Tomasz Siemoniak: gdyby opozycja poszła razem, Polska mogłaby wyglądać inaczej

14.10.2019 07:02

– Z danych sondażowych widać, że siła opozycji jest większa niż PiS-u. Być może gdybyśmy poszli razem, Polska mogłaby wyglądać inaczej – mówi w Radiu ZET Tomasz Siemoniak, wiceprzewodniczący Platformy Obywatelskiej.

Łukasz Konarski: Tomasz Siemoniak, wiceprzewodniczący PO. To dobry poranek?

Tomasz Siemoniak: Zawsze poranek powyborczy ma swoją dynamikę. Kolejne wyniki, oczekiwanie na szczegóły. Przede wszystkim trzeba podziękować wyborcom, wszystkim wyborcom, którzy pobili rekord frekwencji. A ja chciałbym podziękować wyborcom Koalicji Obywatelskiej, którzy mimo nagonki, mimo ataku, mimo wielkiej machiny propagandowej PiS-u zdecydowali się na nas zagłosować. Według sondaży co czwarty wyborca na nas głosował. To jest coś bardzo ważnego.

Dobrze, no to uprzejmości mamy już za sobą. Czy Grzegorz Schetyna odejdzie ze stanowiska przewodniczącego PO po porażce Koalicji Obywatelskiej w wyborach?

Mamy demokratyczny sposób wyboru przewodniczącego, wszyscy członkowie wybierają. Będzie to w pierwszych miesiącach przyszłego roku. I zobaczymy. Za wcześnie jest. Ja na pewno nie jestem taką osobą, która kogokolwiek chciałaby tutaj oceniać, rozliczać parę godzin po wyborach. Czekamy na wyniki, będziemy mieć posiedzenia statutowych gremiów i będziemy oceniać. Zobaczymy, co, jak i gdzie. Tak że za wcześnie jest, żeby o tym mówić.

Może honorowa dymisja?

Jak mówię, ogromną pracę Grzegorz Schetyna wykonał. Szkoda że jego projekt Koalicji Europejskiej, ten z wyborów do Parlamentu Europejskiego z powodu dystansu naszych partnerów, wystąpienia naszych partnerów z tego projektu nie przetrwał, bo dzisiaj widać, że siła opozycji w procentach przynajmniej tych sondażowych jest większa niż siła PiS-u i być może, gdybyśmy poszli razem, to Polska mogłaby inaczej wyglądać.

A projekt Koalicja Europejska nie wypalił?

Jak mówiłem, czwarta część głosów. Natomiast jesteśmy przyzwyczajeni do tego, żeby walczyć o zwycięstwo, zwycięstwo z PiS-em. Tak że mają satysfakcję z tego, że taki wynik po tej nagonce, po tych atakach, po działaniach PiS-u, zaprzęgnięciu machiny państwowej do wyborów mamy. Natomiast wygrywaliśmy z PiS-em i chcielibyśmy, żeby to było zwycięstwo. Byłoby ono być może możliwe w warunkach szerokiej koalicji, a takiej koalicji nie było. Dziś ważne jest to, żeby opozycja parlamentarna – zresztą zobaczymy, czy PiS będzie miał tę większość, czy nie, czekamy wciąż na wyniki ze 100 procent komisji - żeby opozycja parlamentarna współpracowała, bo jej siła jest gwarancją tego, że będziemy powstrzymywać Polskę przed złym kursem.

Dane PKW tutaj z 42% obwodowych komisji wyborczych: PiS 49,3%, Koalicja Obywatelska 22,27%.

Ja rozumiem, że to nie jest w żaden sposób reprezentatywne, bo jak doczytałem przed chwilą, to województwa wschodnie i południowe. Zobaczymy. Można będzie mówić o stu procentach, to wtedy jest jakoś tam wiążące. To nie jest w żaden sposób reprezentatywne. Z pewnością nie ma w tym Warszawy, wielkich miast, które zwykle na sam koniec przekazują swoje wyniki. Więc zobaczymy. Nie chcę na tej podstawie jakichkolwiek wniosków wyciągać, bo niejeden się pomylił, oceniając na podstawie w górę czy w dół takie cząstkowe wyniki.

A państwo nadal liczą, że wygrają w Senacie?

Nie ma…

Bo tam jest 49,41% dla PiS-u, Koalicja Obywatelska: 29, 81%. Na tę chwilę.

Jak wyżej – jeżeli to są województwa wschodnie i południowo-wschodnie, to wedle wszelkiego prawdopodobieństwa kandydaci PiS-u tam wygrywali. Ja słyszę o wygranej senatora Fedorowicza w Krakowie z ojcem prezydenta Dudy. Według danych z mojego okręgu wyborczego wydaje się, że Agnieszka Kołacz-Leszczyńska wygrała z kandydatem PiS-u. Nie ma jeszcze ich ostatecznie. Podobnie Barbara Zdrojewska, Alicja Chybicka we Wrocławiu. Podobnie w Sosnowcu. Takie są cząstkowe dane, więc poczekajmy. Parę godzin i wszystko będzie jasne. Dobrze, że PKW daje te dane cząstkowe, ale trzeba mieć świadomość, że dotyczą one części Polski, i to części Polski chyba najtrudniejszej dla nas.

Co było przyczyną tej porażki?

Przypominałem o tej zmasowanej machinie propagandowej PiS-u, do której instytucje państwowe, media publiczne zostały zaprzęgnięte. Doszło do takich sytuacji, że radio publiczne, Radio Szczecin, łamiąc ciszę wyborczą, emitowało taki komunikat, który się wyświetlał w napisach samochodowych, że poseł Mitras należy do gangu morderców stoczni i jest niepełnosprawny. Zupełnie skandaliczne rzeczy, pokazujące, że jak nigdy w historii Polski media publiczne stały się sztabem wyborczym jednej partii, plus ciągły atak, ciągłe mówienie, jak opozycja jest zdradziecka, niepolska, jak ma być piętnowana.

Ale ta kampania też była słaba. Pan to przyzna teraz czy nie?

Oczywiście wyborcy oceniają kampanię. Ja wiem, że nasi kandydaci, nasi wolontariusze przeszli tysiące kilometrów, rozdali setki tysięcy ulotek.

I nic.

No, mówię, to jest czwarta część głosów, to nie jest nic, i myślę, że wielu kandydatów, np. spodziewam się, że Małgorzata Kidawa-Błońska będzie mieć w Warszawie bardzo dobry wynik, mam nadzieję, że wyższy niż prezes Kaczyński. Więc to nie jest tak, że łatwo w polskiej polityce się dostaje setki tysięcy głosów czy miliony głosów. Więc uważam, że oczywiście trzeba się zastanowić nad tym, czy jakieś działania marketingu politycznego można było lepiej przeprowadzić, natomiast co do braku pracowitości, determinacji, naprawdę byłem w wielu miejscach, widziałem naszych kandydatów – od rana do wieczora po prostu pracowali nad tym, żeby był jak najlepszy wynik.

A może taki wynik państwa cieszy? Bo PiS nie zdobyło większości konstytucyjnej, co było chyba planem minimum opozycji.

Nie, nie cieszy, nie cieszy taki wynik. Chcielibyśmy oczywiście wyższego wyniku. Po to jesteśmy w polityce, żeby wygrywać. Trochę się dziwię tym, którzy się cieszą z samego faktu, że ich ugrupowanie weszło do Sejmu. Oczywiście to jest pewnie miłe, natomiast nie o to chodzi w polityce, zwłaszcza jeśli mówimy o takich partiach, które i rządziły w Polsce w przeszłości. Wiec w polityce się jest po to, żeby wygrywać, ale nie wygrywać dla satysfakcji, tylko dla realizacji programu, wizji, dla reprezentowania swoich wyborców. Naprawdę to jest wielka rzecz reprezentować czwartą część głosujących Polaków. To nie jest rzecz, którą można tak sobie zlekceważyć.

Kto będzie kandydatem opozycji na prezydenta?

Za wcześnie, żeby o tym mówić.

Dlaczego?

No bo jeszcze niepoliczone wyniki wyborów parlamentarnych.

Ale widzą państwo, że przegrali. Chyba czas iść do przodu.

Mamy na pewno bardzo mocne opcje, mówiłem o tym też ja kilka razy. Myślę o Donaldzie Tusku, myślę o Małgorzacie Kidawie-Błońskiej. Jeśli potwierdzi się jej wysoki wynik w Warszawie, to myślę, że jest naturalnym kandydatem na prezydenta. O Donaldzie Tusku mówiłem wcześniej, wszystko zależy od jego decyzji. Od lat jest w sondażach, od lat jest oczekiwanym przez Polaków kandydatem na prezydenta.

Czyli rozumiem, że operacja Tusk jeszcze nie jest zakończona?

Zależy od niego, on powiedział, że do 2 grudnia jest zajęty innymi sprawami.

Ja rozumiem.

Ale to nie jest jakaś operacja Tusk. To jest coś pozytywnego.

Ale państwo liczą na to, że ten efekt może tutaj zadziałać?

Ja myślę, że z tego wyniku zbiorczego partii opozycyjnych – mówię tutaj o Lewicy, SLD, PSL-u i oczywiście Koalicji Obywatelskiej wyższym według wieczornych sondaży niż wynik PiS-u wynika, że kandydat wsparty przez całą opozycję ma wszelkie szanse wygrać wybory prezydenckie z prezydentem Andrzejem dudą. I pewnie SLD, PSL będą chciały szukać własnych kandydatów, ale ważne, żeby w drugiej turze poprzeć tego jednego, który będzie w drugiej turze kandydatem opozycji. Wierzę, że będzie to Donald Tusk albo Małgorzata Kidawa-Błońska.

Tomasz Siemoniak, wiceprzewodniczący PO. Ciąg dalszy na RadioZET.pl i na Facebooku Radia ZET.