Zamknij

Prezes Tatrzańskiej Izby Gosp. do rządu: Oczekujemy rozmów i szybkich decyzji

19.01.2021 06:52

- Myślę, że to będzie przyrastało jak kula śniegowa. Jeśli rząd nie podejmie szybko decyzji, nie określi ram, w których moglibyśmy otwierać działalności, to będzie to przyrastało – mówi o proteście przedsiębiorców z Podhala, Gość Radia ZET Agata Wojtowicz.

- Apeluję, żeby zrobiono to jak najszybciej – dodaje prezes Tatrzańskiej Izby Gospodarczej. – Oczekujemy przede wszystkim rozmów i dialogu, bo tego od samego początku brakuje – podkreśla Wojtowicz. Pytana o wiceminister rozwoju, Olgę Semeniuk, która na antenie Radia ZET stwierdziła, że „dialog z przedsiębiorcami ma się dobrze”, prezes TIG odpowiada: - Mam nadzieję, że pani minister ma się także dobrze, ale my chyba nie najlepiej. Agata Wojtowicz zaznacza, że już w listopadzie porozumienie ziem górskich ułożyło z epidemiologami, branżą hotelarską i gastronomiczną plan i możliwości częściowego otwierania, ale do dziś nikt z rządu się do tego nie odniósł. Kondycja Podhala? - Straty w tej chwili liczymy już w miliardach złotych – mówi szefowa Tatrzańskiej Izby Gospodarczej.

Gość Radia ZET zdradza, że wielu przedsiębiorców na Podhalu już wcześniej zaczęło otwierać się „po cichu, działać bez rozgłosu, szukając deski ratunku, żeby móc przetrwać”. - Wiele tych firm jest w ciężkiej sytuacji – nie otrzymali od państwa żadnej pomocy, nie mają żadnej perspektywy otrzymania środków z tarczy. Są na skraju bankructwa – dodaje. Dopytywana przez Beatę Lubecką o to, czy stoki również się otworzą, Wojtowicz ocenia, że „chyba tak nie do końca…”.  - Czym większa firma tym większy problem z otwarciem, bo cały czas jesteśmy straszeni kontrolami. Pierwsze już pojawiły się w mieście – mówi prezes TIG.

Pomoc od rządu? - Dopóki nie zobaczymy na piśmie, to nie uwierzymy. Deklaracji jest bardzo dużo, ale one są strasznie rozciągnięte w czasie, albo to, co zostało deklarowane jest robione kompletnie inaczej – komentuje Agata Wojtowicz. Podkreśla, że to wszystko „pięknie wygląda w słowach”, ale „czym niżej schodzimy tym coraz więcej problemów i niepewności”. Wojtowicz zaznacza, że wiele firm nie zakwalifikowało się do tarczy branżowej, bo „tak są postawione warunki brzegowe, chociażby posiadanie odpowiedniego numeru PKD”. – Oceniam tę tarczę i niemalże zabawę numerami PKD jak losowanie totalizatora – mówi Gość Radia ZET.

Jej zdaniem rządzący nie mają jakiejkolwiek strategii. – A my wciąż nie wiemy, do kiedy jesteśmy zamknięci. Co będzie od 1 lutego?! – zastanawia się prezes Tatrzańskiej Izby Gospodarczej.

"Mamy poczucie krzywdy. Zostaliśmy z niczym"

- Mamy poczucie krzywdy i braku rozwiązań. Nawarstwia się brak relacji, dialogu, wytłumaczenia, narysowania ścieżek. Zostaliśmy z niczym – mówi Gość Radia ZET Agata Wojtowicz, pytana w internetowej części programu o relacje i kontakt z rządem. Prezes Tatrzańskiej Izby Gospodarczej podkreśla, że sytuacja przedsiębiorców z Podhala jest bardzo zła. - Nie mówimy o kryzysie tylko branży turystycznej, mówimy o kryzysie gospodarczym – dodaje. - To problem każdej branży – od stoiska z pamiątkami, poprzez sklepy spożywcze, pralnie, transport… Trudno wymienić, które branże nie zostały dotknięte skutkiem pandemii – wylicza Wojtowicz. Zaznacza, że w szczycie sezonu, największy zarobek w wielu firmach na Podhalu to jest ok. 50-70 proc. przychodów całorocznych. - Zimą zarabiamy na przetrwanie do lata – komentuje. - Dla niektórych firm to być albo nie być, bo stoki narciarskie nie są przecież czynne ani wiosną ani latem ani jesienią. Dla większości firm żyjących z turystyki zimowej jest to kataklizm – mówi Wojtowicz.

Gość Radia ZET tłumaczy, że Podhale od miesiąca notuje bardzo „nikłą skalę” zachorowań na koronawirusa. - Od miesiąca możemy powiedzieć, że jesteśmy w strefie zielonej, czyli de facto możemy normalnie działać – dodaje.

Ministerstwo Rozwoju? "Oceniam na 3"

Proszona przez słuchacza o ocenę działań Ministerstwa Rozwoju, Agata Wojtowicz mówi, że jest to 3 na 10. - Czasami zastanawiam się czy to celowe działania czy z niewiedzy. Mam wrażenie, że te osoby nie wiedza, jak wygląda gospodarka na dole – mówi szefowa TIG.

Turyści w Zakopanem? - W tej chwili jesteśmy po feriach, jeśli w ogóle można to nazwać feriami. Nasze postulaty, wydłużenia okresu feryjnego też nie zostały uwzględnione. W ferie byli turyści, trudno to porównywać do poprzednich lat, ale od wczoraj niewielka liczba turystów, głównie korzystających ze spacerów w dolinkach, nart. Gdzieś na pewno śpią. U takich samych „cioć i wujków”, u jakich spali nasi rządzący mieszkając w miejscowości Suche pod Poroninem – komentuje Wojtowicz.

"Cierpimy, że nasze ceny czasami są zbyt niskie"

Na Podhalu drożej niż w Alpach? - To mit, który od wielu lat funkcjonuje. Obserwujemy, że na naszym rynku od wielu lat nasze ceny nie wzrosły. Cierpimy, że są czasami zbyt niskie. Przy takiej nadpodaży miejsc noclegowych, ceny są na każdą kieszeń – ocenia Gość Radia ZET.

RADIOZET/MA