Zamknij

„Wyborcza”: Szefowa sztabu Dudy ugryzła mieszkańca w rękę. Jest ostra odpowiedź

22.02.2020 12:31
Jolanta Turczynowicz-Kieryłło
fot. ANDRZEJ IWANCZUK/REPORTER

Szefowa sztabu Andrzeja Dudy miała ugryźć w rękę jednego z mieszkańców Milanówka w trakcie kampanii przed wyborami samorządowymi w 2018 roku – informowała dziś stołeczna „Gazeta Wyborcza”. Jolanta Turczynowicz-Kieryłło w ostrych słowach skomentowała nagłośniony incydent. „Gazeta Wyborcza sięgnęła dzisiaj bruku. Stanęła po stronie damskiego boksera” – napisała na Twitterze.

Chcesz wiedzieć wszystko pierwszy? Dołącz do grupy Newsy Radia ZET na Facebooku 

Kampania prezydencka zaostrza się z każdym dniem. Na pierwszy ogień walki o głosy wyborców została rzucona Jolanta Turczynowicz-Kieryłło. Szefowej sztabu przypomniano dziś incydent, który mówi wiele o przedwyborczych emocjach w Polsce.

Zobacz także

„Wyborcza” wraca do wydarzeń z jesieni 2018 roku. Mecenas Turczynowicz-Kieryłło zaangażowała się wówczas w kampanię przed wyborami samorządowymi. Tuż przed głosowaniem, w trakcie ciszy wyborczej, doszło do incydentu. Kobieta twierdziła, że napadł ją nieznany mężczyzna, który zaczął ją dusić i szarpać. Relacja „podejrzanego” jest zupełnie inna – mieszkaniec Milanówka chciał zatrzymać kobietę rozrzucającą ulotki ośmieszające jednego z kandydatów.

W ferworze emocji i szarpaniny Turczynowicz-Kieryłło przyznała się do ugryzienia mężczyzny w rękę. Sposób przedstawienia wydarzeń przez dziennik uważa za skandaliczny.

Zobacz także

Szefowa sztabu Andrzeja Dudy odpowiedziała „Wyborczej” na artykuł przypominający tamte zdarzenie. - Gazeta stanęła po stronie przemocy przeciwko kobiecie – napisała na Twitterze. W innym wpisie dodała:

Gazeta Wyborcza sięgnęła dzisiaj bruku. Stanęła po stronie damskiego boksera przeciwko matce broniącej dziecko. Ukryła opinie lekarskie, że sprawca mnie dusił. Zataiła, że zaatakował nas zawodowy hejter, opisywany w mediach ogólnopolskich.

- dodała szefowa sztabu Andrzeja Dudy.

Później Turczynowicz-Kieryłło odniosła się natomiast do sprawy ulotek i rzekomego łamania ciszy wyborczej. Na Twitterze opublikowała zeznania jednego z funkcjonariuszy Straży Miejskiej, który przyjechał na miejsce awantury. "Kiedy przyjechaliśmy na miejsce na ul. Podleśnej zastaliśmy 3 osoby - kobietę z chłopcem i psem, których trzymał jakiś mężczyzna. Mężczyzna przytrzymywał te osoby za szyję. [...] Nie zauważyłem aby na ulicy leżały jakieś ulotki" - czytamy w zeznaniach strażnika.

Zobacz także

RadioZET.pl/Gazeta Wyborcza/Twitter