Paweł Wojtunik: Najprawdopodobniej jestem pod obserwacją. Wszystkie działania wpisują się w ciąg zemsty

25.04.2019 07:05

- Nie będę zdradzał szczegółów, ale wszystkie działania wpisują się w cały ciąg zemsty i nękania. Nie tylko mnie, ale również moich współpracowników - mówi w "Gościu Radia ZET" były szef CBA Paweł Wojtunik o obecnym kierownictwie służb specjalnych i koordynatorach. W rozmowie z Beatą Lubecką stwierdza, że najprawdopodobniej jest pod obserwacją.

Beata Lubecka: Paweł Wojtunik, były szef Centralnego Biura Antykorupcyjnego i kandydat na europosła z listy Koalicji Europejskiej na Mazowszu, nr 5 na tej liście. Idzie pan na wojnę ze swoim następcą aktualnym szefem CBA Ernestem Bejdą?

Paweł Wojtunik: Ja nie idę z nikim na wojnę. Wydaje mi się, że obecne kierownictwo służb specjalnych i koordynatorzy od trzech lat próbują ze mną iść na wojnę.

Ale złożył pan doniesienie do prokuratury na obecnego szefa CBA. Dlaczego?

Złożyłem to zawiadomienie w imię zasad. Ponieważ z publikacji programu „Czarno na białym” i również publikacji państwa stacji jednoznacznie wynika uzasadnione podejrzenie popełnienia przestępstwa – kierowania przez szefa CBA poleceń do podległych funkcjonariuszy, aby objąć mnie nielegalnymi, bezprawnymi, bezpodstawnymi działaniami operacyjnymi. I mówię celowo, że robię to w imię zasad, ponieważ tego typu działania mogą dotyczyć nie tylko mnie, ale każdego obywatela naszego kraju, i należy się takim działaniom przeciwstawiać i na te działania reagować, choć mam świadomość, że moje zawiadomienie może być takim trochę pismem wysłanym donikąd...

Na Berdyczów?

Na Berdyczów. Ponieważ prokuratura dzisiaj jest – stwierdzę fakt powszechnie znany – totalnie upolityczniona i prawdopodobnie nie podejmie w tej sprawie decyzji merytorycznej, ale to moje pryncypialne podejście i to, że będę walczył z tego typu nielegalnym procederem, czy on dotyczy mnie, czy moich współpracowników, czy innych obywateli, powoduje, że złożyłem i będę składał podobne zawiadomienia.

A dlaczego pana następca miałby, jak twierdzi były już, emerytowany agent CBA, miałby szukać na pana jakichś haków?

Myślę, że powinna pani zapytać obecnego szefa CBA.

Ale na pewno się pan zastanawiał nad tym.

Wie pani, ja się nad tym nie zastanawiałem, ponieważ to, co się dzieje wokół mojej osoby po moim odejściu z CBA, potwierdza tylko to, o czym zeznaje ten agent. Mnie jakiś czas temu poinformowano, że zajmuje się mną jakaś grupa ze Straży Granicznej. Ja wtedy to obśmiałem, ponieważ ja nie pracowałem w Straży Granicznej nigdy ani nie mam żadnych związków oprócz związków wynikających ze współpracy ze strażą graniczną. Wtedy bym nie wpadł nawet na taki pomysł. Natomiast nie jest tajemnicą – nie chcę się tu użalać nad sobą, absolutnie nie mam takiej natury – ale nie jest tajemnicą, że i koordynatorzy, i obecne kierownictwo i CBA, i ABW ma jakieś urojenia na punkcie mojej osoby, punkcie pozostałych szefów CBA, Krzysztofa Bondaryka i Janusza Noska, i prowadzi się wobec nas różne działania mniej lub bardziej zaczepne. Mam informację choćby, że przeglądano czy zapytano wszystkie instytucje bankowe na temat moich rachunków finansowych. Ja informuję wszystkich, że mam konto w mBanku, nie trzeba pytać wszystkich instytucji finansowych. Mam już dosyć informacji kolegów, że znowu stoją samochody obserwacji, tzw. RPZ-ety. Ja nie będę ujawniał teraz danych tych pojazdów ani danych tego, co stoi pod moim blokiem czy pod innymi blokami w mojej okolicy...

Czyli jest pan śledzony?

Najprawdopodobniej…

Jest pan pod obserwacją, tak można powiedzieć, tak?

Najprawdopodobniej tak. Jeżeli zleca się i ten agent – a nie ma powodu, żeby mu nie wierzyć – zleca się działania tak niskie, tak obrzydliwe i niegodne jak weryfikowanie pobytów mojej rodziny na wakacjach w czasie prywatnym, jak okazywanie moich zdjęć w agencjach towarzyskich, domach publicznych. Wie pani, to są rzeczy, które mnie, doświadczonemu funkcjonariuszowi nawet by nie przyszły do głowy, że można je tak robić. Natomiast ja mówię też o tym, o czym jestem informowany ze środka służb. Natomiast jestem patriotą lojalnym wobec państwa i nie będę tutaj zdradzał szczegółów, które znam, ale te wszystkie działania wpisują się po prostu w cały ciąg zemsty, nękania, nie tylko mnie, ale również moich współpracowników. Krążą legendy w spółkach Skarbu Państwa o czarnej liście Wojtunika. Ja nigdy nie zatrudniłem nikogo w spółce Skarbu Państwa, ale nie widzę powodów, żeby wyrzucano z pracy czy uniemożliwiano dostęp do pracy ludziom tylko dlatego, że się kiedyś ze mną zetknęli w CBŚ czy w CBA. To są po prostu działania, których nigdy bym się nie spodziewał jako uczciwy, oddany państwu funkcjonariusz publiczny.

A czy dla pana ten były agent, który to rzekomo miał na pana szukać haków, jest dla pana wiarygodny?

Wie pani, na początku relacje prasowe, które obserwowałem, budziły również moje wątpliwości. Natomiast relację tego agenta uwiarygadnia obecny czynny komendant Straży Granicznej z Czarnej w Bieszczadach, który to komendant, gubiąc się co prawda trochę jak taki, no, może zapędzony w kozi róg, a może po prostu przestraszony odpowiedzialnością przed swoimi przełożonymi, potwierdza, że dokonywał ustaleń na temat mojej rodziny. Faktycznie przebywaliśmy wtedy w tej miejscowości, faktycznie przebywaliśmy z Biurem Ochrony Rządu. I zgadzają się tam inicjały mojej żony, mojej córki i moje. Tego typu danych nie miał nikt z moich współpracowników. Jeżeli tego typu dane miał agent i mówi, że miał to w wyniku czynności operacyjnych, to mu wierzę. I dla mnie ta informacja, i to, że potwierdza ją komendant czynny Straży Granicznej z Czarnej Górnej, powoduje, że nie mam powodów, żeby wątpić w informacje tego agenta. Poza tym proszę zauważyć, że to, co mówi ten agent, i wersja CBA są całkowicie rozbieżne i niespójne. Na obronę wiarygodności tego agenta ten agent dysponuje nagraniami. I wydaje mi się, że to pytanie postawiono niewłaściwej osobie. To CBA powinno się wytłumaczyć, dlaczego w tej sprawie działało tak, a nie inaczej, dlaczego zlecało działania operacyjne wobec mnie, wobec Krzysztofa Bondaryka, czym się kierowano i dlaczego w ogóle zaangażowano się w poszukiwanie tej legendarnej już taśmy.

Do tej sprawy jeszcze wrócimy w części internetowej. Dlaczego pan startuje do PE? Kto panu to zaproponował?

Pani redaktor, startuję z kilku powodów. Po pierwsze startuję dlatego, że otrzymałem propozycję startu z Mazowsza, z którego pochodzę...

A kto panu to zaproponował?

To był efekt kilku rozmów z i Tomkiem Siemoniakiem, i wcześniejszych rozmów z Federacją (Stowarzyszeń - red.) Służb Mundurowych (RP - red.), z szefem tej Federacji. I ta Federacja jeszcze przed rozmowami z Tomkiem Siemoniakiem zaproponowała mi poparcie i powiedziano: „To może być startował i bronił interesów służb mundurowych”.

A czy startuje pan jako bezpartyjny…

Tak.

...czy wstąpił pan do PO?

Nie, ja jestem bezpartyjnym, niezależnym kandydatem. Z jakiegoś miejsca trzeba startować. PiS raczej by mnie nie przyjął na swoje listy, w związku z tym startuję z piątego miejsca na Mazowszu w liście Platformy...

A to, że prokuratura postawiła panu zarzuty, to miało znaczenie czy nie miało znaczenia przy rekrutacji pana na listę PE?

Wydaje mi się, że nie miało żadnego znaczenia, ponieważ dla wszystkich jest oczywisty charakter tych zarzutów. Ale powiem jeszcze, dlaczego kandyduję. Kandyduję z kilku powodów. Po pierwsze mam już dość hipokryzji, obłudy i sposobu sprawowania polityki, mam dość politykierów, mam dość tego, co dzieje się w Polsce ze służbą publiczną, z ludźmi munduru, z ludźmi, którzy powinni być niezależni, chronieni przez państwo, którym państwo powinno dziękować za wierną służbę, a którzy są niszczeni, wyrzucani, prześladowani. Mówiąc wprost, przelało mi się troszeczkę. Ale nie jestem bezradny w tej złości, tylko chciałbym w sposób zdeterminowany, odważny reprezentować interesy Mazowsza w PE.

I o dalszych pana powodach kandydowania do PE porozmawiamy już w części internetowej. To tyle w części radiowej. Z nami jest Paweł Wojtunik, były szef CBA i kandydat na europosła z listy Koalicji Europejskiej. Jesteśmy cały czas na Facebooku i RadioZET.pl.

***

W internetowej części rozmowy Paweł Wojtunik wymienił inne powody, dla których postanowił startować do PE.

- Po pierwsze: przez całe życie zajmowałem się bezpieczeństwem państwa i wstąpiłem do policji w 1992 roku naprawdę z powodów ideologicznych i z głębokiego powołania i przekonania co do konieczności zwalczania zła. Dalej mam te powody. W 2015 roku złożyłem dymisję na własną prośbę – mówi.

- Z czego obecnie pan żyje? – pytała Beata Lubecka.

- Jestem obecnie emerytem, ale jednocześnie konsultantem ds. bezpieczeństwa OBWE. Jestem zaangażowany w projekt budowy struktur antykorupcyjnych w Republice Armenii. Radzę sobie – zapewnia. – Nigdy o europarlamencie nie myślałem w kategoriach finansowych. Bruksela nie jest pięknym miejscem do mieszkania. Ani pogoda tam fajna, ani otoczenie piękne. Nie ma znaczenia kalkulacja finansowa, bo finansowo sobie do tej pory radziłem – mówi Wojtunik. Nie chce rozmawiać o swoich kompetencjach, woli żeby ocenili je inni. – Mówię w sposób biegły po angielsku i po rosyjsku. Rozumiem też dużo z języka ukraińskiego, rumuńskiego. – wymienia.

Wojtunik dodaje, że innym powodem jest potrzeba obecności ludzi kompetentnych w europarlamencie.

W trakcie rozmowy został poruszony także wątek tzw. afery podkarpackiej.

- Trzeba chyba przypomnieć o co chodziło w tej całej sprawie. Afera dotyczy m.in. byłego wiceministra skarbu i byłego polityka PSL Jana B., na którym ciąży zarzut przyjęcia prawie miliona łapówki od biznesmena z Leżajska. Zarzuty usłyszał też były poseł PO Zbigniew R. i jak doniosła TVN24 agent, który miał badać pana powiązania z tymi antybohaterami tej afery podkarpackiej – przypomina Beata Lubecka. – Dlaczego pytałam o wiarygodność tego agenta. Rzecznik CBA Temistokles Brodowski nazwał wypowiedzi Wojciecha J. „kłamstwami i pomówieniami”. Bardzo kategorycznie – zauważa.

- Nie mam żadnego zaufania i opinia publiczna ma coraz mniejsze do komunikatów wydawanych przez CBA w tej i nie tylko tej sprawie…

- Czyli CBA jest dla pana niewiarygodne?

- Oczywiście, bo CBA jest ręcznie sterowane.

- A za pana czasów nie było?

- Szef CBA jest buforem pomiędzy naciskami, polityką i tym, co mogą robić agenci – odpowiada Wojtunik.

- Pan mówi, że z Wojciecha J. robi się wariata. Z tego agenta, który miał na pana szukać haków. Jak donoszą dziennikarze TVN24 i Radia ZET CBA wszczęło postępowanie sprawdzające wobec Wojciecha J., gdyż zataił on w procesie rekrutacji fakt, iż leczył się psychiatrycznie między 2012 a 2016. Korzystał ze zwolnienia z pracy od psychiatry, miał ponad 100 dni zwolnienia. To słowa ministra Wąsika w Sejmie z początku kwietnia – zauważa Lubecka.

- Wąsik jest politykiem partii rządzącej i jednocześnie koordynatorem. To jest bardzo ważna informacja. Myślę że to problem służb specjalnych, że ich nadzorcami jest wiceszef partii i aktywny członek partii – stwierdza Wojtunik. – To w jaki sposób sponiewieranego psychicznie, chorego prawie że funkcjonariusza szef CBA Bejda przyjął w uproszczonej procedurze…

- No bo miał zataić tę informację – odpowiada Beata Lubecka.

- Przyjął go dlatego, że się znali wcześniej – uważa były szef CBA.

W internetowej części „Gościa Radia ZET” Paweł Wojtunik został zapytany przez słuchacza czy ma „parcie na szkło”.

- Nie mam parcia na szkło – odpowiada.

- Bo lansuje się pan przed ministerstwem edukacji z Tomaszem Siemoniakiem – kończy pytanie internauty Lubecka.

- Byłem razem z Tomaszem Siemoniakiem na demonstracji, ponieważ byłem w okolicy, miałem serię spotkań w okolicy. Byłem na placu Unii Lubelskiej i planowałem pójść na tę manifestację. Jednym ze spotkań było spotkanie z Tomaszem Siemoniakiem. Nie poszedłem tam w celach politycznych, nie stałem na trybunie. Nie poszedłem z grupą mieszkańców Radomia. To zdjęcie wykonał Tomasz Siemoniak i zamieścił na Twitterze. Nie mam o to żadnych pretensji – zapewnia.

- Wspominałam o tym w części radiowej, że prokuratura postawiła panu dwa zarzuty karne. Prokurator dowodzi, że pomógł pan uniknąć odpowiedzialności swojemu podwładnemu, którego pan sam ściągnął ze Straży Granicznej. To był pana człowiek, miał dopuścić się malwersacji – mówi Beata Lubecka.

- To jest retoryka mediów publicznych, ponieważ z treści zarzutu to nie wynika. Z treści zarzutu wynika jedynie to, że nie dopełniłem obowiązku w latach 2011-2015, co jest kuriozalne. Nie znam takiej konstrukcji. Trudno mi nawet uzasadnić skąd bierze się taki okres – odpowiada Wojtunik. – Nie wiem, czy to była moja pomyłka kadrowa. Finalnie odszedł ze służby. Złożyłem też na jego temat zawiadomienie, a o to że nie złożyłem zawiadomienia mam ponoć ten zarzut. Zrobiłem to w 2014 roku – dodaje. Jak mówi, nie ma sobie nic do zarzucenia w tej sprawie.