Zamknij

MEN zapewnia, że szkoły są bezpieczne. Lekarz: to one są „złośliwymi” ogniskami

08.10.2020 22:13
Szkoły podczas epidemii Covid
fot. Piotr Molecki/East News

Szkoły stanowią jedynie 2 proc. wszystkich zakażeń koronawirusem - zapewnia MEN. Lekarze podkreślają jednak, że zakażenia pochodzące z placówek oświatowych po prostu nie są identyfikowane. - Edukacja szkolna jest w tej chwili jednym z ważniejszych źródeł przenoszenia choroby - alarmuje dr Paweł Grzesiowski. 

Koronawirus atakuje osoby starsze – podkreślał podczas czwartkowej konferencji prasowej Mateusz Morawiecki. – Pamiętacie państwo, pięć, sześć tygodni temu martwiliśmy się, jak to będzie z otwarciem szkół. Otóż dzisiaj 98,5 proc. szkół pracuje w trybie normalnym – mówił premier, zaznaczając, że dzieci i młodzież przechodzą Covid-19 w większości bezobjawowo.

Specjaliści nie są w tej kwestii aż tak optymistyczni jak szef polskiego rządu czy MEN, które w czwartek po południu zapewniało w sieci: „Szkoły i placówki oświatowe nie są głównym źródłem zarażenia koronawirusem - stanowią jedynie ok. 2 proc. wszystkich zakażeń”.

Dzień wcześniej dr Jakub Zieliński z Zespołu Modelu Epidemiologicznego ICM Uniwersytetu Warszawskiego komentował w rozmowie z Polską Agencją Prasową, że to właśnie dzieci są jednym z głównych czynników, który wpływa obecnie na tak dynamiczne rozprzestrzenianie koronawirusa. - Mamy rozproszone w naszym modelu „ludziki”, ponad 30 mln. Odwzorowują one zagęszczenie ludności w Polsce. Śledzimy poruszanie się ich w modelu. Wiemy, ile w gminach jest szkół. Nasz model pokazuje, że szkoły są tak naprawdę „złośliwymi” ogniskami – tłumaczył dr Zieliński. W rzeczywistości zakażenia pochodzące ze szkół po prostu nie są identyfikowane. - Dzieci zakażają rodziców i dziadków. I nagle gdzieś indziej ten wirus wybucha i nie jest to wiązane zupełnie z zakażeniem w placówce – mówił lekarz.

Szkoły, wśród czynników wpływających na gwałtowny rozwój epidemii w Polsce, wymienia też pediatra i immunolog dr Paweł Grzesiowski. - Moim zdaniem niestety pierwotną przyczyną były wybory, podróże wakacyjne, wesela i otwarcie szkół. Nie mamy na to jednoznacznych dowodów, ale jednak wydaje się, że szkoły są bardzo istotnym ogniwem transmisji wirusa, bo dzieci chorują bezobjawowo, czyli nie wiemy, które dzieci przynoszą zakażenia do domu. Więc myślę, że edukacja szkolna jest w tej chwili jednym z ważniejszych źródeł przenoszenia choroby - mówi dr Grzesiowski. Czytaj więcej: Dr Grzesiowski: Nasz system jest zbudowany na całkowicie papierowych założeniach.

80 tys. zakażeń dziennie?

Przypomnijmy, że w czwartek rząd zapowiedział rozszerzenie żółtej strefy z obowiązującymi tam dodatkowymi obostrzeniami na cały kraj. Tego dnia zarejestrowano w Polsce rekordowe 4280 nowych przypadków koronawirusa. Według dr. Zielińskiego faktyczna liczba nowych zakażeń jest jednak o wiele większa. Jego zdaniem w najbliższym miesiącu dziennie może przybywać 3-5 tys. oficjalnie zarejestrowanych nowych przypadków dziennie, dochodząc nawet do 10 tys., co oznaczałoby rzeczywisty przyrost rzędu 80 tys. zakażeń.

Dr Grzesiowski podkreśla z kolei, że w tej chwili epidemia szerzy się w wyniku kontaktów międzyludzkich na wielu poziomach, w pracy, w szkole, podczas imprez towarzyskich i w placówkach medycznych. - Wskaźniki w tej chwili zakaźności, czyli reprodukcyjności wirusa są takie, że to jest 1,5 do nawet 1,7 czyli 10 osób zaraża 15 i dalej w postępie wykładniczym – wyjaśnia, dodając, że takie wzrosty wynikają z tego, że nie wdrożono na czas procedur opóźniających multiplikację wirusa. - I niestety oznacza to, że trzeba bardzo pilnie wprowadzać bardzo poważne ograniczenia, przede wszystkim w komunikowaniu się ludzi ze sobą - podkreśla specjalista.

RadioZET.pl/MEN/Kancelaria Premiera/PAP