Michał Tomaszkiewicz: Żyjemy w kosmicznie ciekawych czasach. Jakiej rewolucji jesteśmy świadkami?
Prof. Grzegorz Wrochna: Jest to rewolucja, która wynika z rozwoju technologii. Satelita, który kiedyś był wielkości autobusu, dziś może być wielkości pudełka na buty i potrafi znacznie więcej. Satelity telekomunikacyjne, satelity nawigacyjne, satelity do optycznej i radarowej obserwacji Ziemi dzisiaj mogą mieć znacznie mniejsze wymiary i mogą być w związku z tym produkowane nie tylko przez wielkie agencje kosmiczne i ogromne koncerny, lecz także przez małe start-upy. Dzisiaj nawet studenci samodzielnie budują satelity i wysyłają na orbitę.
Często bardziej opłaci się wysłać konstelację małych satelitów niż jednego dużego, ponieważ nawet gdy jeden z nich się zepsuje, to pozostałe wykonują swoje zadania, a w przypadku dużego satelity czasem awaria jednej malutkiej części powoduje, że miliony dolarów po prostu „lecą w kosmos”.
Dzięki temu można stosować gotowe elementy, wykorzystywane już do innych, bardziej tradycyjnych zastosowań, nie tylko specjalnie zakwalifikowane do misji kosmicznych, co znacznie obniża koszty. Buduje się taniej i szybciej. To, co dziś obserwujemy, przypomina trochę sytuację z internetem na przełomie wieków, kiedy narzędzia, które początkowo były wykorzystywane do celów militarnych, potem w bankowości, niemalże z roku na rok stały się dostępne dla wszystkich.
Działalność w sieci stała się jedną z największych gałęzi gospodarki na świecie. Dzisiaj także kosmos jest użytkowy, te zastosowania rozwiązań komicznych w życiu codziennym, powodują że to już nie tylko marzenia, badania naukowe, zdobywanie planet, lecz przede wszystkim otaczająca nas na każdym kroku technologia. To sprawia, że coraz więcej pieniędzy prywatnych jest inwestowane w technologie kosmiczne i powstaje już prawdziwy rynek kosmicznych usług i produktów. Ten trend, na który składają się wszystkie wymienione elementy doczekał się własnej nazwy, mówimy o zjawisku „New Space” albo „Space 4.0”.
Jeszcze niedawno nie mogliśmy się pochwalić polskim satelitą, a dziś w kosmosie krąży już nawet polska mini-konstelacja. Jak wygląda polska obecność na orbicie?
Już 10 polskich satelitów znajduje się nad naszymi głowami, wcześniej było jeszcze kilka, które zakończyły swój żywot, kilka polskich przedsiębiorstw ma plany wystrzelenia swoich satelitów i to nie pojedynczych, tylko mniejszych lub większych konstelacji. Ten rynek bardzo szybko się rozwija. Studenci z Politechniki Warszawskiej także przygotowują już trzeciego satelitę, który zostanie wyniesiony w kosmos w celach badawczych. Start zaplanowano na 2023 rok.
Nanosatelita skonstruowany przez SatRevolution
Jakie szanse „New Space” otwiera przed polskimi przedsiębiorstwami?
Obecna sytuacja przypomina sytuację z polską bankowością. Byliśmy bardzo zapóźnieni pod tym względem, ale dzięki temu, iż otwierając się na świat zderzyliśmy się z wkraczającą zaawansowaną technologią, przeskoczyliśmy od razu bankowość okienkową, czekową i przeszliśmy do bankowości internetowej i kart płatniczych. Dzięki temu polski system bankowy jest dużo bardziej nowoczesny niż systemy wielu państw Europy Zachodniej.
U nas każda karta płatnicza działa wszędzie, natomiast jak pojedziemy w podróż do innych europejskich krajów, chociażby do Niemiec czy Francji, to to już nie jest regułą. Myślę, że podobnie może stać się z technologiami kosmicznymi. Już to obserwujemy. Wielkie agencja kosmiczne będą ciągle zajmowały się misjami najbardziej wymagającymi, najdroższymi, do odległych planet czy też lotami załogowymi, a w tym czasie małe przedsiębiorstwa zaczynają sukcesywnie zajmować kosmos użytkowy i ten trend rozwija się bardzo szybko.
Myślę, że za kilka lat będziemy mieć na orbicie nie 10, lecz 100 polskich satelitów. Jeśli nie więcej
Nasz polski biznes nie pozostaje w tyle, także na ten rynek coraz ambitniej wchodzą polskie firmy, zwłaszcza małe i średnie przedsiębiorstwa. Tutaj jesteśmy w czołówce, jeśli chodzi o małe satelity. Polskie przedsiębiorstwa mają dalekosiężne plany. Myślę, że za kilka lat będziemy mieć na orbicie nie 10, lecz 100 polskich satelitów. Jeśli nie więcej.
Obniża się także znacznie koszt dostawy satelitów na orbitę, między innymi dzięki SpaceX i rakietom wielorazowego użytku. Co taka zmiana oznacza dla dostępności niskiej ziemskiej orbity?
O ile wykonać satelitę jest dzisiaj stosunkowo łatwo, o tyle wąskim gardłem jest wyniesienie go na orbitę. To rzeczywiście była domena wielkich agencji, ale monopol ten łamany jest między innymi przez firmę SpaceX. W Europie jest niestety gorzej - mamy duże francuskie rakiety Ariane, niezbędne tych dalekich, wielkich misji, jednak takich lotów może być tylko kilka w roku i są bardzo kosztowne. Dlatego trzeba szukać tutaj nowych technologii i pomysłów na to, jak nasze polskie satelity będą dostarczane na orbitę. Z Polski nie możemy niestety startować pionowo w górę, bo poszczególne człony rakiety mogłyby spaść w niewłaściwym miejscu, a Bałtyk jest zbyt mały, żeby tę przestrzeń zapewnić. Oznaczałoby to, że fragmenty rakiet mogłyby spadać na terytoria sąsiednich krajów, na co z powodów bezpieczeństwa ludności nie można pozwolić.
W ostatnich latach rozwinięto technologię startów poziomych, kilka przedsiębiorstw już takie możliwości oferuje, inne nad nimi pracują. Niedawno miałem przyjemność podpisania listu intencyjnego z Virgin Orbit, która właśnie taką technologią dysponuje i wyniosła już na orbitę polskie satelity. Myślimy o zastosowaniu tej technologii dla naszego kraju i – co ważne – z terytorium naszego kraju. Rakietę orbitalną podczepia się pod skrzydło samolotu, w tym przypadku Boeinga 747, który startuje z lotniska, na przykład z Polski i przemieszcza się nad bezpieczny obszar, w naszym przypadku Morze Północne. Stamtąd rakieta, z wysokości przelotowej 10 km i z prędkością początkową 600 km/h, wystrzeliwana jest już na orbitę.
Na początku korzystalibyśmy całkowicie z technologii Virgin Orbit, nawet naziemne wyposażenie lotniska byłoby przywiezione przez przedsiębiorstwo, natomiast stopniowo chcemy tę technologię przejmować. Zaczniemy od wyszkolenia polskiego pilota, potem od zbudowania naszej własnej aparatury naziemnej, a gdyby się okazało, że samolot jest wąskim gardłem, to Polska mogłaby taki kupić i odpowiednio wyposażyć, żeby zapewnić odpowiednio dużą liczbę startów z naszego kraju.
Myślimy o wynoszeniu na orbitę nie tylko polskich satelitów, lecz także o świadczeniu takich usług dla naszego regionu, na przykład krajów Trójmorza. Polska mogłaby oferować takie usług po kosztach znacznie niższych, niż trzeba ponieść przy korzystaniu z tradycyjnych, dużych rakiet, a jednocześnie dobrze na tym zarabiać.
Na kiedy zaplanowany jest pierwszy start?
Już za chwilę. Chcielibyśmy już pod koniec lata 2023 roku taki pierwszy start z Polski zrealizować. Harmonogram jest napięty, ale to realna data. Rozmawiamy nie tylko z Virgin Orbit, konkurencja zawsze jest pożyteczna, jeśli chodzi o rozwój technologii. Chcemy, żeby to był prawdziwy konkurencyjny rynek, w którym korzystać będzie można z usług także polskich przedsiębiorstw. Kilka podmiotów w Polsce prowadzi już prace nad rakietami do startu pionowego, na razie tylko do lotów suborbitalnych, gdyż takie można byłoby z Polski wykonywać.
Chcielibyśmy już pod koniec lata 2023 roku taki pierwszy start z Polski zrealizować
Taka rakieta przekracza linię Kármána, czyli umowną granicę kosmosu 100 km ponad powierzchnią Ziemi, ale bez wchodzenia na orbitę. Rakieta w locie swobodnym, spadając, po wyłączeniu silników, zapewnia stan nieważkości na kilka minut, co umożliwia przeprowadzanie rozmaitych eksperymentów technologicznych, a nawet biologicznych, w warunkach mikrograwitacji. Znacznie taniej, niż wynosiłoby umieszczenie eksperymentu na orbicie. Polskie instytuty rozwijają takie technologie i mamy nadzieję, że już za kilka lat takie starty będą mogły się odbywać z terenu naszego kraju.
Oczywiście te przedsiębiorstwa mają także ambicje zbudowania rakiet orbitalnych, te jednak pionowo mogłyby startować tylko z zagranicznych kosmodromów, z terenów, gdzie nie ma problemu gęstego zaludnienia i upadku członu rakiety na tereny zamieszkałe.
Jakie oznacza to ograniczenia dla ładunków wystrzeliwanych z Polski poziomo?
Oczywiście jest ograniczona wielkość i masa ładunków, jakie mogą być wyniesione, ale tak jak mówiliśmy na początku, satelity stają się coraz mniejsze i lżejsze, więc stopniowo przestaje to być problemem. W zależności od wysokości orbity, Virgin Orbit potrafi wynieść 300 - 500 kg. Szef przedsiębiorstwa obrazowo przedstawił te możliwości; w jednym starcie można by wynieść pralkę i lodówkę.
To przekłada się na możliwości wyniesienia kilku, a nawet kilkudziesięciu satelitów. Najmniejsze CubeSaty to kostki o wymiarach 10 na 10 na 10 centymetrów. I potrafią naprawdę dużo - mogą mieć na pokładzie na przykład aparaturę do obrazowania Ziemi. Średnio podczas dotychczasowych lotów wynoszonych było po 6-8 średniej wielkości satelitów. W tym także pochodzące z Polski. Nie stanowi to więc ograniczenia, no chyba że chcielibyśmy skonstruować i wysłać na orbitę geostacjonarną dużego satelitę telekomunikacyjnego. Wtedy musielibyśmy skorzystać ze standardowej technologii, ale to daleko przed nami.
Popularne w magazynie
W Polsce mamy już rynek kosmiczny, pierwsza spółka weszła na giełdę, na rynek New Connect. Polskie firmy budują kolejne satelity, kto zdąży zbudować satelitę na pierwszy start z Polski w sierpniu, ten poleci. To nie jest tak, jak w "starym kosmosie", że agencja miała zaplanowane wszystko na 30 lat do przodu. W takiej perspektywie będziemy planować udział w międzynarodowych misjach na Księżyc i Marsa, natomiast wysyłanie małych satelitów telekomunikacyjnych czy obserwacyjnych to kwestia planów poszczególnych przedsiębiorstw.
POLSA chce umożliwić wynoszenie ładunków na orbitę „od ręki”, gdy będzie taka potrzeba. Oczywiście wspieramy te podmioty i staramy się im pomagać budować konsorcja, gdyż często jedno przedsiębiorstwo nie jest w stanie zbudować czegoś znacznie bardziej ambitnego i trzeba do tego współpracy kilku podmiotów komercyjnych, instytutów i uczelni. Staramy się także pomagać we włączaniu tych przedsiębiorstw w łańcuchy dostaw przy większych projektach, realizowanych z ESA i NASA, w zależności od tego jakie plany i ambicje mają poszczególne podmioty.
Jakimi sukcesami w podboju kosmosu może pochwalić się Polska?
Od ponad 50 lat polska aparatura lata w kosmos. Naliczyliśmy ponad 80 misji, w których wykorzystywano opracowane i zbudowane w naszym kraju urządzenia. To były najczęściej urządzenia pomiarowe czy badawcze. Przykładem jest misja Cassini-Huygens, gdzie sensor do pomiaru temperatury i przewodnictwa cieplnego w 2005 roku wylądował na Tytanie, księżycu Saturna. Nasza aparatura była nie tylko na Marsie, na przykład z lądownikiem InSight, lecz także w znacznie dalszym kosmosie. Kolejne misje są już planowane, takie jak na przykład Solar Orbiter, która zmierza już w kierunku Słońca, rozmaite ekspedycje Europejskiej Agencji Kosmicznej i NASA. Ostatnio amerykańska agencja koordynowała polski wkład w misję Gamov Explorer, satelitę mierzącego promieniowanie gamma dochodzące z bardzo odległych źródeł.
Polska flaga na Marsie na lądowniku InSight. Znajduje się on na Czerwonej Planecie od 26 listopada 2018 r.
Będziemy realizować wiele przedsięwzięć w ramach Europejskiej Agencji Kosmicznej ESA, której Polska jest członkiem, otwieramy się także na intensyfikację współpracy z NASA, na dalekie misje badawcze. Przedstawiliśmy nasze możliwości, poznaliśmy amerykańskie plany i na przełomie czerwca i lipca odbędą się warsztaty, gdzie eksperci z Polski i NASA stworzą mapę współpracy na najbliższe lata.
Polska przystąpiła do deklaracji Artemis Accords, co oznacza, że będziemy uczestniczyć w powrocie człowieka na Księżyc i zbudowania na nim stałej bazy. Z czasem będzie to przyczółek dla misji załogowych na Marsa, przed Polską więc ogromna szansa. Wchodzimy do programu na samym początku, w lipcu odbędzie się dyskusja nad priorytetami dla Artemis, oczywiście weźmiemy w nich udział i mamy nadzieję, że uda nam się zapewnić bardzo ciekawy i ambitny wkład w to ogromne przedsięwzięcie.
Jaka jest polska specjalność w podboju kosmosu? Jakie kompetencje POLSA chciałaby w naszym kraju rozwinąć?
W nieco dalszej przyszłości możemy spodziewać się misji górniczych na asteroidy, najpierw jednak czeka nas pozyskiwanie surowców z Księżyca, gdyż takie przedsięwzięcia mają możliwość osiągnięcia opłacalności w stosunkowo niedługim okresie.
Budowanie stałych baz na Księżycu wymagać będzie wykorzystania materiałów zdobytych na miejscu, nie zaś przywożenia wszystkich urządzeń z Ziemi. W związku z tym na Srebrnym Globie trzeba będzie niezbędne surowce odnaleźć, zidentyfikować i pozyskać. Do roku 2030 na Księżyc zaplanowano już około 70 różnych misji z wielu krajów, zapowiada się więc, że będzie to bardzo dobry biznes.
Myślimy o wysłaniu technologicznej misji, w postaci niewielkiego, ważącego około 10 kg łazika, który miałby aparaturę zdolną do pobierania i analizowania próbek. Łazik miałby odpowiednią autonomię dzięki sztucznej inteligencji, która jest jedną z polskich specjalności. To bardzo ciekawy projekt, który można zrealizować nawet w przeciągu siedmiu lat - co oznaczałoby, że polski pojazd, wykonany w całości siłami naszych polskich przedsiębiorstw, mógłby jeździć po Księżycu jeszcze przed końcem obecnej dekady. Taka misja mogłaby być zalążkiem opracowywania technologii, które będą niezbędne w kosmicznym górnictwie na dużą skalę.
Czy dzięki uczestnictwu w misji Artemis na Księżyc poleci Polak?
Tak, liczymy na to, że będziemy mieli polskich astronautów, po pierwsze dzięki współpracy z ESA, która ogłosiła nabór. Z całej Europy zgłosiło się 23 000 osób, z Polski ponad 500, do drugiego etapu dostały się 22 osoby z Polski, co na tle innych krajów wygląda bardzo dobrze. Mamy nadzieję, że do tych kilku osób, które polecą w ramach misji ESA na orbitę, na Międzynarodową Stację Kosmiczną, dołączy również Polka lub Polak.
To znakomita karta przetargowa do rozmów z NASA na temat przyszłej eksploracji Księżyca i wysłania do mającej tam powstać bazy Polaka
To pokazuje, że u nas są ludzie o odpowiednich kwalifikacjach, kompetencjach, warunkach psychofizycznych i co najważniejsze - chcą brać udział w kosmicznych misjach załogowych. To znakomita karta przetargowa do rozmów z NASA na temat przyszłej eksploracji Księżyca i wysłania do mającej tam powstać bazy Polaka. To trochę dalsza perspektywa - kwestia kilkunastu, może 20 lat.
Kim jest dziś Polak, który może polecieć na Księżyc? Co powinien zrobić, żeby otrzymać taką szansę?
Przyjrzymy się naborowi, który robi ESA, bo to będzie znakomity trening przed przyszłym naborem członków misji na Księżyc. Zgłosić się mógł prawie każdy, pod warunkiem oczywiście spełniania kryteriów wiekowych i zdrowotnych. Mile widziana była pasja czy praca kształtująca odporność na stres i pomagająca wytworzyć umiejętność radzenia sobie w trudnych, nieprzewidzianych sytuacjach - na przykład lotnictwo, żeglarstwo czy alpinistyka.
Były tez przeprowadzane testy, które ja bym nazwał nawet mentalnymi torturami - uczestnicy opowiadali mi, że przykładowy sprawdzian polegał na podawaniu ciągu liczb o nieznanej długości, a zadaniem kandydata było podanie po przerwaniu dyktowania sześciu ostatnich w odwrotnej kolejności. Trzeba się więc odznaczać nie tylko sprawnością fizyczną, lecz także umiejętnościami umysłowymi. Astronauci muszą umieć rozwiązywać problemy, które nie były przewidziane czy ćwiczone. To jest bardzo dokładnie, na różne sposoby, sprawdzane podczas naboru kandydatów.
Żeby polecieć na Księżyc w przyszłości, trzeba być dziś studentem i zacząć odpowiednio budować swoją karierę. Chciałbym tu jeszcze wskazać na jedną ważną rzecz - na Księżyc poleci może jedna, dwie osoby z Polski. To samo w misjach ESA. Praca w sektorze kosmicznym gwarantuje, że to urządzenie, które się opracuje, czy to mechanizm, czy przyrząd, czy oprogramowanie, poleci w kosmos i to nie tylko na orbitę czy na Księżyc, lecz także na Marsa czy na satelity gazowych olbrzymów, a może nawet dalej. Dla mnie to właśnie to jest najbardziej pasjonujące. Zachęcam do podjęcia kariery w sektorze kosmicznym, to jest naprawdę ogromne przeżycie, że dzieło naszych rąk i naszego umysłu, nasze „dziecko”, może dolecieć gdzieś daleko w kosmos, gdzie żaden człowiek dolecieć, przynajmniej na razie, nie może.
Żeby polecieć na Księżyc w przyszłości, trzeba być dziś studentem i zacząć odpowiednio budować swoją karierę
Jakie atuty ma Polska w dziedzinie podboju kosmosu? Jakie są nasze silne strony?
Na pewno w misjach na Księżyc w ramach programu Artemis wysyłalibyśmy naszą aparaturę, bo to jest jedna z naszych specjalności. Wynika to stąd, że nasz sektor kosmiczny rodził się w instytucjach badawczych, na uczelniach, przedsiębiorstwa pączkowały z tych instytutów i dlatego właśnie polska aparatura badawcza i pomiarowa jest tak ceniona na świecie, że zabierana jest na misje w przestrzeń kosmiczną. To nasza pierwsza specjalność, drugą jest robotyka, na urządzenia do wbijania się w kometę Churyumova-Gerasimenko w ramach misji Rosetta-Philae czy w powierzchnię Marsa w lądowniku InSight.
Dziełem polskich inżynierów są także mechanizmy rozwijające panele słoneczne, anteny na orbicie, ramiona, chwytaki - takie konstrukcje nasze polskie przedsiębiorstwa i instytuty potrafią robić i robią na potrzeby misji ESA czy NASA. Mamy także duże kompetencje w dziedzinie sztucznej inteligencji - w rozmowie z Jet Propulsion Laboratory, podmiotem odpowiedzialnym w NASA za duże misje kosmiczne, okazało się, że Amerykanie bardzo takich umiejętności potrzebują, a nasi eksperci byliby tam bardzo mile widziani w obszarach wykorzystania sztucznej inteligencji.
Polacy specjalizują się także w obsłudze danych generowanych przez satelity, a przez to że przybywa ich w bardzo szybkim tempie, mówimy już o konieczności zabezpieczenia petabajtów informacji. Nasze przedsiębiorstwa obsługują jedno z czterech centrów danych ESA, systemu Copernicus, Polacy wygrali także przetarg na niemieckie narodowe centrum danych satelitarnych. Wchodzą też na rynki innych krajów.
W przyszłości chcemy stworzyć narodowy system informacji satelitarnej, gdzie różne przedsiębiorstwa i instytuty będą mogły oferować rozmaite produkty i usługi bazujące na tych danych. W zeszłym roku nasza agencja ogłosiła przetarg na takie prototypowe usługi i produkty, mamy już ortofotomapę Polski, mapę zmian na powierzchni Polski, mapy wilgotności, coraz więcej tego typu zamówień oferujemy. W przyszłości będzie to bardzo bogate centrum danych, z mnóstwem rozmaitych produktów i serwisów oferowanych z wykorzystaniem danych satelitarnych optycznych i radarowych.
Amerykanie bardzo takich umiejętności potrzebują, a nasi eksperci byliby tam bardzo mile widziani w obszarach wykorzystania sztucznej inteligencji
To są te specjalności, które najbardziej rzucają się w oczy, ale to nie znaczy, że nie mamy innych sukcesów - na przykład zasilaczy czy paneli słonecznych. W Polsce rozwija się bardzo dużo technologii nie sposób jest wskazać, jedną, dominującą specjalizację. Dziś, w „Nowym Kosmosie”, najważniejszy jest pomysł, i jeśli jakieś przedsiębiorstwo dobrze się wstrzeli z ideą wykorzystania nowej technologii, to może być takim czarnym koniem wyścigu, który nagle zdobędzie światowe rynki.
Czy Polska stanie się kosmiczną potęgą?
Znowu odwołam się do analogii z internetem. To już nie jest tak, że ekonomicznie liczy się w nim tylko kilka krajów. Oczywiście są duże korporacje, które ewidentnie są na czele światowej listy, ale tak naprawdę całkowite obroty różnych usług i produktów związanych z Internetem to są biliony dolarów, i na tym rynku są także mniejsi gracze, którzy potrafią odnosić duże sukcesy. To samo będzie się działo z technologiami kosmicznymi. To nie będzie tak, że my czy inne państwo zajmie dominującą pozycję.
Rozwój będzie następował we wszystkich krajach równolegle i będzie mnóstwo przedsiębiorstw, które będą na tym zarabiały. Na pewno nie zostaniemy w tyle, bo już widać, że u nas ten rynek powstaje i doskonale się rozwija, ale największą nadzieją dla mnie są młodzi ludzie. Przy Polskiej Agencji Kosmicznej mamy Radę Studentów, którzy działają w kołach naukowych na uczelniach i budują rakiety czy łaziki marsjańskie wygrywające światowe zawody. Jestem spokojny o to, że sektor kosmiczny w Polsce naprawdę mocno się rozwinie.
Rewolucja w dostępie do przestrzeni kosmicznej to szansa dla młodych agencji, takich jak POLSA, która powstała 8 lat temu, a nie 50 czy 70, więc startujemy do roli koordynującej. Nie musimy powtarzać całej historii NASA, nie musimy budować naszych wielkich satelitów, od razu możemy zając się wspomaganiem sektora prywatnego i w ten sposób znacznie bardziej efektywnie polski sektor rozwijać.
Dziś kosmos stał się użytkowy, nie rezygnując z zachwytu nad jego pięknem, możemy robić naprawdę duży biznes, rozwijając tę gałąź gospodarki w Polsce. A jak bardzo te technologie kosmiczne są potrzebne, uzmysławia nam tragiczna sytuacja w Ukrainie. Widzimy, że w takich kryzysach, łączność satelitarna jest często jedyną dostępną, że nawigacja satelitarna jest kluczowa dla wszystkich operacji, że obserwacje satelitarne pozwalają nam śledzić poruszanie się nawet pojedynczych pojazdów.
My z tych wszystkich technologii korzystamy dziś na co dzień, na przykład w rolnictwie czy meteorologii, i tak się do nich przyzwyczailiśmy, że nie zauważamy że są to technologie kosmiczne, wykorzystujące satelity. Sytuacja w Ukrainie pokazuje, że posiadanie takich możliwości to jest nie tylko realizacja marzeń i aspiracji, to jest konieczność wymagana przez potrzebę suwerenności kraju i nasze bezpieczeństwo. To droga do naszego dobrobytu. Kosmos już stał się w Polsce codziennością, w przyszłości ma szansę stać się gałęzią gospodarki przynoszącą kosmiczne, a może i astronomiczne dochody.
Prof. Wrochna (w środku) podczas wizyty w kompleksie startowym Virgin Orbit
Prof. dr hab. Grzegorz Wrochna - w latach 2011-2015 był dyrektorem Narodowego Centrum Badań Jądrowych w Świerku. W 2019 został powołany na stanowisko podsekretarza stanu w Ministerstwie Nauki i Szkolnictwa Wyższego. W 2021 objął stanowisko prezesa POLSA. W 2015 roku został odznaczony Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski za wybitne osiągnięcia w pracy naukowo-badawczej i dydaktycznej w dziedzinie fizyki i techniki jądrowej oraz za zasługi dla gospodarki narodowej. W 2018 roku otrzymał francuski Krzyż Komandorski Orderu Palm Akademickich, a w 2019 Medal Stulecia Odzyskanej Niepodległości.