Piotr Adamowicz w Radiu ZET: te Święta Bożego Narodzenia były niezbyt łatwe

27.12.2019 23:17
Piotr Adamowicz
fot. JACEK DOMINSKI/REPORTER

Poseł Koalicji Obywatelskiej Piotr Adamowicz na antenie Radia ZET wspominał tragicznie zmarłego brata Pawła, prezydenta Gdańska. - Siłą rzeczy nie uniknie się wspomnień i te wspomnienia będą jeszcze trwały, pytanie jak długo… Nie, nie, to nie były zbyt przyjemne święta. Tym bardziej że pogoda też wredna na zewnątrz, tak jak dzisiaj w Gdańsku. Śnieg pada z deszczem i wieje.

Chcesz wiedzieć wszystko pierwszy? Dołącz do grupy Newsy Radia ZET na Facebooku

Łukasz Konarski: Piotr Adamowicz, poseł KO, były opozycjonista i dziennikarz, brat prezydenta Pawła Adamowicza. Dzień dobry.

Piotr Adamowicz: Dzień dobry panu, dzień dobry państwu.

Przepraszam, że zacznę od takiego osobistego pytania. Jakie to były dla pana święta?

Na pewno nie pomników. Ja chciałbym, żeby pozostało to, co się zmieniło w Gdańsku w ostatnich kilkunastu latach. A zmieniło się i każdy bezstronny obserwator, który przyjeżdża tutaj po dłuższej niebytności w Gdańsku, stwierdza, że Gdańsk się zmienił zdecydowanie na korzyść. I to jest dobra moim zdaniem forma upamiętnienia. Były różne pomysły po tym nieszczęściu. Zwracali się do mnie ludzie np. z propozycjami, żeby ustawić na Moście Zielonym nad Motławą jakieś wielkie głośniki, drugie wielkie głośniki ustawić z kolei na kładce prowadzącej na wyspę Ołowiankę, i każdego trzynastego czy też czternastego puszczać „The Sound of Silence”. Inni proponowali, żeby gromadzić się pod Neptunem, jeszcze inni – pod ECS-em. Ja zdecydowanie, kategorycznie, rozmawiając bezpośrednio czy też przez pośredników powiedziałem: „Nie, ja nie chcę powtórzenia tutaj czegoś, co się działo na Krakowskim Przedmieściu po innym wiadomym nieszczęściu”.

Będzie pan kwestował na finale Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy?

Tak.

A powinno być lepsze zabezpieczenie tego wydarzenia?

Każde wydarzenie masowe powinno mieć odpowiednie zabezpieczenie.

Pana zdaniem jak jest prowadzone prokuratorskie śledztwo w sprawie śmierci pana brata?

Wie pan, poruszamy się w delikatnej materii. Z jednej strony mamy do czynienia z przepisami mówiącymi o tym, że nie można ujawniać informacji ze śledztwa. Natomiast w mojej ocenie ono jest prowadzone poprawnie. Ja myślę, że prokuratura dmucha na zimne. To śledztwo zapewne jeszcze trochę potrwa. Natomiast nie chcę się wypowiadać publicznie w tej kwestii, dlatego że ta sprawa ciągle się toczy. Mamy też do czynienia od kilku dobrych tygodni z działaniami ofensywnymi pełnomocnika Stefana W., do czego ma pełne prawo i obowiązek, w końcu jest wynajętym adwokatem, dlatego nie chciałbym publicznie ujawniać pewnych rzeczy, ale na to na pewno przyjdzie czas.

No bo na razie pojawiły się informacje, że w momencie zabójstwa Stefan W. miał być niepoczytalny. To by oznaczało, że nie pójdzie do więzienia.

Taka jest opinia biegłych sporządzona przez psychologów i psychiatrów w areszcie śledczym w Krakowie. To nie jest żadna tajemnica poliszynela, wszyscy o tym wiedzą. Natomiast co ja mogę powiedzieć? Mogę powiedzieć tyle, że ja nie jestem medykiem ani pełnomocnicy nasi nie są medykami – mówię tutaj o mecenasie Ćwiąkalskim i o mecenasie Glancu, w związku z tym myśmy tę opinię przedstawili grupie psychiatrów i psychologów z tytułami naukowymi, profesora włącznie, z dużym dorobkiem naukowym. Na moje pytanie, czy oni by się podpisali pod tak sporządzoną i z takimi wnioskami opinią, odpowiedzieli, że nie. Ja myślę, że to wystarczy, żeby wyjaśnić, dlaczego uważam tę opinię za powierzchowną, niepełną, niejasną. Ba, mogę powiedzieć też i tyle, że jedna z opinii, mam tutaj na myśli opinię psychologiczną, bo były dwie opinie, psychiatryczna i psychologiczna, została sporządzona z wykorzystaniem kilku testów psychologicznych, z których – o ile pamięć mnie nie myli – trzy albo cztery nie posiadają polskiej akredytacji. Do czego można to porównać? Można to porównać do sytuacji takiej, że oto mamy do czynienia z samochodem, który ma już kilka dobrych lat i co roku, jak wiadomo, powinniśmy się udać do stacji diagnostycznej, żeby podbić kartę wozu – przegląd techniczny. Idziemy do tejże stacji, okazuje się, że ta stacja nie ma uprawnień, a mimo to podbija papiery. Przepraszam bardzo, jeżeli się przeprowadza testy, które nie mają aktualnych akredytacji, to oznacza, że są nieważne.

Bo państwa zasadniczą wątpliwość budzi to, że biegli nie przeprowadzili szczegółowej analizy postępowania Stefana W. przed wydarzeniem.

Też. Proszę pana, proszę państwa, tyle, ile mogę powiedzieć, to powiem, a mianowicie mamy tutaj do czynienia z pewnym logicznym ciągiem zdarzeń. Na czym polega ów logiczny ciąg zdarzeń? Mianowicie logiczny ciąg zdarzeń polega na tym, iż Stefan W. przed opuszczeniem zakładu karnego mówi współwięźniom, że on tu jeszcze wróci, będzie o nim jeszcze głośno, on tu wróci na dożywocie. No wyrok dożywocia wiadomo, kiedy się orzeka. Następnie Stefan W. nie zabiera z domu noża kuchennego, tylko udaje się do specjalistycznego sklepu przy ulicy Białej we Wrzeszczy, kupuje specjalny nóż bojowy. Następnie typuje ofiarę, udaje się na miejsce, po dokonaniu tego czynu wygłasza swoistego rodzaju deklarację polityczną. Jest to bardzo logiczne działanie. Czy tak postępuje schizofrenik? Ja nie wiem, ja nie jestem specjalistą. Ale lekarze, z którymi żeśmy się kontaktowali, też mieli zasadnicze wątpliwości, dlatego powiedzieli, że nie podpisaliby się pod tak sporządzoną opinią i o takiej treści.

Ale rozumiem, że pan tutaj nie uważa, żeby ta sprawa była prowadzona z jakąś założoną tezą z góry, że sprawca był niepoczytalny?

Nie chcę odpowiadać, jeżeli pan pozwoli, na to pytanie. Proszę wybaczyć, za wcześnie, żeby na to pytanie odpowiedzieć. Poza tym akta sprawy są bardzo, bardzo obszerne. Ja się nie w pełni zapoznałem ze wszystkimi aktami. Oprócz tego mamy oczywiście do czynienia… Bo my mówimy o jednym wątku, mówimy o zabójstwie, morderstwie, a osobny wątek jest prowadzony przez prokuraturę toruńską, a dotyczy on tego, o ile się nie mylę, jak Stefan W. był leczony, czy też był leczony, nie był leczony, jakie były zabezpieczenia itd., itd. Należy przypomnieć o tym, że bezpośrednio po tym morderstwie matka Stefana W. mówiła mediom, iż ona chodziła na komisariat na Białą, ostrzegała, że jej syn coś kombinuje, coś chce zrobić niedobrego. To są fakty. Pytanie, co z tym dalej zrobiono. Można stawiać takie pytania i trzeba.

Bo teraz Stefana W. będzie badał nowy zespół biegłych?

Tak.

Pan to śledzi na bieżąco?

Na bieżąco nie, dlatego że to nie leży w moich kompetencjach i to nie leży w kompetencjach pełnomocnika, natomiast myślę, że… Nie pamiętam dokładnie, tam chyba czas wydania opinii jest określony bodajże do końca lutego czy też marca, ale nie sądzę, żeby w tym czasie zdołano wydać taką opinię z powodów stricte naturalnych, a mianowicie takich, że jest to bardzo żmudny proces i lepiej, żeby on trochę dłużej potrwał, żeby zdiagnozować Stefana W., na tyle, na ile to jest możliwe, a nie robić coś pochopnie i na szybko.

Czyli nawet patrząc na to, że rok mija już prawie od tej tragedii, to lepiej, żeby młyny sprawiedliwości tutaj mieliły powoli?

Lepiej, żeby mieliły powoli.

Zmieniając temat. Nie miał pan szansy w Sejmie spotkać Krystyny Pawłowicz, kiedy została sędzią Trybunału Konstytucyjnego...

Nie ubolewam z tego tytułu.

...ale głośny stał się jej ostatni wpis dotyczący Małgorzaty Kidawy-Błońskiej, przez wielu uznawany za wpis polityczny, który sędziom Trybunału nie przystoi. W pana ocenie tutaj przekroczyła granicę jakąś?

Nie po raz pierwszy i podejrzewam, nie po raz ostatni.

Gościem Radia ZET jest Piotr Adamowicz, ciąg dalszy na RadioZET.pl.

RadioZET.pl