klasyczna zagrywka na emocje, na napięcia i określanie drugiej strony bolszewikami. Przyjrzyjmy się dlaczego obietnica Muzeum Bitwy Warszawskiej kompletnie nie została dotrzymana – dodaje wiceprzewodniczący PO.

Według Siemoniaka, ministrowie po zmianie władzy „zawalili sprawę budowy Muzeum Bitwy Warszawskiej”. Wymienia przy tym Antoniego Macierewicza i Mariusza Błaszczaka.

– Zapowiadali, że powstanie wielkie muzeum w 2020 roku. Zawalone, nie ma. Jakaś mała izdebka pamięci powstanie wokół tego – ocenia Siemoniak.

Wiceprzewodniczący Platformy Obywatelskiej zauważa, że swój własny pomysł miał też samorząd.

– Rada Warszawy i prezydent Warszawy postanowili, że będzie budowany pomnik. Wyznaczono bardzo dobrą lokalizację, plac Na Rozdrożu. To jest eksponowane miejsce. Ustalono tylko, że ma być konkurs i ten pomnik ma być dobrze wkomponowany w otoczenie. Zaczęła się procedura. Nagle premier Morawiecki rzuca taką ideę w jednym z wywiadów. Ideę, która wcale nie jest nowa. Okazuje się, że od 5 lat są zbierane pieniądze na łuk i grono prominentów PiS firmuje to swoimi nazwiskami. Tylko się chyba nie zebrali – zastanawia się na głos Tomasz Siemoniak.

Gość Radia ZET zapewnia, że jest za upamiętnieniem Bitwy Warszawskiej.

– Jestem za pomnikiem, upamiętnianiem, natomiast widzę w działaniu premiera Morawieckiego kompletną bylejakość. To znaczy: on nie wie, że Rada Warszawy już coś postanowiła i coś będzie, zarzuca, że władze Warszawy nic nie robią. Kompletnie mija się z prawdą – wskazuje wiceprzewodniczący PO.

Podaje też przykład obchodów stulecia niepodległości.

– Wszyscy pamiętamy obchody stulecia niepodległości – jak były byle jakie, jak były w cieniu tego, czy prezydent pójdzie w marszu i co z marszem. Tak samo mamy tutaj. PiS miał licząc od 2015 roku bardzo dużo czasu, żeby dobrze i godnie to przygotować, żeby zbudować muzeum, różne rzeczy. Teraz rzuca ideę budowy łuku triumfalnego nad Wisłą, a jak ktoś powątpiewa, jest nazywany bolszewikiem, bo jest zwolennikiem bolszewików – mówi Tomasz Siemoniak.

– Ale była sytuacja, kiedy prezydent potrzebował pomocy, to dostał pomoc od rządu. Chociaż wcale o nią nie prosił, jeśli chodzi o ścieki, które wpadały do Wisły – wskazuje Beata Lubecka, prowadząca program „Gość Radia ZET”.

– Byłem 4 lata wiceministrem spraw wewnętrznych i administracji. Pomagaliśmy bez przerwy samorządom, niezależnie od tego kto rządził, w różnych sytuacjach klęsk żywiołowych, kłopotów. To jest normalność, a ja mówię o wielkiej, setnej rocznicy, która po takich byle jakich działaniach ma wszelkie szanse być zmarnowana jak ta sprzed roku, gdzie we własnym gronie w znakomitym samopoczuciu politycy PiS świętowali i nic z tego nie zostało. Finowie na stulecie niepodległości zbudowali wspaniałą bibliotekę – porównuje Siemoniak.

Gość Beaty Lubeckiej uważa, że sprawa łuku w rękach PiS „zmieni się natychmiast w jakąś karykaturę”.

– Zamiast świętować, cieszyć się, rozmawiać, będziemy mieli konflikt, awanturę. Jak już premier przeczyta dziś w gazetach, że bardzo się pomylił wobec Warszawy, zaczną się jakieś kłopoty i będzie kolejne, równoległe świętowanie. To niszczące dla takiej tkanki społecznej, jeśli razem nie można obchodzić tego, co było 100 lat temu – ocenia Siemoniak.

– Podsumowując, pomysł nie jest najgorszy? – zastanawiała się Lubecka.

– Nie – odpowiada gość Radia ZET.

– Ale chodzi o to, żeby zaplanować to wcześniej, uzgodnić, a nie rzucać ad hoc, kiedy rok 2020 będziemy mieli za chwilę?

– Skupmy się na tym pomniku, który proponują władze Warszawy. Niech rząd, premier Morawiecki pomoże. Tak jak było przy niedawno odsłoniętym pomniku Wojciecha Korfantego niedaleko placu Na Rozdrożu. Sprawa z łukiem to klasyczna zagrywka na emocje, na napięcia i określanie drugiej strony bolszewikami. Przyjrzyjmy się dlaczego obietnica Muzeum Bitwy Warszawskiej kompletnie nie została dotrzymana – mówi w Radiu ZET Siemoniak.