Zamknij

Mateusz Lachowski: Ukraińscy żołnierze mają siłę. Wielu mówi, że wojna może trwać lata

10.05.2022 07:49
Mateusz Lachowski
fot. Radio ZET

- Siedziałem razem z ukraińskimi żołnierzami i oglądaliśmy wystąpienie Putina. Raczej był śmiech i pytali mnie: jak się czujesz jako sługus NATO czy sługus faszystów – mówi w Radiu ZET dziennikarz akredytowany przy ukraińskiej armii Mateusz Lachowski.

- Wielu bało się, że wydarzy się coś gorszego, że będzie użyta broń chemiczna albo atak bombowy. Spodziewano się, że może na Mariupolu coś się wydarzy – opowiada Gość Radia ZET. Dopytywany przez Beatę Lubecką o to, jak ukraińscy żołnierze komentowali oblanie czerwoną cieczą ambasadora Rosji w Polsce, Lachowski odpowiada, że cieszyli się i śmiali, że bardzo dobrze i dodaje: - Dla żołnierzy każdy, nawet taki akt wsparcia, przeciwstawienia Rosji jest pozytywnie odczytywany. Dziennikarz podkreśla jednak, że w jego ocenie coś takiego nie powinno się wydarzyć. - To sprawia, że zagrożeni są teraz polscy dyplomaci w Rosji – komentuje Gość Radia ZET.

Dokumentalista zaznacza, że zjechałem front od południa do północy i Ukraińcy mają o Polsce najlepsze z możliwych zdanie. - Słyszę o sojuszu, wdzięczności, że nigdy tego nie zapomnimy. I nie chodzi tylko o sprzęt i pomoc wojskową, ale i o pomoc dla uchodźców – mówi Mateusz Lachowski, który jest na Ukrainie od 24 lutego.  

- Spokojnie nie jest nigdzie. W nocy trudno było spać. Przyjechałem spod Charkowa, przejechałem cały front wzdłuż. Jestem właściwie w Zaporożu. Cały czas było słychać ostrzał – opowiada dziennikarz akredytowany przy ukraińskiej armii i dodaje, że Rosjanie „cały czas strzelają artylerią, non stop”. Mateusz Lachowski podkreśla, że bycie „na pierwszej pozycji” jest wycieńczające psychicznie i opisuje, że jak wrócił po dniach z frontu, to cały kolejny dzień przespał. - Znam żołnierzy, którzy są na pierwszej pozycji, 500m od Rosjan, wiedzą, gdzie oni są i potrafią być w takich miejscach 10-11 dni – mówi dokumentalista. Dodaje jednak, że ukraińscy żołnierze zdecydowanie mają siłę.

- Dla nich jest tylko jedna możliwość – zwycięstwa. Nie ma innej możliwości. Jeśli chodzi o to, jak to długo będzie trwało, to oni najbardziej wiedzą, że to będzie trwało długo. Wielu żołnierzy mówiło mi, że ta wojna będzie długa, na wyniszczenie  - może trwać miesiące, lata – mówi Gość Radia ZET. - Żołnierze potrafili mi powiedzieć: może w przyszłym roku będzie zwycięstwo Ukrainy - opowiada. - Jeden z żołnierzy powiedział mi wczoraj, że skończy się to, jak Putin przestanie być prezydentem Rosji – puentuje Mateusz Lachowski.

Mateusz Lachowski: Żołnierze Pułku Azow będą największymi bohaterami w historii Ukrainy

- Nie chcę mówić, że Azow, Mariupol jest stracony. Widziałem jak wygląda front, jak wygląda ostrzał. Rozmawiałem z człowiekiem, który następnego dnia zginął w ostrzale artyleryjskim – opowiada Mateusz Lachowski w internetowej części programu „Gość Radia ZET”. - Żołnierze w Mariupolu, żołnierze Pułku Azow to będą najwięksi bohaterowie w historii Ukrainy. Już się o tym mówi. To będą ukraiński Termopile – dodaje dziennikarz akredytowany przy ukraińskiej armii.

Czy możliwe jest, by Ukraina zaatakowała Rosję? - Ukraińscy żołnierze to bardzo inteligentni, często wykształceni ludzie, jeśli chodzi o geopolitykę. Jeśli chodzi o sprawy wojenne – naprawdę są dokształceni. Mówią wprost, że atak na Rosję może spowodować użycie broni atomowej, a tego boją się najbardziej – komentuje gość Beaty Lubeckiej. Lachowski mówi również, że ostatnio na front pojechała z żołnierzami siostra zakonna, która jest położną i 7 lat pracowała w Polsce.

Dziennikarz opisuje również okopy pod Kijowem. – Byliśmy pod ostrzałem. W nocy grady strzelały na nasze pozycje, trzeba było wyjść z ziemianki i schować się w okop, w odpowiednich odległościach od siebie, żeby jak najmniej ludzi zginęło, gdyby trafił pocisk – opowiada Gość Radia ZET i – jak zaznacza – pociski spadały naprawdę blisko. - W trakcie ostrzału potrafiły padać żarty. Tak się ludzie wspierają, motywują – dodaje.

Wzruszające momenty? - Ostatnio popłakałem się jak wszedłem w Charkowie na plac zabaw i spotkałem na nim dzieci, z którymi rozmawiałem 2 tygodnie wcześniej. Kilkuletnia dziewczynka od razu mnie poznała. Ona, siostra i babcia zaśpiewały razem Czerwoną Kalinę – mówi Lachowski i zaznacza, że takie momenty zdarzają się prawie codziennie.

RadioZET/MA

C