Zamknij

Zamykają szkoły. Dyrektorzy mają dość, zaczynają się buntować

13.10.2020 10:02
pusta szkoła
fot. ARKADIUSZ ZIOLEK/East News, zdjęcie ilustracyjne

Szkoły powinny zostać zamknięte? Tak uważają młodzi dołączający do Protestu Uczniowskiego, ale też część nauczycieli i dyrektorów placówek. Niektórzy sami decydują się na zamknięcie szkół, choć wymagana jest do tego zgoda sanepidu.

Koronawirus, zdaniem rządzących, młodym aż tak nie zagraża, a stosowany system reagowania lokalnego na pojawiające się w konkretnych szkołach zakażenia, „jest adekwatny” do obecnej sytuacji. Szkoły pozostają więc otwarte. Oczywiście z pewnymi wyjątkami, bo tam, gdzie sanepid wyraził na to zgodę, placówki przechodzą na naukę zdalną. Takich przypadków w skali całego kraju jest jednak niewiele. Z poniedziałkowych danych Ministerstwa Zdrowia wynika, że tego dnia w trybie całkowicie zdalnym pracowały 264 placówki oświatowe, a 821 kolejnych - w trybie mieszanym. 47 399 szkół wciąż funkcjonuje więc normalnie. To 97,76 proc. wszystkich placówek w kraju.

Zdaniem części nauczycieli i dyrektorów, na szkolnych korytarzach wcale nie jest tak bezpieczne. Podobnie myśli też zresztą część uczniów. W poniedziałek rozpoczęli Protest Uczniowski. Ci, którzy nie zgadzają się z działaniami rządu w kwestiach oświaty w okresie pandemii, albo nie przychodzą do szkoły, albo ubierają się na czarno. Dowiedz się więcej: Protest uczniowski w całej Polsce. "My naprawdę się boimy"

Zobacz także

Dyrektorzy zamykają szkoły

Buntować zaczynają się też dyrektorzy. „Bezpieczeństwo dzieci, nauczycieli i ich rodzin ważniejsze niż stanowisko sanepidu. Szkoły zaczęły samodzielnie decydować o zawieszeniu pracy” - czytamy we wtorek w "Dzienniku Gazecie Prawnej". Gazeta podaje tu przykłady braku zgód sanepidu na nauczanie hybrydowe lub zdalne, mimo stwierdzenia zakażeń w szkołach. "Nauczyciel z pozytywnym wynikiem testu trafił do szpitala. Uczył w siedmiu klasach. Nikt nie został wysłany na kwarantannę, bo jak stwierdzili inspektorzy, uczył... w przyłbicy" - pisze "DGP".

Dziennik podaje, że dyrektorzy coraz częściej stają przed dylematem: bezpieczeństwo czy posłuszeństwo. Magdalena Kaszulanis z ZNP powiedziała gazecie, że do związku docierają sygnały o szkołach, które samowolnie decydują się na zawieszenie zajęć albo przejście na nauczanie hybrydowe. Powodów jest kilka: od braku nauczycieli, przez niemożność skontaktowania się z sanepidem, po odmienne spojrzenie na sytuację epidemiczną w placówce. Informacje o takich placówkach mają też wojewódzkie sanepidy, które zdają sobie sprawę, że kontakt z nimi jest utrudniony - zauważa "DGP".

Związek Nauczycielstwa Polskiego, a także m.in. prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski, występowali już do ministerstw edukacji oraz zdrowia o poszerzenie kompetencji dyrektorów tak, by dyrektor mógł zadecydować o wprowadzeniu zdalnej lub hybrydowej edukacji bez konieczności uzyskania opinii sanepidu w tej sprawie. Żadne decyzje w tej kwestii wciąż jednak nie zapadły.

Zobacz także

RadioZET.pl/MEN/DGP/PAP