Zamknij

Niepokojące dane. „W październiku dni z nawet 100-proc. wzrostem liczby zgonów”

19.11.2020 08:42
trumna
fot. Shutterstock.com

Liczba zgonów na COVID-19 niepokojąco wzrosła. Zdaniem eksperta na razie trudno postawić pełną diagnozę, skąd tak gwałtowny przyrost umieralności. - Do tej pory w Polsce umierało dziennie średnio 1100 osób. W październiku były dni, gdy umieralność była nawet dwukrotnie wyższa – powiedział PAP Rafał Halik z Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego – Państwowego Zakładu Higieny.

W środę Ministerstwo Zdrowia poinformowało o ponad 600 ofiarach koronawirusa, co stanowi największą wartość od początku epidemii. Według tabeli opublikowanych przez GUS na podstawie danych z urzędów stanu cywilnego od 5 października do 1 listopada zmarło w Polsce 45,4 tys. osób. Rok wcześniej w porównywalnym okresie od 7 października do 3 listopada zmarło prawie 30,9 tys. osób. Szczególnie duży skok umieralności nastąpił w tygodniu od 26 października do 1 listopada. Zmarło wówczas 14,1 tys. Polaków, prawie dwukrotnie więcej niż w podobnym okresie rok i dwa lata temu.

Zobacz także

Liczba zgonów wzrosła. "Można wysnuć wniosek, że jesteśmy populacją szczególnie wrażliwą na tę epidemię"

- Wzrosty liczby zgonów w stosunku do lat ubiegłych nieprzekraczające 10 proc. pojawiły się w sierpniu. Do września sytuacja wydawała się w miarę bezpieczna. Natomiast w październiku nastąpił gwałtowny wystrzał liczby zgonów. Dzienne wzrosty umieralności były wtedy nawet stuprocentowe – powiedział Halik.

Zwrócił uwagę, że jeśli podawana przez resort zdrowia umieralność z powodu COVID-19 wynosi w granicach 300-500 osób dziennie, to stanowi to od 30 do 50 proc. dziennej nadwyżki liczby zgonów. - Pytanie, co stanowi dalszą nadwyżkę – zastanawiał się.

Można wysnuć wniosek, że jesteśmy populacją szczególnie wrażliwą na tę epidemię, bo jesteśmy starzejącym się społeczeństwem i też bardziej schorowanym na tle społeczeństw Europy Zachodniej, jeśli chodzi o choroby układu krążenia i wiele chorób przewlekłych. Nasza populacja może być więc mniej odporna na atak epidemii. To lekcja na przyszłość, byśmy się wreszcie zajęli zdrowiem Polaków.

Rafał Halik z Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego – Państwowego Zakładu Higieny

Podkreślił, że pełną diagnozę przyczyn gwałtownego wzrostu umieralności będzie można sformułować, kiedy będą dostępne dane za cały rok z uwzględnieniem przyczyn zgonów i grup wiekowych. Takie dane GUS opublikuje na przełomie 2021/2022.

- Może być tak, że nadwyżkę zgonów powoduje covid, bo mamy niedorejestrowaną liczbę zgonów z tego powodu. Możemy też postawić hipotezę, że wyższa umieralność to pośrednio efekt gorszego dostępu do leczenia, odwoływania wizyt lekarskich i strachu pacjentów przed zakażeniem się w placówkach medycznych, ale na razie nie mamy danych, które by to potwierdzały – zastrzegł. - Na pewno możemy postawić hipotezę, że płacimy srogie odsetki za lata zaniedbywania systemu ochrony zdrowia i zdrowia publicznego – dodał.

Zobacz także

Poinformował, że z obecnie dostępnych statystyk europejskich i amerykańskich widać, że wzrost liczby zgonów w największym stopniu dotyczy osób powyżej 65 lat, choć pewne wzrosty widać też w innych grupach wiekowych, z wyjątkiem dzieci i młodzieży. Podobnej tendencji – jak mówił – należałoby się spodziewać się także w Polsce.

Z informacji opublikowanych na stronie GUS wynika, że do 1 listopada zanotowano 363,3 tys. zgonów (GUS zastrzega, że dane z ostatnich dostępnych miesięcy mogą być niekompletne). Dla porównania, w 2019 r. zmarło 407,6 tys. Polaków, a w 2018 – 411,3 tys. (są to dane według tygodnia zgonu, co oznacza, że pierwszy tydzień roku może zawierać dni z poprzedniego roku, a tydzień ostatni – dni z następnego roku).

Zdaniem eksperta utrzymanie się 100 proc. nadwyżki umieralności nie jest przesądzone. - Liczba zgonów może spaść, bo na razie zbieramy żniwa wyższej liczby zachorowań. System ochrony zdrowia może się też zacząć lepiej przystosowywać do obecnej sytuacji – ocenił Halik.

Zobacz także

RadioZET.pl/PAP