Zamknij

Dlaczego ludzie umierają w szpitalach? Dramatyczna relacja reportera

20.11.2020 19:14
Paweł Reszka o szpitalach covidowych
fot. Krzysztof Kaniewski /REPORTER

Dziennikarz Paweł Reszka opublikował w mediach społecznościowych wstrząsający wpis pt. "Dlaczego umierają". W artykule przytacza on szereg wypowiedzi lekarzy, którzy pracują na oddziałach covidowych.

Paweł Reszka opublikował w mediach społecznościowych obszerny wpis zawierający fragmenty rozmów, jakie odbył z lekarzami pracującymi na oddziałach covidowych. Z tekstu wyłania się wstrząsający obraz realnego stanu walki z epidemią koronawirusa w Polsce.

"Statystycznie wyglądamy świetnie – tylko 60 proc. łóżek covidowych jest zajętych. Do tego mamy 657 wolnych respiratorów (wypada po 41 na województwo). Zachorowań mniej. Tylko dlaczego bijemy rekordy w liczbie zgonów? Zadzwoniłem do lekarza, który od miesięcy jest na pierwszej linii. Zapytałem, czy tak samo jak premier Morawiecki uważa, że osiągamy delikatną przewagę w walce z wirusem"- czytamy we wpisie dziennikarza.

Paweł Reszka: Dlaczego ludzie umierają w szpitalach? Dramatyczna relacja reportera

"Pacjenci umierają. Mój ostatni 24-godzinny dyżur odmierzała śmierć: zgon, zgon... pizza (zdążyłem zjeść połowę, bo mnie wezwali), zgon, zgon... Półtorej godziny snu i znów wezwanie. 'Leć, bo się pacjent załamał'. Biegnę. Nie dobiegłem na czas. Taki dyżur to standard". I dodaje, że tych pacjentów dałoby się uratować, gdyby to, co "na papierze" odpowiadało temu, co w rzeczywistości - mówi jeden z lekarzy.

Reszka przytacza fragment rozmowy z lekarzem dotyczący chaosu, jaki panuje w jego szpitalu w związku z covidową reorganizacją. "Opowiem ci, jakie to łóżka. Nasz szpital od początku pandemii przechodzi ciągłe reorganizacje. Najpierw covidowcy leżeli w wydzielonym budynku, potem tworzono miejsca covidowe na poszczególnych oddziałach, potem część pacjentów covidowych przeniesiono do innego skrzydła. To wszystko oznacza chaos. Na laryngologii jest oddział covidowy, laryngologia jest tam, gdzie okulistyka, okulistyka tam, gdzie chirurgia dziecięca, chirurgia dziecięca tam, gdzie pediatria... A jutro może się to zmienić".

Zobacz także

Niektóre fragmenty rozmów, jakie opublikował na Facebooku Paweł Reszka są przerażające. "Na stronie brudnej na 19 pacjentów są trzy pielęgniarki. Powinno być dziesięć. Jedna na dwa stanowiska. Tlen w butlach, butle na dwukołowych wózkach przywiązane łańcuchami. Tak tu jest".

"Jeszcze pójdziemy za to siedzieć. To jest przecież sprawa do prokuratury. I co ja powiem: ‘Pacjent zmarł, bo skończyła się butla z tlenem, bo nie było komu przypilnować, bo jest mało pielęgniarek’? A co to obchodzi żonę tego faceta? Albo pana prokuratora? Jak widzisz, trudno przeżyć w moim szpitalu. Tu musisz mieć szczęście. Jak ktoś spostrzeże, że butla się kończy, będzie OK." - czytamy we wpisie.

Zobacz także

"Anestezjolog ma grubą skórę. Często oglądamy śmierć. Mamy taką pracę. Mówimy: „mogę reanimować i jeść kanapkę”, ale dziś łapię się za głowę. Jesteśmy wykończeni fizycznie i psychicznie. A to nie jest nawet środek epidemii. Miesiące walki przed nami. Wypłaszczanie krzywej widać tylko w ministerstwie. I chyba tylko dzięki sztuczkom matematycznym. Bo u nas jest dramat. Wczoraj zakaziła się moja żona. Ciągle myślę, co zrobić, jak się pogorszy oddechowo. Zostawiać ją w domu? Słać do szpitala? Ale kto się nią tam zajmie, jak nie będzie mnie obok? Czy przepracowany lekarz albo pielęgniarka zauważy, że tlen w butli się kończy? Skoro ja się boję, co muszą przeżywać inni ludzie, którzy nie są lekarzami?" - mówi dziennikarzowi lekarz.

RadioZET.pl/ Facebook: Paweł Reszka