Zamknij

Koronawirus na pogrzebie. Zakażenia wśród osób żegnających Jerzego Pilcha

17.06.2020 18:17
pogrzeb Jerzego Pilcha
fot. Polska Press/East News

U kilku osób, które uczestniczyły w ostatnim pożegnaniu Jerzego Pilcha w Kielcach, wykryto koronawirusa. Jak informuje Wirtualna Polska, po pogrzebie do powiatowego sanepidu zgłosiło się kilku żałobników. U części z nich doszło do zakażenia wirusem SARS-CoV-2, jednak sanepid potwierdził na razie jeden przypadek.

Pogrzeb Jerzego Pilcha odbył się 4 czerwca w Kościele Ewangelicko-Augsburskim w Kielcach, a ciało pisarza złożono na cmentarzu komunalnym w tym samym mieście. Publicystę i dramaturga żegnało kilkadziesiąt osób, m.in. osoby z pierwszych stron gazet - Grzegorz Turnau, Jan Nowicki czy Andrzej Grabowski. Jak dowiedziała się Wirtualna Polska, u kilku żałobników wykryto koronawirusa.

Jak ustalił portal, do sanepidu w Kielcach od 4 czerwca zgłosiło się kilka osób, które zaobserwowały u siebie niepokojące objawy. Jedna z osób uczestnicząca w pogrzebie Jerzego Pilcha otrzymała dodatni test na koronawirusa. Z informacji WP wynika jednak, że przypadków zakażeń wśród żałobników jest więcej.

Zobacz także

Koronawirus wśród żałobników na pogrzebie Jerzego Pilcha. Rozjechali się po Polsce

Jak podaje Wirtualna Polska, przypadków SARS-CoV-2 ma być co najmniej pięć. Część z osób podejrzewających zakażenie zrobiła badania na własną rękę. Portal powołuje się na jedną z osób z Warszawy, która brała udział w ceremonii. Zakażeni są jej znajomi z Krakowa, którzy także uczestniczyli w pogrzebie.

Z kolei inny żałobnik ze stolicy wciąż czeka na wynik testu. Osoba ta miała kaszel i początkowo wiązała ten objaw z reakcją alergiczną. Kiedy dowiedziała się o możliwym kontakcie z zakażonymi na pogrzebie, zrobiła badanie w kierunku SARS-CoV-2.

Jak podaje WP, podczas ceremonii żałobnej w kościele w Kielcach krzesła ustawione były blisko siebie. Mimo że ludzie ma twarzach maseczki ochronne, nie zachowywali wymaganego dystansu społecznego. Na samym cmentarzu z kolei żałobnicy już nie mieli maseczek.

Rozmówca WP kilka razy próbował dodzwonić się do sanepidu. Udało mu się to dopiero po "trzygodzinnym maratonie", jednak odesłano go w końcu do zwykłej przychodni, gdzie "nic nie załatwił". Mężczyzna zrobił test na obecność koronawirusa, ale ostatecznie zapłacił za niego z własnej kieszeni, ponieważ chciał uniknąć wizyty w szpitalu zakaźnym.

Jak twierdzi mężczyzna, mimo że informował NFZ i sanepid o kontakcie z zakażonymi, zignorowano ten fakt. Nikt nie poprosił go o nazwiska osób z ogniska koronawirusa. 17 czerwca rozmówca WP otrzymał wynik na obecność SARS-CoV-2. Okazało się, że jest dodatni. Uczestnik pogrzebu przesłał do sanepidu e-mail z informacją o wyniku testu, ale wciąż czeka na odpowiedź.

Zobacz także

RadioZET.pl/Wirtualna Polska