Zamknij

Czy dzieci wracają do szkół w poniedziałek? Rząd podjął decyzję

10.10.2020 14:29
Morawiecki
fot. PAP/Rafał Guz

Czy dzieci wracają do szkół w poniedziałek? Podczas sobotniej konferencji prasowej premiera Mateusza Morawieckiego spodziewaliśmy się poznać decyzję dot. ewentualnego powrotu uczniów do nauki całkowicie zdalnej. Zdaniem rządzących na razie takiej potrzeby nie ma, bo młodzi nie są narażeni na ciężki przebieg Covid-19. Lekarze jednak ostrzegają: to szkoły są "rozsadnikami" epidemii.

Decyzja w sprawie funkcjonowania szkół w okresie epidemii Covid-19 w Polsce miała zostać przedstawiona podczas sobotniej konferencji prasowej. Wbrew wcześniejszym zapowiedziom ani premier Mateusz Morawiecki, ani minister zdrowia Adam Niedzielski, nie odnieśli się do kwestii edukacji. Dopiero pytani o placówki oświatowe przez dziennikarzy, potwierdzili, że na ten moment nic się nie zmienia, bo zdaniem rządu sytuacja w szkołach jest opanowana, dzieci są bezpieczne, a strategia reagowania lokalnego zaproponowana w sierpniu przez Ministerstwo Edukacji Narodowej sprawdza się wystarczająco dobrze.

- Dlatego dzisiaj nie widzimy konieczności, żeby wprowadzać tryb nauki w trybie zdalnym - powiedział Morawiecki. - Nie chcemy wprowadzać nauki zdalnej we wszystkich 48 tys. placówek. Uważamy, że ryzyko związane z koronawirusem jest największe dla osób starszych - dodał potem premier. Czy sytuacja może się zmienić? Może, ale nie musi. Komunikaty dotyczące kolejnych decyzji będą przekazywane w każdym tygodniu. Na razie rząd uważa, że podejście zaproponowane w sierpniu "jest adekwatne". 

Podczas konferencji prasowej padło też pytanie dziennikarza o maseczki w szkołach. W tej kwestii również nie są zapowiadane zmiany. - Maseczki są w szkołach obowiązkowe podczas przerw i korzystania z przestrzeni wspólnych. Na lekcjach na razie nie - przekazał szef MZ.

Zobacz także

Szkoły a koronawirus. Lekarze nie zgadzają się z rządem

Specjaliści nie są w kwestii bezpieczeństwa w szkołach aż tak optymistyczni jak szef polskiego rządu czy MEN, które konsekwentnie zapewnia: „Szkoły i placówki oświatowe nie są głównym źródłem zarażenia koronawirusem - stanowią jedynie ok. 2 proc. wszystkich zakażeń”. W ubiegłym tygodniu dr Jakub Zieliński z Zespołu Modelu Epidemiologicznego ICM Uniwersytetu Warszawskiego komentował w rozmowie z Polską Agencją Prasową, że to właśnie dzieci są jednym z głównych czynników, który wpływa obecnie na tak dynamiczne rozprzestrzenianie koronawirusa. - Mamy rozproszone w naszym modelu „ludziki”, ponad 30 mln. Odwzorowują one zagęszczenie ludności w Polsce. Śledzimy poruszanie się ich w modelu. Wiemy, ile w gminach jest szkół. Nasz model pokazuje, że szkoły są tak naprawdę „złośliwymi” ogniskami – tłumaczył dr Zieliński. W rzeczywistości zakażenia pochodzące ze szkół po prostu nie są identyfikowane. - Dzieci zakażają rodziców i dziadków. I nagle gdzieś indziej ten wirus wybucha i nie jest to wiązane zupełnie z zakażeniem w placówce – mówił lekarz.

Szkoły, wśród czynników wpływających na gwałtowny rozwój epidemii w Polsce, wymieniał też pediatra i immunolog dr Paweł Grzesiowski. - Moim zdaniem niestety pierwotną przyczyną były wybory, podróże wakacyjne, wesela i otwarcie szkół. Nie mamy na to jednoznacznych dowodów, ale jednak wydaje się, że szkoły są bardzo istotnym ogniwem transmisji wirusa, bo dzieci chorują bezobjawowo, czyli nie wiemy, które dzieci przynoszą zakażenia do domu. Więc myślę, że edukacja szkolna jest w tej chwili jednym z ważniejszych źródeł przenoszenia choroby - mówił dr Grzesiowski. 

Zobacz także

RadioZET.pl