Zamknij

Mówił głośno o epidemii w Wuhan i zniknął. Teraz zdradził, co się z nim działo

Magdalena Barszczak
24.04.2020 13:12
dziennikarz z Wuhan
fot. Youtube.com/KcrissLi

Ujawniał prawdę o koronawirusie w Chinach, krytykował władze, a w lutym słuch o nim zaginął. Teraz chiński dziennikarz Li Zehua znów zabrał głos w mediach społecznościowych i opowiedział, co się z nim działo.

25-letni były pracownik rządowej telewizji do Wuhan udał się w lutym. Do epicentrum koronawirusa wybrał się, ponieważ w dziwnych okolicznościach zaginął tam inny dziennikarz zajmujący się tematem epidemii. Chińczyka doszły słuchy, że informacje niepochlebne dla rządzących są wyciszane. Li postanowił sprawdzić to osobiście.

Zobacz także

Zehua nie bał się trudnych tematów. Mówił o tym, jak komunistyczne władze ukrywały faktyczną liczbę ofiar, rozmawiał również z pracownikami krematoriów, do których trafiały ciała zmarłych na COVID-19. Swoje raporty zamieszczał na YouTube, Twitterze i w chińskim serwisie Weibo.

26 lutego słuch o dziennikarzu zaginął. Stało się to chwilę po tym, jak opublikował film w samochodzie. Zdradził wtedy, że jest ścigany. Półminutowe nagranie było ostatnim, jakie obejrzeli internauci.

Zobacz także

Chiński dziennikarz odnaleziony. Kazano mu poddać się kwarantannie

Dwa miesiące później Li znów pokazał się w internecie. W nowym wideo opublikowanym w mediach społecznościowych wyjaśnił, że rzeczywiście śledzili go policjanci. Jechali za nim przez 30 km, po czym - jak wyjaśnił mężczyzna - udało mu się dotrzeć do mieszkania wynajmowanego w Wuhan. Kiedy dziennikarz usłyszał pukanie, zaczął przygotowywać się do transmisji na żywo. Kilka godzin siedział w ciszy, jednak służby nie dawały za wygraną. W końcu Chińczyk otworzył im drzwi.

Li został zatrzymany pod zarzutem zakłócania porządku publicznego, jednak nie został ukarany. Zamiast tego policjanci nakazali mu poddanie się kwarantannie ze względu na przebywanie mężczyzny w miejscach, do których dotarła epidemia. Li Zehua został osobiście zabrany przez szefa policji do miejsca odosobnienia w Wuhan, zabrano mu też urządzenia elektroniczne. Mógł za to oglądać rządową telewizję i regularnie otrzymywał posiłki. Mężczyzna przebywał w izolacji od końca lutego do połowy marca, a następne dwa tygodnie spędził już w swoim mieszkaniu.

Internauci zwracają uwagę na dziwne zachowanie Chińczyka na nowym nagraniu. Dziennikarz, który wcześniej często krytykował władze i apelował o "niezamykanie oczu", tym razem nie powiedział złego słowa o rządzących. Zamiast tego bez żadnych emocji opowiadał o tym, co się działo i podkreślał, że policja traktowała go dobrze.

Zobacz także

RadioZET.pl/BBC/New York Times