Zamknij

Reszka: Leżały tam jeszcze kości matki i dzieci… Słowo „mistrz” zamieniłem na „śmierć”

17.11.2022 06:00

- Pojechałem pierwszy raz na wojnę trochę na wariata. Jechałem do Buczy jakąś okazją – minibusem – najechaliśmy na odłamek, złapaliśmy gumę. Był tylko jeden zakład wulkanizatorski otwarty. Sklep – totalnie zrabowany przez Rosjan – opowiada Gość Radia ZET, dziennikarz „Polityki”, reporter wojenny Paweł Reszka.

Paweł Reszka
fot. RadioZET

To właśnie on zdobył tegoroczną nagrodę Radia ZET im. Andrzeja Woyciechowskiego za cykl reportaży z Ukrainy, w tym tekst pt. „Bucza, śmierć i Margarita”.

Paweł Reszka opowiada w rozmowie z Bogdanem Rymanowskim, jak powstawała ta przejmująca historia. – Rodzina. Drugi raz uciekali, bo uciekli już z Donbasu. Chcieli mieszkać w Buczy, by to taki Konstancin. Kupili sobie taki domek i chcieli rozpocząć tam nowe życie – opisuje dziennikarz. Po wybuchu wojny, rodzina kolejny raz zdecydowała, że trzeba wyjechać. - Oni mówią: Wsiądziemy do małego, białego samochodu, napiszemy „dzieci”, przecież wyjedziemy z tego miasta. Ujechali z 500 metrów, przecięli główną drogę i nagle naprzeciwko rosyjski transporter opancerzony – opowiada Gość Radia ZET. - Zjechali do zatoczki, żeby przepuścić ten transporter. Transporter zatrzymał się i otworzył do nich ogień – kontynuuje Reszka. Samochody wybuchły, zaczęły się palić, mężczyźnie oderwało nogę, ale wyczołgał się z samochodu. - Wyczołgał się z samochodu i patrzył, jak jego dzieci i żona palą się w tym samochodzie – mówi reporter wojenny. Paweł Reszka przyznaje, że spotkał tego mężczyznę w szpitalu w Kijowie. Rozmowa z nim była bardzo trudna dla dziennikarza. - To takie dziennikarstwo, że musisz nawet zadać czasem pytania głupie. Facet opowiada ci, że stracił całą rodzinę, a ty musisz go zapytać o numer rejestracyjny i kolor samochodu – opisuje Gość Radia ZET. Gdy mężczyzna opowiedział mu wszystkie szczegóły, dziennikarz pojechał jeszcze raz do Buczy i znalazł ten samochód.

- Znalazłem miejsce, gdzie płonął ten samochód. Były tam jeszcze kości tych dzieci. Znalazłem sąsiada, który wziął z domu pomarańczową kapę, zawinął szczotki i zaczął je ciągnąć. Pożyczył z przedszkola dwukołowy wózek i pochował ich przy cerkwi – opisuje Paweł Reszka. Gość Bogdana Rymanowskiego opowiada, że była tam masowa mogiła, przy której zgromadziło się mnóstwo dziennikarzy. - Przyjeżdża oficjalna delegacja, przyjeżdża koparka i rozkopuje jeden z grobów. Wybiega starsza pani i mówi: Nie kopcie tutaj koparką, bo oni leżą tu bardzo płytko. To była babcia tych dzieci. Oni wyciągnęli tę pomarańczową płachtę, o której mówił sąsiad, który pochował te dzieci – mówi reporter wojenny.

„To było moje symboliczne pożegnanie”

Gość Radia ZET przyznaje, że historię tę opisywał w pociągu z Kijowa do Lwowa, nie wiedząc, czy w ogóle dokądkolwiek dojedzie. – To było moje symboliczne pożegnanie z Rosją. Mieszkałem długo w Rosji, byłem nią zafascynowany. Moskwę uważałem za moje miasto, a przewodnikiem był „Mistrz i Małgorzata”. Wszystkie miejsca, które tam są, to były moje ulubione. Pomyślałem, że Rosja dla mnie umarła, dlatego słowo „Mistrz” zamieniłem na „śmierć” – opowiada, skąd wziął się tytuł tej historii.

Jak wygląda praca reportera wojennego okiem Pawła Reszki i jak opanować własne emocje? - Masz zadanie do wykonania – opowiedzieć historię. W opowiadaniu jej emocje nie pomagają. Moje emocje nikogo nie interesują, interesuje ich historia. Jeśli historia jest dobrze opowiedziana, to emocje u czytelników pojawiają się sami – odpowiada gość Bogdana Rymanowskiego. Dodaje, że jego granicą jest to, by opowiadanie historii nie sprawiało opowiadającemu cierpienia. - To bardzo często jest dla nich terapeutyczne. Chcą to z siebie to wyrzucić. Mówią: Ok, muszę to opowiedzieć, by inny usłyszeli to w Polsce, w Europie, żeby ich bliscy nie zginęli na darmo – przyznaje Gość Radia ZET. Paweł Reszka podkreśla, że „jeśli chcesz słuchać, to ludzie ci to opowiedzą”.

Paweł Reszka o Rosjanach: Wielu ludzi, których nazywałem przyjaciółmi mówi, że wszystko jest w porządku. Nie chciałbym rozmawiać z Putinem

- To dewastujące uczucie, bo wyobrażałem sobie to wszystko inaczej i oczekiwałem czego innego. Spodziewałem się czegoś innego po 24.02, w różnych wymiarach – ogólnospołecznym i punktowym – przyznaje Paweł Reszka w internetowej części programu „Gość Radia ZET”, tegoroczny laureat nagrody Radia ZET im. Andrzeja Woyciechowskiego. Dziennikarz mieszkał w Rosji. - Jestem zdziwiony, że wielu ludzi, których nazywałem przyjaciółmi, mówi, że wszystko jest w porządku albo udaje, że nic się nie dzieje – opowiada reporter wojenny. Pytany przez Bogdana Rymanowskiego o to, czy utrzymuje z nimi kontakt, jego gość odpowiada, że bardzo sporadycznie. - Czasem nie podejmuję kontaktów. Boję się. Czasami moja bierność w kontaktach z moimi rosyjskimi znajomymi wynika z tego, że nie chciałbym usłyszeć, że Bucza to wymysł zachodniej propagandy, bo byłoby mi bardzo przykro i musiałbym zerwać te kontakty – opowiada Paweł Reszka. Dziennikarz przyznaje, że może kiedyś chciałby pojechać do Rosji, ale teraz by się brzydził. - Rosja kojarzy mi się teraz z czarnymi workami, w których są ciała cywili – dodaje.

- Nigdy nie chciałbym rozmawiać z Putinem. Jak będzie osądzony w Hadze, umieszczą go w więzieniu, to wtedy chętnie bym z nim porozmawiał – mówi Paweł Reszka. Teraz, jak podkreśla, jest to zbrodniarz wojenny, który krzywdził Rosję, zmienił ten kraj w terrorystyczny.

Reszka: Nagle zrozumiałem, że to czyjaś, która leży gdzieś owinięta w kapę i być może umarła z głodu

- Pierwsze najmocniejsze wrażenie z Buczy, gdzie było mnóstwo ciał i nieszczęścia, to było jak trafiłem do opuszczonego domu starców, gdzie leżały ciała starych kobiet, w pampersach, poowijane w kapy. Nikt się nimi nie opiekował, nie było ogrzewania i lekarstw i ludzie umierali – opowiada laureat nagrody Radia ZET im. Andrzeja Woyciechowskiego. - Tuż przed wyjazdem do Buczy umarła moja mama, która miała Alzheimera. Starałem się wszystko koło niej robić. Robię coś dobrego, żeby mama mogła spokojnie odchodzić. Nagle zrozumiałem, że to czyjaś mama [w Buczy – red.], która leży gdzieś owinięta w kapę, być może umarła z głodu, zimna – kontynuuje Paweł Reszka. Dziennikarz przyznaje, że był to dla niego bardzo trudny rok.

„Ostrzeliwany cmentarz z ciężkiej artylerii to coś niesamowitego”

Reszka opowiada również o pani, która poprosiła go, by zabrał ją na cmentarz w Lisiczańsku. - Pochowano tam jej matkę, która zginęła podczas ostrzału, ale ona nie mogła być na pogrzebie, bo cmentarz był pod ostrzałem. Ostrzeliwany cmentarz z ciężkiej artylerii to coś niesamowitego. To tak, jakby ci ludzie ginęli drugi raz. Masz wyrzucone na powierzchnię ciała, trumny i przechadzasz się z panią, która szuka grobu matki, a wszystko gwiżdże i świszcze – opisuje reporter.

- Staram się nie zabierać pracy do domu. To nie jest tak, że żyję życiem swoich bohaterów. Staram się wykonywać pracę jak najlepiej. Gdybym żył życiem bohaterów, to bym kompletnie oszalał – mówi Gość Radia ZET.

RadioZET/MA