Na pierwszej linii. Radio ZET pokazuje od kulis pracę w karetce pogotowia

25.05.2020 08:33
Ratownicy medyczni
fot. Radio ZET

Pracownicy warszawskiego pogotowia będący na pierwszej linii walki z koronawirusem opowiadają reporterowi Radia Zet Łukaszowi Konarskiemu jak wygląda ich codzienność. - Na początku bito nam brawo, potem krzywo patrzono na nas w sklepie – mówią ratownicy medyczni.

Radio ZET spędziło dzień z ratownikami Wojewódzkiej Stacji Pogotowia Ratunkowego i Transportu Sanitarnego „Meditrans”  w Warszawie.

- Jeździłem przez 10 godzin z ratownikami medycznymi z dyspozytorni przy Poznańskiej w Warszawie. Od razu po godzinie 7 rano pojechaliśmy na ulicę Grójecką do wypadku drogowego. Kilka godzin później do robotnika z ręką przeciętą przez szlifierkę. Za każdym razem maska na twarzy i dodatkowo przyłbica, bo każdy pacjent jest traktowany jako potencjalnie zakażony koronawirusem – opowiada reporter Radia ZET, Łukasz Konarski.

Ataki na ratowników medycznych. „Jednostkowe przypadki”

Z naszej relacji wynika, że w ostatnich tygodniach doszło do ataków na ratowników medycznych. Pomazano im drzwi do domu, czy zalepiono zamki silikonem.

Zobacz także

Rozmawialiśmy i o tym. Ratownicy opowiadali także, że w sklepach odsuwano się od nich, czasami krzyczano za nimi, że roznoszą koronawirusa. Za każdym razem podkreślali jednak, że to jednostkowe przypadki i częściej spotykają się z wyrazami szacunku i uznania – mówi Konarski. - Było też dużo trudnych, smutnych historii, bo ratownicy jeżdżą do tych najbardziej tragicznych wypadków, w których często giną dzieci

- dodaje reporter Radia ZET.

Potężna dawka stresu

W Polsce jest kilkanaście tysięcy ratowników medycznych. Pracują skupieni w ponad półtora tysiąca zespołów. Są świadomi tego, że są na „pierwszej linii frontu” w walce z koronawirusem. Każdego dnia ryzykują dla nas swoje życie i zdrowie. Każdy wyjazd do podejrzenia lub potwierdzonego przypadku COVID-19 to potężny stres, mimo tego nie wahają się, by ruszać z pomocą.

- To były potężne emocje i adrenalina, jazda po tramwajowym torowisku w godzinach szczytu blisko 100 kilometrów na godzinę, gdy wszystko się trzęsie, a my pędzimy na sygnale – to pamięta się do końca życia. To jest niezwykle trudna, często niewdzięczna i w porównaniu z ilością stresu zdecydowanie zbyt nisko płatna praca. Oni ryzykują życiem cały czas, a teraz jeszcze dodatkowo walczą z SARS-Cov 2. Wielki szacunek dla Was Panie i Panowie Ratownicy – mówi reporter Radia ZET.

Zobacz także

RadioZET.pl/Łukasz Konarski