Zamknij

Marta Lempart: Policja wyciągała ludzi z tłumu, biła i gazowała. Sama dostałam

19.11.2020 06:11

- Blokada Sejmu, którą pan Kaczyński urządził przy pomocy barierek postawionych nielegalnie wokół Sejmu, to była prywatna inicjatywa posła Kaczyńskiego. Gabriela Lazarek zadzwoniła do wszystkich możliwych urzędów i miejsc i nikt nie zwracał się do urzędu miasta o jakiekolwiek zajęcie terenu, o zajęcie kilkunastu ulic. To było zrobione nielegalnie – mówi Gość Radia ZET, liderka Strajku Kobiet Marta Lempart, pytana o wczorajszą demonstrację.

Jej zdaniem „to już nie jest policja, to jest prywatna ochrona, jaką ma Orban na Węgrzech”. - To drugi raz, kiedy my ogłaszamy jakąś akcję a pan Kaczyński realizuje ją za nas. Raz ogłosiłyśmy akcję, żeby zostać w domu i on sam zamknął się na Żoliborzu. Teraz ogłosiłyśmy blokadę i sam siebie zablokował – komentuje działaczka.

"Pan Kaczyński nakazał panom pacyfikację naszej demonstracji"

Pytana przez Beatę Lubecką o to, co działo się wczoraj podczas demonstracji, Marta Lempart opowiada, że dużo „bardzo niedobrych rzeczy”. - Dostałam gazem od panów, którym pan Kaczyński nakazał pacyfikację naszej demonstracji – opowiada inicjatorka Strajku Kobiet.

Co się działo na pl. Powstańców? - Policja tradycyjnie robiła kotły, wydawali komunikaty, żeby się rozejść, przy czym uniemożliwiali ludziom rozejście się. Popełniali wszystkie możliwe wykroczenia – legitymowali bez podawania podstawy prawnej, odmawiali podania nr służbowego i imienia i nazwiska – opisuje Gość Radia ZET. Dodaje, że część osób chciała iść do domu, bo nie była zatrzymana i wtedy „poleciał gaz”. - Było kilkudziesięciu tajniaków bez mundurów, wszyscy wyglądali tak samo – w bluzach od dresów. W pewnym momencie rzucili się na ludzi, zaczęli ich bić, wyciągać z tłumu – opowiada Lempart.

"Policja kłamie"

Pytana o inną wersję zdarzeń, przedstawioną przez Policję, Marta Lempart odpowiada, że ci kłamią, że demonstracja była nielegalna. - Pan Ciarka [rzecznik KGP – red.] ma ksywę „Czajnik”. Do niego mówić to jak mówić do czajnika – dodaje. Lempart ocenia, że nie ma stanu nadzwyczajnego i nie ma ustawowych przepisów, które zabraniałyby gromadzenia się.

"Skoro panowie sami się nie przestraszyli to my ich przestraszymy"

Dopytywana przez Beatę Lubecką o to, do kiedy Strajk Kobiet zamierza demonstrować, jego liderka odpowiada, że „aż to skutku”. - Jak na razie zakaz aborcji przez oświadczenie pani Przyłębskiej średnio się panom udał. Pan Duda stchórzył ze swoim zakazem aborcji, pan Ziobro stchórzył ze swoim koszmarnym pomysłem zamykania kobiet w ciąży w ośrodkach, aż do rozwiązania – komentuje. - Skoro panowie sami się nie przestraszyli to my ich przestraszymy – zapowiada Marta Lempart.

- Rada Konsultacyjna zebrała następne postulaty od ludzi i w tym tygodniu pierwsza pula zaktualizowanych postulatów oraz rozwiązań. Pracujemy dalej – zapowiada liderka Strajku Kobiet Marta Lempart, w internetowej części programu „Gość Radia ZET”. Działaczka dodaje, że w Radzie Konsultacyjnej jest obecnie ponad 300 osób. - Będziemy protestować do skutku. Jakiego? W moim przypadku do dymisji rządu, do tego, że to się skończy, do tego aż będzie tak, jak trzeba – mówi Lempart.

"Przecież nie będę zapraszała rządu do negocjacji"

Pytana przez Beatę Lubecką o to, czy Strajk Kobiet zaprosił rząd do negocjacji, jego inicjatorka odpowiada: - Przecież nie będę zapraszała rządu do negocjacji, bo dla nich negocjacje to albo gazowanie ludzi albo zaszczuwanie ich telewizją albo kłamanie co do ich postulatów. Dodaje, że Strajk Kobiet nie otrzymał również żadnego zaproszenia „od pana Dudy, natomiast oberwał od niego projektem zakazu aborcji”. - To nie jest prezydent, ktoś, kto się tak zachowuje. To jest Andrzej Duda a nie żaden prezydent – komentuje Marta Lempart.

Pytana o wczorajsze zatrzymania, odpowiada, że ma informację o 23 osobach zatrzymanych.

- Moja mama była nękana, zastraszana. Mój ojciec jest nękany… - mówi Marta Lempart w internetowej części programu „Gość Radia ZET”. - Wprowadzono mamie kontrolę w stowarzyszeniu i osoba przeprowadzająca kontrolę powiedziała: Czego się pani dziwi, jak ma pani taką córkę? – opowiada inicjatorka Strajku Kobiet. Lempart podkreśla, że jest to ciężka sytuacja dla jej rodziców. - Nie darujemy im tego, że moja ponad 60-letnia mama płakała ze stresu i mówiła: Ty się niczym nie przejmuj i rób swoje – komentuje działaczka. Pytana przez słuchacza o to, jakie ma kontakty z rodzicami, Marta Lempart odpowiada: - Funkcjonuję z nimi zupełnie inaczej od mojego wizerunku publicznego. Dodaje, że są „bardzo bliską rodziną” a córka wciąż jest dla nich „dzidziusiem”.

Ponad 1 300 000 złotych? - Nie ma żadnej mojej zrzutki. Jest zrzutka Strajku Kobiet. Te pieniądze zostaną przerzucone na konto fundacji i będziemy to normalnie wydawać na cele statutowe – komentuje Gość Radia ZET.

"To służba partyjna"

Pytana o to, dlaczego wyrzuciła dziennikarzy TVP z konferencji, Lempart odpowiada, że „konferencje prasowe są dla dziennikarzy a to nie jest żadne medium tylko służba partyjna, która udaje telewizję”. - Funkcjonariusze partyjni. Panie, udające dziennikarki TVP mogą pobrać wizję i fonię od kolegów z policji – dodaje.

Pytana przez słuchacza o to, czy jej działania nie są zbyt radykalne, liderka Strajku Kobiet komentuje: - Ja tu leżę obłożona mlekiem, jest mi niedobrze, pewnie nie będę mogła jeść i moje poczynania są radykalne?. - To, że tajniak wyciąga pałkę i bije ludzi to są moje radykalne poczynania? To, że rzecznik policji kłamie, to jest radykalne? – dodaje.

 

RADIOZET/MA