Zamknij

Pacjentka zmarła na Covid-19. O jej śmierci powiadomiono rodzinę innej kobiety

24.12.2020 08:46
Pacjentka zmarła na Covid-19
fot. Jakub Kamiński/East News

Chorą na Covid-19 kobietę przewieziono z izolatorium do szpitala. Gdy zmarła, o jej śmierci powiadomiono rodzinę innej, żyjącej pacjentki. Wszystko przez to, że z izolatorium zabrano niewłaściwą dokumentację. 

Do tej koszmarnej pomyłki, o której pisze Onet, doszło 9 grudnia. Wówczas z izolatorium przy ul. Bobrowieckiej w Warszawie (które działa przy jednym z domówi opieki) do Szpitala Czerniakowskiego trafiła pacjentka zakażona koronawirusem. Niestety, pomimo przeprowadzonej reanimacji nie udało się jej uratować.

Z uwagi na zły stan zdrowia kobiety, nie było szans, by nawiązać z nią bezpośredni kontakt, przez co personel medyczny musiał polegać na dokumentacji, którą otrzymał z domu opieki. Skontaktowano się więc z krewnymi kobiety, której personalia widniały w dokumentach i poinformowano ich o jej śmierci, wystawiając kartę zgonu.

Warszawa. Pacjentka zmarła na Covid-19, o śmierci poinformowano rodzinę innej kobiety 

Jednak już po kilku dniach wyszło na jaw, że doszło do pomyłki. Córka kobiety, która rzekomo zmarła, przyszła do szpitala odebrać jej rzeczy. Tam dowiedziała się, że jej matka żyje i cały czas przebywa w izolatorium na Bobrowieckiej. Zmarła natomiast zupełnie inna pacjentka. 

- Skąd my się o tym wszystkim dowiedzieliśmy? To córka poinformowała nas, że jej mama żyje i że w takim razie musiało dojść do jakiejś fatalnej pomyłki. Kogo więc tak naprawdę „pochowaliśmy”? My nie wiemy. Widocznie w domach opieki panuje taki bałagan, że trudno ustalić, kto właściwie został do nas przywieziony – wyjaśnia w rozmowie z Onetem lekarka ze Szpitala Czerniakowskiego, prosząca o anonimowość. 

Zobacz także

Pierwszy raz w życiu coś takiego mi się zdarzyło. Mogę sobie tylko wyobrazić szok, jaki przeżyła ta rodzina, gdy najpierw dowiedziała się o rzekomej śmierci bliskiej osoby, a kilka dni później wszystko okazało się wynikiem jakiegoś wielkiego zamieszania. W międzyczasie ustalono tożsamość obydwu kobiet oraz anulowano wystawiony wcześniej akt zgonu. W jaki sposób doszło jednak do tej pomyłki?

- Pacjentka została do nas przetransportowana w karetce z grupą kilku innych kobiet. Wszystkie ze stwierdzonym Covid-19 trafiły do nas z prywatnego domu opieki społecznej. Niestety zdarza się – i tak było w tym przypadku – że takim przyjęciom towarzyszy duży chaos. Ratownicy medyczni przekazali nam dokumentację, ale nie potrafili przypisać poszczególnych dokumentów do konkretnych osób – tłumaczy Onetowi Magdalena Stolarczyk, dyrektor zarządzająca izolatorium przy Bobrowieckiej. 

Zobacz także

Jak donosi Onet, 9 grudnia do izolatorium trafiła 31 pacjentów z jednego z podwarszawskich domów opiek i- W trakcie realizacji przyjęć do izolatorium część pacjentów była przyjmowana z historiami chorób, ale część niestety nie. Nie dostarczono nam także dowodów osobistych bądź choćby ksera tych dokumentów – dodała Stolarczyk. Okazało się, że transportów było kilka, w podczas drugiego i trzeciego zabrano do izolatorium dokumenty pacjentów z poprzedniego transportu, przez co wszystkie karty się wymieszały. 

W końcu jednak w przypadku dwóch pacjentek nie byliśmy pewni, które dokumenty pasują do jednej, a które do drugiej kobiety. Dodatkowo pani, o której jest mowa, cierpiała na demencję. Nie sposób było nawiązać z nią kontaktu. Gdy wkrótce doszło do pogorszenia się jej stanu i gdy sami wezwaliśmy pogotowie, niestety omyłkowo przekazaliśmy ratownikom dokumentację przypisaną do innej pacjentki. Zaznaczam jednak: nam niezwykle trudno było ustalić jej personalia

Pracownicy izolatorium próbowali skontaktować się z domem opieki w Zielonkach-Parceli, skąd przyjechały pacjentki, ale tam nikt nie odbierał telefonu. Magdalena Stolarczyk przeprosiła za zaistniałą sytuację, tłumacząc jednocześnie, że to nie z winy jej placówki do doszło to tej fatalnej pomyłki. Zaapelowała też, by "starsze osoby, z demencją, z którymi nie da się nawiązać kontaktu, powinny zawsze być wyposażane w specjalne opaski z imieniem i nazwiskiem, tak jak ma to miejsce np. w szpitalach" (cytat za: Onet.pl). 

RadioZET.pl/Onet.pl