GW: Respiratory za 200 mln zł. Ministerstwo kupiło je od handlarza bronią

22.05.2020 10:19
Ministerstwo Zdrowia
fot. Tomasz Jastrzębowski/Reporter

Nawet 180 tys. złotych za jeden respirator miało zapłacić Ministerstwo Zdrowia spółce E&K z Lublina - wynika z informacji "Gazety Wyborczej". Jak donosi dziennik, cała transakcja opiewała na 200 mln zł, a stoi za nią Andrzej Izdebski, w przeszłości zamieszany w nielegalny handel bronią. 

Jak donosi "Wyborcza", Ministerstwo Zdrowia zakupiło 1,2 tys. respiratorów od firmy E&K z Lublina. Całość transakcji opiewała na 44,5 mln euro, czyli w przeliczeniu ok. 200 mln złotych. W sieci można znaleźć informacje na temat gałęzi działalności spółki: organizowanie nieplanowanych transportów lotniczych, szkolenie pilotów. produkcja motolotni.

Ministerstwo Zdrowia kupuje respiratory

Autorzy artykułu zwracają uwagę na, zawyżone względem realiów rynkowych, kwoty, jakie zapłacono za sprzęt - średnio 160, a najdroższy nawet 180 tys. za sztukę. "Za średniej klasy aparat trzeba zapłacić 40-50 tys. zł, aparat wysokiej klasy kosztuje 70-90 tys. zł brutto. Cena respiratorów z dodatkowymi opcjami i oprzyrządowaniem to 110-120 tys. zł. O respiratorach za 160 tys. żaden z naszych rozmówców nie słyszał" - czytamy.

Zobacz także

Co ciekawe, rozmówcy "GW" zwracali uwagę na fakt, iż resort w większości (poza jednym przypadkiem) zakupił modele respiratorów zupełnie nieznane na rynku .Dziennikarze skontaktowali się więc E&K z pytaniem, dlaczego firma produkująca motolotnie zajmuje się handlem respiratorami. 

 Od dawna nie zajmujemy się produkcją motolotni. Od wielu lat zajmujemy się (między innymi) obrotem wyrobami medycznymi. Nasza oferta była najtańsza i z najkrótszymi terminami dostaw 

- tak brzmi treść jedynego maila, który przyszedł do redakcji. Ale czym właściwie jest E&K? To spółka założona w 1991 roku w Lublinie, kierowana przez Andrzeja Izdebskiego. Jak podaje witryna Samolotypolskie.pl E&K wykonywała „loty z nietypowymi ładunkami na trudno dostępne lotniska” oraz „z ekipami i sprzętem wojskowym do Birmy (…), Nigerii, Korei, Pakistanu itp.”.

Handlarz bronią z czarnej listy ONZ

Izdebski - jak informuje "GW" za "Rzeczpospolitą" - ma kontrowersyjną przeszłość związaną z nielegalnym handlem bronią. Na początku lat 90., "wykorzystując fałszywe dokumenty, pośredniczył w sprzedaży polskich pistoletów maszynowych na Bliski Wschód" (cytat za: wyborcza.pl).

Od tego momentu trudni się handlem bronią, a firmy, których był współwłaścicielem, są podejrzewane o wielokrotne naruszanie embarga ONZ na dostawy broni

- pisała wtedy "Rzeczpospolita" (cytat za: wyborcza.pl). Na początku XXI wieku Izdebski wszedł w posiadanie akcji spółki Port Lotniczy Lublin SA. "Wyborcza" przypomina o materiale sprzed kilku lat w telewizji TVN. Reporterzy zrobili tzw. wcieleniówkę, udając prorosyjskich separatystów. Niczego nieświadomy Izdebski zaoferował im fałszywe dokumenty, niezbędne do wywiezienia broni poza terytorium UE.

Zobacz także

Transakcja ostatecznie nie doszła do skutku, ale TVN ujawnił przy okazji, że ONZ już wcześniej przyglądało się działalności Izdebskiego. Znalazł się on na tzw. czarnej liście, gdy wyszło na jaw, że łamała embargo na dostawy broni do kilku państw Afryki. Miał także współpracować ze słynnym rosyjskim "handlarzem śmierci" Wiktorem Butem. 

Ministerstwo Zdrowia odpowiada "Wyborczej"

Jeden z rozmówców "GW", pragnący zachować anonimowość przedsiębiorca z branży lotniczej, twierdzi, że nazwisko Izdebskiego przewija się przy okazji różnych interesów. Był jednak zaskoczony faktem, że jego dawny znajomy ("dziś już nie mam z nim żadnego kontaktu") zaczął nagle działać w branży medycznej. 

Zobacz także

"Wyborcza" skontaktowała się w tej sprawie z Ministerstwem Zdrowia. Zapytała m.in. o cenę sprzętu medycznego, dlaczego wybrano akurat tę firmę, czym jej oferta wyróżniała się na tle innych i czy CBA albo jakikolwiek inny podmiot informował MZ o przeszłości Andrzeja Izdebskiego.

Firma E&K przedstawiła ofertę zakupu respiratorów i uzyskała pozytywną rekomendację CBA. Respiratory będą przekazane do rezerw państwowych. Ze względu na niewywiązanie się firmy z dostawy w kwietniu MZ wystąpił o zwrot zaliczki, która w kwocie 8,8 mln euro wpłynęła na konto Ministerstwa

- brzmi jedna z odpowiedzi resortu. "Firma E&K jest legalnie działającym podmiotem. MZ nie sprawdza profilu działalności gospodarczej firm składających oferty w ramach zakupów covidowych. Oferty zawsze były weryfikowane pod kątem spełniania kryteriów zamówienia i zdolności oferenta do realizacji dostaw” - utrzymuje ministerstwo w korespondencji z "Wyborczą". Zapewniono też o pozytywnej rekomendacji ze strony CBA oraz, że do ministerstwo nie wpłynęły wówczas inne oferty. 

Maseczki bez atestu? GW: zarobił nam tym znajomy Szumowskiego

To nie pierwszy raz, gdy wokół resort zdrowia pojawiają się informacje na temat nie do końca transparentnych interesów. Także "Gazeta Wyborcza" napisała we wtorek, że Ministerstwo Zdrowia "przepłacając i bez sprawdzenia jakości kupiło maseczki ochronne za ponad 5 mln zł". "Zarobił na tym instruktor narciarski, przyjaciel rodziny Łukasza Szumowskiego. Transakcję ułatwił mu brat ministra zdrowia, a finalizował ją wiceminister Janusz Cieszyński" - napisała "GW". 

Zobacz także

Według dziennika resort zdrowia kupił od Łukasza G. 100 tys. masek FFP2 i 20 tys. masek chirurgicznych, płacąc 4,86 mln zł - 39 zł netto (z VAT ponad 41 zł) za jedną maseczkę FFP2 i ok. 8 zł za chirurgiczną. Przed pandemią maski FFP2 kosztowały od 2 do 4 zł za sztukę, chirurgiczne między 50 gr a 1 zł.

Ministerstwo miało dokupić jeszcze od Łukasza G. 10 tys. masek z Ukrainy po 48 zł za sztukę i 3 tys. przyłbic. Jak podała "GW", w kwietniu zakupy sprzętu ochronnego na czas pandemii - w tym także transakcję z Łukaszem G. - zaczęło badać CBA.

RadioZET.pl/wyborcza.pl/PAP