Zamknij

Koronawirus nie zabija miłości. Jak żyją pary rozdzielone przez pandemię?

22.11.2020 12:47
Koronawirus nie zabija miłości. Jak żyją pary rozdzielone przez pandemię?
fot. Pexels/Pixabay (ilustracyjne)

Myśleli, że to potrwa najwyżej dwa tygodnie. Tymczasem rozłąka i niepewność zdają się nie mieć końca. Zakochani z różnych krajów, którzy zostali rozdzieleni przez pandemię, nie kryją żalu do polityków. 

Katarzyna i Mike

- Żyjemy jak stare dobre małżeństwo – opowiada Katarzyna. Ona w Polsce, on w Stanach Zjednoczonych. Są razem od 10 lat. - Poznaliśmy się w supermarkecie, gdzie on gonił mnie między regałami, a ja zastanawiałam się, co to za wariat zaczyna mnie prześladować. Potem dał mi kartkę ze swoim numerem telefonu i umówiliśmy się na spotkanie. Musiałam sobie dodać sobie odwagi kieliszkiem wina, bo mój angielski nie był najlepszy – wspomina. Od tego momentu ciągle na walizkach i ciągle w drodze. Raz na trzy miesiące za ocean leci Katarzyna, a potem na ten sam okres do Polski przybywa Mike. Rozłąka nie była dla nich niczym nowym. Jednak pandemia koronawirusa okazała się zbyt mocnym ciosem.

- Nie widzieliśmy się od 18 marca, kiedy wylatywałam ze Stanów do Polski. Mike miał przylecieć do Polski w kwietniu. Wtedy myśleliśmy, że będzie to możliwe, może z małym poślizgiem. Ale nikomu nie przyszło do głowy, że pół roku później świat dalej będzie zamknięty – nie kryje rozgoryczenia. Po chwili dodaje, że na szczęście mają internet, komunikatory i telefony. Rozmawiają ze sobą kilka razy dziennie i utrzymują na odległość swoje rytuały. Jednak z miesiąca na miesiąc jest to coraz trudniejsze.

Zobacz także

- Codziennie budzę się z myślą, że może to właśnie dzisiaj coś się zmieni. Ale kiedy się kładę się spać znowu jestem rozczarowana. To potrafi naprawdę bardzo destrukcyjnie – podkreśla. Katarzyna nie chce się zastanawiać, ile już czasu, który jej został z Mike'iem, zabrała pandemia. Amerykanin, który przeżył w Nowym Jorku zamachach terrorystyczny z 11 września 2001 roku, trzy lata temu dostał diagnozę onkologiczną. – Jest po leczeniu zakończonym sukcesem. Póki co. My nie mamy czasu, by go marnować – podkreśla.

Stara się rozumieć restrykcje podjęte w walce z pandemią. Jednak nie zgadza się z tym, jak jej związek jest traktowany przez polityków. Praktycznie tylko członkowie rodzin mogą liczyć na pozytywne rozpatrzenie wniosków o wizy do Polski czy wjazd z zagranicy pomimo restrykcji. Związki partnerskie nie mieszcząc się w tej definicji według rządzących.  – Jestem w Mike’iem 10 lat. Zapewne pod wieloma względami nasz związek jest dużo bardziej udanym niż niejedno małżeństwo. A ktoś próbuje mi wmówić, że mój partner i ja nie jesteśmy rodziną i nie mamy prawa kontynuować naszego wspólnego życia – wyjaśnia.

Marek i Rose

- Staramy się wzajemnie wspierać, ale czasem zwyczajnie brakuje już nadziei. Ciężko w jakikolwiek sposób robić plany na przyszłość, gdy wszystko dokoła jest tak niepewne – nie ukrywa Marek. Z Rose, z którą są parą od ponad dwóch lat, ostatni raz widział się w lutym. Planowali, że ona przeniesie się z rodzinnej Wirginii do Polski i razem wynajmą mieszkanie. Jednak pandemia napisała dla nich inny scenariusz.

Pozostaje im tylko kontakt przez internet – tam, gdzie zaczęła się ich relacja. Marek pod koniec 2017 roku założył grupę na temat anime i kultury japońskiej w komunikatorze Discord. Kilka miesięcy później dołączyła do niej Amerykanka, która stała się jedną z najaktywniejszych członkiń wirtualnej społeczności. Zanim Rose i Marka połączyło wzajemne uczucie do siebie, zbliżyła ich miłość do kultury japońskiej.

W Kraju Kwitnącej Wiśni, gdzie Rose studiowała, spotkali się po raz pierwszy twarzą w twarz. Marek poleciał na tydzień do Tokio. Jak wspomina, zakochał się od razu zarówno w niej, jak i w Japonii. Od tego momentu starali się spotykać regularnie – on poznał jej amerykańską okolicę, a ona spędziła w Polsce Boże Narodzenie.  

- Przed koronawirusem nigdy nie zdarzyło nam się rozdzielić na dłużej niż na trzy miesiące. To był nasz limit górny, ponieważ zauważyliśmy już dawno, że zwyczajnie tęsknota staje się zbyt dotkliwa w tych granicach – wskazuje. Z powodu obostrzeń podróże transatlantyckie zostały mocno ograniczone. Dlatego para rozważała różne możliwości, aby się spotkać. Choć na chwilę. Na przykład przez Chorwację i Turcję do Stanów Zjednoczonych. - Nasze rodziny po namyśle nie zgodziły się na taki rozwój sytuacji z obaw przed wirusem i ogólnie z powodu kosztów. Nawet jeśli osobiście mam na ten temat całkowicie odmienne zdanie – komentuje Marek.

Zobacz także

Parze znów pozostał tylko kontakt online. Problemem jest 6-godzinna różnica czasu pomiędzy Polską i USA. Dlatego są zmuszeni się spotykać ze sobą na wideo rozmowach w środku nocy albo bardzo wcześnie rano. Pomimo dzielących ich tysięcy kilometrów, starają się robić coś razem. Jak na przykład wegetariańskie danie shoyu ramen na bazie wywaru warzywnego i bulionu dashi, przyprawionego sosem sojowym. Oczywiście podawane w misce w kształcie serca. – Czekamy na lepsze czasy – podkreśla Marek. Nie traci nadziei, że przyszłoroczne Boże Narodzenie spędzi razem z Rose.

Iwona i Fiodor

Dzieli ich rok różnicy wieku, a od ostatnich miesięcy także setki kilometrów. On w Moskwie, a ona w Poznaniu. - Poznaliśmy się rok temu zimą w internecie na platformie do nauki języków obcych. Przez pół roku pisaliśmy i rozmawialiśmy przez Skype – tak Iwona wspomina początki związku z Fiodorem. Po raz pierwszy spotkali się w Paryżu latem ubiegłego toku. Proza życia sprawiła, że nie zamieszkali razem. Iwona kończyła studia w Polsce, a Fiodor prowadzi w Moskwie swoją firmę. - Spotykaliśmy się co 2-3 miesiące. Raz w Polsce, raz w Moskwie. Razem spędziliśmy Nowy Rok – wspomina 24-latka.

Kiedy wybuchła pandemia Iwona załatwiała w Moskwie niezbędne formalności, aby starać się o pobyt stały w Rosji. Nie czekając na decyzję urzędników, musiała jak najszybciej wracać do Polski z powodu zamykanych granic w całej Europie. - Wyjeżdżałam z Moskwy z myślą, że zobaczymy się w maju. Niestety to się nie udało – tłumaczy.

Nadzieja pojawiła się w wakacje, kiedy zaczęto luzować obostrzenia w podróżowaniu po Europie. Iwona i jej partnera spotkało jednak rozczarowanie. O ile przez rządy Niemiec czy Francji związki partnerskie są traktowane na równi z małżonkami, to przez władze Polski i Rosji już niekoniecznie. - Nikt nie wyraził zgody na przekroczenie granicy. Nie udało się, pomimo mnóstwa wysłanych maili i telefonów. Zaproszenie prywatne i wiza w celach prywatnych to w świetle prawa dalej tylko turystyka – wyjaśnia.

Jak dbać o związek w czasie koronawirusa?

Mimo to związek Iwony z Fiodorem nie przeżywa kryzysu. Para ma coraz więcej planów, które chce zrealizować po pełnym otwarciu granic. Codziennie rozmawiają przez Skype’a, wspólnie oglądają filmy i piją wino. - Dzielimy się naszą codziennością i planujemy wspólną przyszłość. Mamy spakowane walizki i przygotowane dokumenty. Czekamy na informację, że granice są otwarte – zapewnia Iwona.     

Miłość to nie turystyka

Podobne dylematy przeżywa tysiące par nie tylko w Europie. Wspólne plany i stabilność zastąpiła niepewność i płonne nadzieje. Pandemia i związane z nią obostrzenia postawiły ludzi w związkach międzynarodowych przed wieloma wyzwaniami, zwłaszcza osobistymi. - Nie każdy związek przetrwa tę próbę – mówi wprost Katarzyna Kucewicz, psycholog. Oddalenie od siebie, brak pewności czy inne problemy najbardziej uderzają w związki z krótkim stażem. Wytrwałość jest najbardziej pożądaną umiejętnością w takim momencie. Jednak pary żyjące na odległość w większości mają wypracowane sposoby radzenia sobie z rozłąką.

- To codzienne rytuały w postaci telefonu o stałej porze, wysyłania sobie zdjęć i częstych rozmów video. Natomiast tutaj dochodzi fakt, że nie wiemy, kiedy ta sytuacja się skończy i czy partner na pewno jest bezpieczny. To może być bardzo wymagające emocjonalnie – wskazuje psycholog.

Pary rozdzielone przez koronawirusa w większości nie mają pretensji do rządów za to, że wprowadziły obostrzenia. Frustracje wywołuje natomiast fakt, że są równi i równiejsi. Politycy, sławni aktorzy czy biznesmeni mogą liczyć szybsze przekraczanie granic podczas pandemii. Tymczasem pary, takie jak Iwona i Fiodor albo Marek i Rose, są traktowani jak zwykli turyści.

Zobacz także

- Przecież miłość to nie turystyka – odpowiadają zakochani, którzy zaangażowani są w ruch „Love Is Not Tourism”. Dziesiątki tysięcy osób na Facebooku dzieli się swoimi historiami, najnowszymi informacjami o obostrzeniach oraz dodaje sobie otuchy. Społeczność zakochanych przede wszystkim chce wpłynąć na rządy państw, aby umożliwiły ponowne spotkanie parom międzynarodowym – szybciej rozpatrywały wnioski o wizy czy nie zawracały na lotniskach.

Polskie władze przyznają wprost – obywatele państw objętych restrykcjami mogą przekroczyć granice tylko w „szczególnie uzasadnionych przypadkach”. Dotyczy to przede wszystkim członków rodzin czy wykonywanie obowiązków zawodowych. Odwiedzenie ukochanego nie zmieściło się na tej liście. Pomimo istnienia Strefy Schengen to państwa członkowskie UE mają swobodę we wprowadzaniu własnych restrykcji granicznych.

Laura Berard z biura prasowego Komisji Europejskiej podkreśliła, że Bruksela apeluje do rządów państw członkowskich, aby umożliwiły spotkania parom międzynarodowym pomimo restrykcji. - Wielokrotnie zachęcaliśmy wszystkie państwa członkowskie do skorzystania z tej możliwości – dodała. Solidarność z parami rozdzielonymi przez pandemię wyraziła Ylva Johansson, komisarz UE ds. wewnętrznych. Na początku lipca wezwała państwa członkowskie i biura podróży do stosowania jak najszerszej definicji związków partnerskich.

Zakochanym pozostaje czekać. - Na co dzień ważne jest mieć obok siebie osobę, która daje nam wsparcie w tym trudnym czasie. Zintensyfikować rozmowy z innymi osobami. Nie bójmy się rozmawiać z partnerką czy partnerem o swoich emocjach – że tęsknimy i jest nam ciężko – radzi rozdzielonym parom psycholog Zuzanna Butryn.

Imiona bohaterów zostały zmienione. Tekst został sfinansowany z międzynarodowego projektu Agora Europe 2020, organizowanego przez Hostwriter.

RadioZET.pl/Piotr Drabik