Zamknij

Jak długo będziemy grzecznie siedzieć w domu? [ANALIZA]

Łukasz Sawala
26.04.2020 16:09
Koronawirus, protest, Berlin
fot. TOBIAS SCHWARZ/AFP/East News

Rząd rzuca Polakom ochłapy i daje pozory wolności, otwierając orliki, zapominając o dogasających biznesach przedsiębiorczych obywateli. Mimo to, siedzimy karnie w domach. Jak długo jeszcze?

Wszystko wskazuje na to, że koronawirus będzie z nami jeszcze przez wiele miesięcy. Zabijając tych z najsłabszym układem odpornościowym i łagodniej obchodząc się z silniejszymi. Szybko wprowadzone restrykcje, skutecznie zapobiegły przedrukom scenariusza z włoskiego i hiszpańskiego. Przykryły też brak przygotowania państwowej służby zdrowia, ale w miesiąc nie nadrobi się lat zaległości. Dlatego trzeba było zrobić coś innego. Coś, o czym rządzący marzyli od dawna, ale nie mieli ku temu pretekstu. Natury nie oszukasz. Lata rządów partii Jarosława Kaczyńskiego pokazały, że zapędy do „szeryfostwa” to ich znak rozpoznawczy. Zaczęli więc działać, ograniczając wolności. Nikt się nie buntował, bo faktycznie obostrzenia (zwłaszcza zamknięcie szkół) spowalniały rozwój epidemii. Do tego, dla wielu była to okazja do odsapnięcia i zatrzymania się w pędzącym dotąd świecie.

Szybko jednak okazało się, że home office to często jeszcze cięższa praca. Bo trudniej udowodnić szefowi, że się starasz, bo dzieci przeszkadzają, bo wreszcie: nic tak nie męczy, jak poczucie bezsilności, gdy praca po prostu znika. Utknęliśmy w kleszczach. Z jednej strony strach przed epidemią, z drugiej problem z czego żyć.

Na Zachodzie, dużo boleśniej dotkniętym pandemią, ludzie już zaczynają wychodzić na ulice. W Berlinie skandują: „bez wolności wszystko jest niczym”. Czy u nas będzie tak samo? Gdy PiS gwałtem brał sądownictwo protestowały garstki ludzi, którzy mają dużo czasu lub po prostu rozumieją demokratyczne standardy. Ilu takich jest? Niewielu. A ile osób zna kogoś, kto został zakażony koronawirusem? Zakażonych jest 0,03 obywateli - więcej może zagłosuje na Pawła Tanajno w wyborach prezydenckich.

Jeśli więc obywatele zobaczą, że wirus nie jest zjawiskiem powszechnym, wyjdą protestować. Tu nie chodzi o izbę dyscyplinarną w Sądzie Najwyższym. Tu chodzi o coś znacznie bardziej porywającego. O nasze życie i miejsca pracy. I jeśli rząd nie da tlenu przedsiębiorcom, już powinien myśleć, jak zrobić, by podczas masowych protestów Polacy się nie pozarażali.