Zamknij
Od hegemona do outsidera. Boris Johnson, czyli kapitan tonącego statku
Premier Wielkiej Brytanii Boris Johnson obronił swoje stanowisko.
fot: No. 10 Downing Street/Xinhua News/East News

Od hegemona do outsidera. Boris Johnson, czyli kapitan tonącego statku

Mateusz Kapera
Mateusz Kapera Redaktor Radia Zet
17.06.2022 11:10

Premier Wielkiej Brytanii Boris Johnson niewątpliwie jest rekordzistą. W 2019 roku Partia Konserwatystów, której jest liderem, w wyborach do Izby Gmin osiągnęła najlepszy wynik od czasów zwycięskiej passy Margaret Thatcher. Charyzmatyczny polityk zapisał się też w niechlubnej księdze rekordów. Jest jedynym premierem Zjednoczonego Królestwa, który otrzymał mandat karny. To nie wszystko. W niedawnym głosowaniu nad wotum nieufności otrzymał od swojej partii mniejsze poparcie niż Theresa May, którą w 2018 roku również próbowano odwołać ze stanowiska szefa rządu.

Londyn, obchody jubileuszu 70-lecia panowania królowej Elżbiety II. Pod katedrą Świętego Pawła gromadzi się tłum zwolenników brytyjskiej monarchini. Siłą rzeczy większość osób to konserwatyści. Nagle pojawia się premier Boris Johnson i ludzie zaczynają buczeć. Jak to się stało, że szef rządu Wielkiej Brytanii oraz lider Partii Konserwatywnej nie jest lubiany nawet przez zwolenników prawicy?

Imprezy na Downing Street w środku pandemii

W grudniu ubiegłego roku brytyjski dziennik “The Guardian” publikuje zdjęcie premiera ze współpracownikami w ogrodzie na Downing Street. Sfotografowane towarzystwo na małej przestrzeni pije wino i częstuje się jedzeniem. Niby nic dziwnego, ale gdy okazuje się, że zdjęcie wykonano w maju 2020 roku wybucha skandal. To przecież wtedy Wielka Brytania, i nie tylko, zmagała się kryzysem związanym z pandemią COVID-19. W dzień kiedy na Wyspach zmarło 166 osób po zakażeniu się koronawirusem Boris Johnson wraz z grupą około 40 osób imprezował w ogrodach swojej rezydencji. Natomiast zwykli Brytyjczycy nie mogli wychodzić z domów, a za złamanie restrykcji groziły surowe kary.

Tuż po publikacji “Guardiana” kancelaria Johnsona zapewniała, że było to spotkanie służbowe, a obecność na nim żony premiera była spowodowana tym, że Carrie Johnson tam po prostu mieszka. Dopiero niespełna miesiąc później premier Wielkiej Brytanii przyznał się oficjalnie do uczestnictwa w imprezie i przeprosił za to.

- Wszedłem do ogrodu tuż po godzinie 18, aby podziękować pracownikom. 25 minut później wróciłem do biura, by kontynuować pracę - powiedział Johnson w parlamencie.

Opozycja wyśmiała słowa premiera i przypominała, że media donosiły wcześniej o bożonarodzeniowych uroczystościach na Downing Street w grudniu 2020 roku, gdy również obowiązywały restrykcje koronawirusowe. Nie było jednak na to twardego dowodu, jak w przypadku imprezy w ogrodzie. Premiera pogrążyło jednak nagranie, które wyciekło do telewizji ITV. Można na nim zobaczyć próbę konferencji prasowej, podczas której rzeczniczka prasowa Allegra Stratton odpowiada na pytania dotyczące imprezy. W pewnym momencie śmiejąc się mówi: “To fikcyjne przyjęcie było spotkaniem służbowym, nie zachowywano zasad dystansu społecznego”. Brytyjskie media całą sytuację skomentowały krótko: “katastrofa”, a Allegra Stratton zrezygnowała ze stanowiska.

Sondaże wskazywały, że większość Brytyjczyków chce dymisji Johnsona po ujawnionym nagraniu i artykule “Guardiana” opatrzonego zdjęciem z imprezy w ogrodzie przy Downing Street. Premier był również oskarżany o kłamstwa w sprawie afery nazywanej na Wyspach “Partygate”. Dlatego, gdy kilka tygodni później “The Daily Telegraph” napisało o dwóch przyjęciach w budynkach kancelarii premiera zorganizowanych dzień przed pogrzebem księcia Filipa - męża królowej Elżbiety II - reakcja była bardziej zachowawcza. Otoczenie premiera nie zaprzeczyło doniesieniom dziennikarzy, którzy opisali, że 16 kwietnia 2021 roku na Downing Street miała miejsce dwie imprezy. W czasie, gdy wciąż obowiązywały restrykcje COVID-owe zorganizowano pożegnanie dyrektora komunikacji w kancelarii premiera oraz osobistego fotografa Johnsona. 

Mimo, że na obu przyjęciach nie było Borisa Johnsona to sprawa wywołała oburzenie. Wszystko za sprawą zdjęcia, które ukazywało osamotnioną królową Elżbietę w kościelnej ławie podczas pogrzebu księcia Filipa, który odbywał się w reżimie sanitarnym. Brytyjczyków rozwścieczyło to, że królowa musiała w samotności przeżywać śmierć swojego męża, podczas gdy pracownicy premiera w skandaliczny sposób łamali obostrzenia. Downing Street niezwłocznie przeprosiło Pałac Buckingham i wyraziło głęboki żal.

EN_01473339_3083
fot. pool PA/Associated Press/East News

To nie był jednak koniec fatalnej medialnej passy Borisa Johnsona. Pod koniec stycznia telewizja ITV News podała, że w czerwcu 2020 roku, gdy niezmiennie obowiązywał lockdown, premier Wielkiej Brytanii miał imprezę urodzinową, w której udział brało około 30 osób. To był kolejny cios dla kancelarii Johnsona po tym, jak kilka tygodni wcześniej “The Daily Mirror” rozpisywało się o alkoholowych spotkaniach odbywanych w każdy piątek tygodnia bez względu na restrykcje koronawirusowe.

To przelało czarę goryczy. Konserwatywni posłowie zaczęli głośno się zastanawiać nad wotum nieufności wobec premiera, a londyńska policja wszczęła śledztwo w sprawie licznych imprez na Downing Street, podczas których łamano zasady pandemiczne.

Lider Partii Pracy Keir Starmer wezwał w parlamencie Borisa Johnsona do dymisji w związku z aferą “Partygate”, ale premier stanowczo odmówił. Nieugięta postawa Johnsona nie uchroniła go jednak przed odejściem kilku wieloletnich współpracowników i utratą poparcia w sondażach. Czarne chmury nad głową premiera Wielkiej Brytanii zwiastował raport urzędniczki cywilnej Sue Gray w sprawie imprez na Downing Street, który wkrótce miał być opublikowany. Nastroju premierowi nie poprawił na pewno sondaż przeprowadzony na zlecenie “The Independent”, w którym prawie połowa Brytyjczyków opowiedziała się za dymisją Borisa Johnsona niezależnie od… wyników raportu.

Powodów do zadowolenia nie przyniosło również śledztwo policji metropolitalnej. W kwietniu premier Wielkiej Brytanii oraz kanclerz skarbu Rishi Sunak zostali ukarani mandatami za udział w imprezach przy Downing Street w czasie lockdownu z powodu koronawirusa. Policja poinformowała, że prowadzone dochodzenie w sprawie możliwego złamania restrykcji COVID-owych dotyczy dwunastu zdarzeń.

Wojna odwraca uwagę od problemów Johnsona

Oczekiwanie na raport Sue Gray w sprawie łamania obostrzeń pandemicznych, to nie był jedyny zawrót głowy premiera Zjednoczonego Królestwa. Wciąż rząd torysów obciążały skandale korupcyjne, rosnąca inflacja, czy coraz trudniejsza pobrexitowa rzeczywistość. Inwazja Putina na Ukrainę zwiastowała kolejne problemy, bo sankcje zachodu na Rosję odczuwalne były również w Wielkiej Brytanii. Energetyka tego kraju jest w znaczącej części oparta na gazie.

Kryzys wokół Johnsona zrodził dyskusję o nowym premierze i liderze Partii Konserwatywnej. Na liście pojawiły się nazwiska kanclerza Rishin Sunaka i ministra spraw zagranicznych Liz Truss. Sam Boris Johnson do dymisji nie zamierzał się podać, ale mogła do tego zmusić go sama partia. Aby mogło do tego dojść 54 parlamentarzystów Partii Konserwatywnej musiałoby zawnioskować o wotum nieufności dla premiera. Wtedy wszystko wyjaśniłoby się w niejawnym głosowaniu. Pocieszający dla Johnsona był fakt, że zgodnie z regulaminem można zdecydować się na taki krok tylko raz w roku. Odciąganie tej decyzji w czasie niosło jednak ryzyko dla premiera. Doniesienia dziennikarzy wskazywały, że wciąż nie było wielu chętnych na obalenie Johnsona. Piętrzące się kłopoty torysów mogły jednak ten trend bardzo szybko odwrócić. Do odwołania premiera potrzebnych byłoby 180 głosów.

EN_01527116_1136
fot. -/AFP/East News

Nad Downing Street na chwilę pojawiło się słońce. Boris Johnson miał okazję, żeby się w nim ogrzać, bo wyniki dochodzenia urzędniczki cywilnej Sue Gray nie były gwoździem do jego trumny. Z raportu można było jedynie dowiedzieć się, ile tak naprawdę zorganizowano imprez w rezydencji premiera w czasie obowiązujących restrykcji. Bo o wnioskach nie warto wspominać. Brytyjczykom wytłumaczono, że nie wszystkie z 16 imprez powinny się odbyć. I tyle. Dla Johnsona kluczowe było jednak, aby wyniki raportu przekonały niezdecydowanych torysów.

Tylko chwilę oddechu miał Boris Johnson po publikacji rezultatów dochodzenia Sue Gray. Londyńska policja kontynuowała swoje śledztwo w sprawie imprez na Downing Street, z którego co rusz wypływały do mediów nowe informacje obciążające premiera. Johnson kolejny raz przepraszał Brytyjczyków, którzy wciąż nie byli pewni, czy ich przywódca nie okłamał Izby Gmin twierdząc, że nie wiedział o organizacji imprez w czasie lockdownu.

Wraz z inwazją Rosji na Ukrainę 24 lutego z głównych stron brytyjskich gazet spadł temat dotyczący kryzysu Borisa Johnsona i jego rządu. Media na Wyspach, jak i zresztą na całym świecie, skupiły swoją uwagę na wydarzeniach w Ukrainie. To dało nie tylko chwilę wytchnienia Johnsonowi, ale także okazję do pokazania się obywatelom, jako silny przywódca na trudne czasy. Wielka Brytania wsparła ukraińską armię pojazdami opancerzonymi, pociskami przeciwpancernymi, przeciwlotniczymi, a także dostarczyła drony, hełmy, czy kamizelki kuloodporne. Pomoc militarna była warta ponad 100 milionów funtów. Jednak dopiero to, co Johnson zrobił w kwietniu w Kijowie było fenomenalnym posunięciem ze względów wizerunkowych. Premier Wielkiej Brytanii złożył Wołodymyrowi Zełeńskiemu niezapowiedzianą wizytę w stolicy Ukrainy. Obaj przywódcy udali się na spacer ulicami Kijowa pokazując Putinowi, że niestraszne są im jego groźby. Na zachowaniu Johnsona zyskał nie tylko on sam, ale cała Ukraina i zachód.

Premiera Wielkiej Brytanii szybko na ziemię sprowadziła londyńska policja, która zakończyła śledztwo w sprawie imprez na Downing Street. Śledczy uznali, że Johnson świadomie złamał prawo i nie był w stanie przekonująco się z tego wytłumaczyć, dlatego został ukarany mandatem na kwotę 100 funtów. To nie był jednak największy problem premiera. Niekorzystny dla niego wynik policyjnego śledztwa oznaczał, że mógł złamać kodeks ministerialny. Na początku afery „Partygate” przekonywał Izbę Gmin, że na Downing Street były przestrzegane zasady pandemiczne.

Kolejny cios Boris Johnson otrzymuje w wyborach lokalnych w Anglii. Partia Konserwatywna utraciła na rzecz Partii Pracy władzę w Westminsterze – tam znajduje się siedziba parlamentu – i w Wandsworth. W obu dzielnicach torysi rządzili odpowiednio od 1964 i 1974 roku. O blamażu konserwatystów w wyborach samorządowych świadczy fakt, że samodzielnie rządzą w 12 okręgach mniej niż wcześniej.

EN_01520043_1736
fot. Ukrainian Presidential Press Office/Associated Press/East News

Pyrrusowe zwycięstwo Borisa Johnsona

Gdy królowa Elżbieta świętowała swój jubileusz po kątach szeptano o tym, że wkrótce odbędzie się sąd nad Borisem Johnsonem. Torysi nie chcieli jednak skandalu w czasie święta królowej, więc wstrzymali się z wnioskiem do przewodniczącego klubu Partii Konserwatywnej sir Grahama Brady’ego.

Klamka zapadła dzień po zakończeniu święta monarchini Wielkiej Brytanii. W poniedziałkowe przedpołudnie 6 czerwca sir Graham Brady poinformował, że wpłynęła do niego liczba wniosków wystarczająca do zwołania głosowania w sprawie wotum nieufności. Torysi wieczorem zebrali się, aby zdecydować o losie Borisa Johnsona. Większość zagłosowała jednak, aby pozostawić owianego złą sławą lidera Partii Konserwatywnej na stanowisku premiera Zjednoczonego Królestwa. Warto jednak odnotować, że ponad 40 proc. partii zagłosowało przeciwko swojemu liderowi.

Mimo że Boris Johnson obronił się w głosowaniu, to jego wynik na Wyspach jest uznawany za kompletną porażkę. Dziennikarze i eksperci nie spodziewali się, że aż tylu wrogów w swojej partii ma jej lider. Wskazują, że przed Borisem Johnsonem stoi bardzo trudne zadanie. Musi rządzić ze świadomością, że prawie połowa członków jego ugrupowania nie widzi w jego osobie przyszłości. A to nie jest dobry czas na lizanie ran. Z portfeli Brytyjczyków w zastraszającym tempie znikają pieniądze, czego powodem są wysokie rachunki za energię i rosnąca w szybkim tempie inflacja. Analitycy szacują, że na Wyspach poziom życia zaliczy największy spadek od lat 50. ubiegłego wieku. Z kolei Organizacja Współpracy Gospodarczej i Rozwoju stwierdziła, że w przyszłym roku wzrost gospodarczy Wielkiej Brytanii będzie zerowy, a więc gorzej będzie tylko w Rosji. To wszystko może wskazywać na to, że Boris Johnson nie bez przyczyny pozostał kapitanem… tonącego statku.

Mateusz Kapera
Mateusz Kapera

Dziennikarz RadioZET.pl. Śledzi tajemnicze powiązania w sferze polityki i biznesu. W weekendowym magazynie Radia ZET publikuje materiały dla czytelników ciekawych świata. Wcześniej dziennikarz programu Uwaga! TVN i krakowskich redakcji Polska Press. Były członek Stowarzyszenia MediaTory. Masz temat? Napisz: mateusz.kapera@radiozet.pl

Twitter: https://twitter.com/MateuszKapera

C