Zamknij

Justyna Kowalczyk: Jeśli zamkniemy się w domu, to będziemy mieli więcej ofiar

01.05.2020 07:00

- Jeśli zamkniemy się w domu i zaczniemy siedzieć, jeść, oglądać telewizję, to będziemy mieli dużo więcej ofiar. Ale również jeśli chodzi o inne choroby – mówi gość Radia ZET Justyna Kowalczyk, pytana o społeczną kwarantannę. - Jeśli zamknięto by wszystko – tak, jak zamknięto całe Włochy, Hiszpanię czy Francję – to rozumiem i sama bym się zamknęła tam, gdzie jestem i bym nie wychodziła. Ale jeśli tak szybko zrezygnowaliśmy z walki o odporność, czyli nie pozwoliliśmy się Polakom ruszać a pozwoliliśmy na markety budowlane, mogliśmy stać w dużych kolejkach przed dyskontami, to jakoś mi się to wszystko nie trzymało kupy – komentuje biegaczka narciarska.

Kowalczyk uważa, że sportowcy zaniedbali sprawę, kiedy rząd wprowadzał obostrzenia. - Autorytety powinny przedstawiać w jaki sposób bezpiecznie wykonywać aktywność fizyczną, która jest bardzo ważna, także dla zdrowia psychicznego – ocenia multimedalistka i podkreśla: - Edukacja, edukacja, edukacja. - Jeśli nawet państwo wprowadziło restrykcje, to sportowcy mogli próbować przekonać, że to nie były do końca dobre restrykcje jeśli inne, bardziej niebezpieczne rzeczy można było robić – mówi Kowalczyk.

Pytana przez Beatę Lubecką o to, jak ona znosi społeczną kwarantannę, biegaczka narciarska odpowiada: - Teraz, kiedy za bardzo nie można, to spędzam tylko ok. 3 godzin dziennie na aktywności fizycznej a zeszłam z 8 godzin. Zdradza, że w czasie epidemii brakuje jej wolności i spotkań z rodzicami. - Człowiek ma wolną duszę i ograniczenia trochę doskwierają – podkreśla Justyna Kowalczyk i dodaje: - Ale są jakieś zmiany w życiu prywatnym, więc mogłam się na tym skupić. Dopytywana o majowy ślub, odpowiada: - Jeszcze nie wiem.

- Moje ciało jest dość podobne do tego jeszcze z czasów kariery. Ja ciągle trenuję, jest to dla mnie duża radość i obowiązek – mówi Justyna Kowalczyk. - Ze względu na obciążenia, które miałam wcześniej, nie mogę tak po prostu przestać, bo byłabym bardzo chora – i na serce i na kręgosłup itd. Wykonuję swoje obowiązki wciąż by być zdrową i wesołą – komentuje. Zaznacza, że przez 20 lat było to jej całym życiem, więc i teraz ćwiczy. - Czasem startuję sobie dla przyjemności w biegach, w których kiedyś nie miałam możliwości wystartować i jeszcze udaje mi się to dość skutecznie robić – śmieje się mistrzyni.

Kowalczyk mówi również o tym, że gdyby nie było pandemii, to z dziewczętami z kadry biegowej skończyłaby w połowie kwietnia obóz narciarski a 10 maja zaczęłyby się kolejne obozy przygotowawcze, w Zakopanem. – Ale trenować będziemy normalnie – podkreśla trenerka. - Kiedy nie będzie mnie z dziewczętami z kadry, to pewnie będę chodziła z moim wtedy już mężem po górach, będę starała się dotrzymać mu kroku – zdradza gość Radia ZET.

Justyna Kowalczyk: 4 największe partie chciały mnie na swoich listach

- W tym roku na szczęście nie, ale wcześniej zdarzały się takie propozycje i to wielokrotnie – mówi gość Radia ZET Justyna Kowalczyk, pytana w internetowej części programu o to, czy miała propozycje startu w którychkolwiek wyborach. - Był taki piękny okres w moim życiu, że do jednych wyborów chciały mnie 4 największe partie. Ale to było dawno – dodaje biegaczka narciarska.

Pytana przez Beatę Lubecką o to, czy zagłosuje w wyborach prezydenckich, Kowalczyk odpowiada: - Mamy z Kacprem burzę mózgów. - Rozmawiamy, rozmawiamy i zastanawiamy się jeszcze co zrobić, bo jest bardzo dużo wątpliwości – komentuje. - Uważam, że jeśli w ważnych sprawach jest bardzo dużo wątpliwości to trzeba zrobić takie rozwiązanie, żeby wątpliwości było jak najmniej – ocenia gość Radia ZET.

- Od początku mojego życia w głowie jest coś takiego, że albo mi się bardzo chce albo nie chce mi się w ogóle – zdradza Justyna Kowalczyk. Maratony narciarskie? - Tak, myślę, że będę biegać w takich maratonach czasem – zapowiada.

Kowalczyk o nowym trenerze biegaczek: Szukaliśmy kogoś, na kogo byłoby stać PZN, kto jest pracowity i coś tam wie o trenowaniu

 - Trener [Aleksander Wierietielny- red.] już ma swoje lata i stwierdził, że jest zmęczony i że nie jest w stanie tak dobrze tego ciągnąć, jak chciałby. Powiedziałam, że dopóki on jest trenerem, to ja będę bardzo pomagać a później chciałabym zobaczyć jak wygląda życie z drugiej strony, tej bardziej normalnej – mówi Justyna Kowalczyk, pytana w internetowej części programu o dotychczasowego i o nowego trenera polskich biegaczek narciarskich, Martina Bajcicaka. - Zdecydowaliśmy się, że te 2 lata będą dla nas sprawdzianem, zobaczymy jak to wszystko pójdzie a potem dziewczyny będą gotowe, żeby trenować z kimś innym. Ciężko nam to tak po prostu zarzucić – dodaje mistrzyni. - Próbowaliśmy znaleźć kogoś, na kogo byłoby stać Polski Związek Narciarski a wiemy, że jest bardzo pracowity, że wie coś tam o trenowaniu. Padło na Martina – tłumaczy Kowalczyk. Zaznacza, że nie wiadomo, kiedy nowy trener dotrze do Polski, ponieważ granice są zamknięte. Kowalczyk zdradza, że będzie teraz „konsultantką, czasem sparingpartnerką”. - A przede wszystkim będę osobą, która otwiera dość dużo drzwi, bo jednak moje nazwisko wciąż to robi – mówi biegaczka narciarska. Pytana przez Beatę Lubecką o to, czy jest ostrą trenerką, Justyna Kowalczyk odpowiada, że „ciągłym głaskaniem po głowie w sporcie wyczynowym niewiele się zdziała”.

RADIO ZET/MA