6-letnia kadencja Dudy? Koronawirus może wymusić stan nadzwyczajny [WYWIAD]

20.03.2020 07:53
Koronawirus a data wyborów. Wprowadzenie stanu nadzwyczajnego. Możliwe rozwiązania

Czy wybory prezydenckie odbędą się w maju? Czy konieczne będzie wprowadzenie stanu nadzwyczajnego w Polsce? O wpływie epidemii koronawirusa na wybory prezydenckie mówi dla portalu Radiozet.pl Kamil Stępniak, doktorant w Katedrze Prawa Konstytucyjnego i Systemów Politycznych na Wydziale Prawa Uniwersytetu w Białymstoku.

Chcesz wiedzieć wszystko pierwszy? Dołącz do grupy Newsy Radia ZET na Facebooku

Katarzyna Witwicka: Czy wybory 10 maja to realna wizja?

Kamil Stępniak: Przeprowadzenie wyborów w terminie to duży problem nie tylko dla Polski. Francja nie zdecydowała się na przełożenie pierwszej tury wyborów terytorialnych, co odbiło się na frekwencji.

Wyborcy niechętnie decydowali się na oddanie głosu mimo gwarancji środków bezpieczeństwa i higieny tj. maseczki, jednorazowe długopisy czy płyny do dezynfekcji. To nie przekonało Francuzów do tego, by wziąć udział w wyborach. Podobny scenariusz może mieć miejsce w Polsce.

Po pierwsze, wybory 10 maja raczej nie będą cieszyć się dużą frekwencją. Po drugie, będzie problem ze skompletowaniem składu obwodowych komisji wyborczych. Może zabraknąć chętnych do liczenia głosów i nadzorowania przebiegu głosowania.

Zobacz także

Sieci handlowe radzą sobie z zapewnieniem odpowiednich warunkach w dobie koronawirusa. A gdybyśmy przenieśli takie standardy do lokali wyborczych? Do budynku wyborcy wchodziliby rotacyjnie, członkowie komisji zachowywaliby od siebie bezpieczną odległość, drzwi byłyby otwarte by nie dotykać klamek, każdy dostałby swój długopis… To realny scenariusz?

Wydaje się, że jak najbardziej. Takie regulacje mogą być odgórnymi zaleceniami Państwowej Komisji Wyborczej, jeśli wybory odbyłyby się terminie. Nie można wykluczyć, że komisje w poszczególnych obwodach same wdrożą takie pomysły, co zostanie potraktowane jako inicjatywa oddolna.

Zastosowanie takich środków wydaje się na tyle nieinwazyjne, że nie powinno być problemu z ich wprowadzeniem. Pytanie tylko, czy nawet takie kroki przekonają wówczas Polaków do wyjścia z domu.

Poziom cyfryzacji naszego kraju raczej wyklucza głosowanie przez internet. 

Głosowanie elektronicznie obecnie odpada. Przygotowanie systemu do oddawania głosów to kwestia nawet kilku lat.

Mamy przykład Szwajcarii, która już końcem lat 90-tych zaczęła wdrażać taki system i trwało to prawie 10 lat. Szwajcaria już końcem ubiegłego stulecia mogła pochwalić się niemal 100-procentowym dostępem do komputerów z podłączeniem do sieci w gospodarstwach domowych.

Zobacz także

Daleko nam do tego wyniku nawet dziś. Główny Urząd Statystyczny wskazał, że w 2019 roku przynajmniej jeden komputer w domu posiadało nieco ponad gospodarstw domowych. Dostęp do internetu jest w nieco ponad 86 procentach domów.

Rozwój cyfryzacji w Polsce to fundament wdrożenia głosowania przez internet. Problemem jest także dostosowanie regulacji prawnych do takiej formy wyborów. Często przepisy nie nadążają za rozwojem technologii. Technicznie jednak jesteśmy w stanie w ciągu kilku lat umożliwić głosowanie przez internet, w tym roku jest to jednak niemożliwe.

A co z głosowaniem korespondencyjnym?

To w Polsce możliwe. W takim modelu wyborca otrzymuje pakiet wyborczy z kartą do glosowania pocztą do domu. Taka możliwość jest jednak adresowana wyłącznie do osób ze znacznym lub umiarkowanym stopniem niepełnosprawności.

Być może wystarczyłoby znowelizować tę ustawę, by inni też mogli w ten sposób głosować. Osoba niepełnosprawna może głosować także przez pełnomocnika.

Zobacz także

Są też osoby zdrowe, które z obawy przed koronawirusem nie chcą wychodzić z domu. Są też tacy, którzy są świadomi swojej obniżonej odporności i prewencyjnie będą chcieli głosować z domu.

Obawa związana z zarażeniem nie spowoduje, zgodnie z literą prawa, że będziemy mogli głosować korespondencyjnie. To możliwość przewidziana dla osób z niepełnosprawnościami. Jeśli większość wyborców zechciałaby głosować z domu, będziemy mieli kolejny problem związany z logistyką tego przedsięwzięcia.

Jest jeszcze jeden scenariusz, czyli przesunięcie daty wyborów. Jakie w tym przypadku rząd ma możliwości? 

Rząd może wówczas wprowadzić stan nadzwyczajny, czyli stan klęski żywiołowej, lub stan wyjątkowy. Zaczyna mówić się o tzw. trzeciej furtce, czyli art. 293 Kodeksu wyborczego. Mówi on o tym, że w przypadku braku kandydatów lub  jeśli kandydaturę zgłosi tylko jedna osoba, to wówczas Marszałek Sejmu ponownie zarządza wybory.

Przepis ten dotyczy zarówno sytuacji, gdy przez Państwową Komisję Wyborczą zostanie zarejestrowany wyłącznie jeden kandydat na urząd prezydenta, jak i takiej okoliczności, gdy po dokonaniu rejestracji wszyscy pozostali kandydaci wycofają chęć udziału w elekcji.

Jeśli zatem wszyscy politycy opozycyjny wycofaliby swoje kandydatury, to Marszałek Sejmu zobowiązany jest do rozpisania nowych wyborów. To dałoby nam kolejne kilka miesięcy na przygotowania do wyborów.

Zobacz także

To brzmi jak „ustawka” dla dobra narodu. Jednak to chyba mało realne z politycznego punktu widzenia.

Politycy musieliby ustalić wspólnie, że wycofują swoje kandydatury. Wydaje się to groteskowe, ale Kodeks wyborczy daje opozycji możliwość autonomicznego wpływy na wybory prezydenckie. Aczkolwiek wymaga to solidarności i porozumienia się mimo różnic politycznych.

 To bardziej korzystna opcja niż stan nadzwyczajny? Nie można będzie wówczas przeprowadzać wyborów, co umożliwi ich odroczenie i przygotowanie się do nich.

W świetle prawa możemy wyróżnić stan wojenny, stan wyjątkowy i stan klęski żywiołowej. Ten pierwszy możemy z góry wykluczyć. Gdzie z kolei zakwalifikować epidemię koronawirusa? Wśród specjalistów panuje przekonanie o spełnieniu warunków klęski żywiołowej.

Ten stan zakłada m.in. nadzwyczajnego funkcjonowania państwa w związku z katastrofą mającą swoje źródło w siłach natury. Można uznać, że pandemia pochodzi z natury, więc raczej należy zakwalifikować ją do stanu klęski żywiołowej niż do stanu wyjątkowego. Stan wyjątkowy definiowany jest przez zagrożenie konstytucyjnego ustroju państwa albo w przypadku zagrożenia porządku publicznego lub bezpieczeństwa obywateli.

W moim przekonaniu, nie byłoby więc też problemu z zakwalifikowaniem koronawirusa pod stan wyjątkowy, mamy bowiem do czynienia z zagrożeniem porządku publicznego i bezpieczeństwa obywateli.

Rzecz w tym, że problem nie tkwi w nazwie. Wprowadzenie każdego z tych stanów niesie za sobą określone konsekwencje dla obywateli.

Pierwszą znaczącą różnicą między stanem wyjątkowym a stanem klęski żywiołowej jest możliwość ingerowania w prawa człowieka. W przypadku stanu wyjątkowego dopuszczalna jest cenzura prewencyjna, zwiększona kontrola obywateli, czy nawet kontrola poczty i środków komunikacji elektronicznej. Nie mamy takich ograniczeń w przypadku stanu klęski żywiołowej.

Inna różnica tkwi w terminie rozpisania nowych wyborów. W stanie wyjątkowym procedura jest dość złożona. Najpierw Rada Ministrów wnioskuje do Prezydenta o wprowadzenie takiego stanu na czas oznaczony, nie dłużej jednak niż na 90 dni.

Zobacz także

Prezydent podpisuje rozporządzenie i przekazuje je do Sejmu. Posłowie mogą jednak uchylić takie rozporządzenie. Taki stan wyjątkowy można przedłużyć o kolejne 60 dni, co daje nam odroczenie wyborów nawet o 5 miesięcy.

Stan klęski żywiołowej z kolei wprowadza się na czas oznaczony nie dłuższy niż 30 dni. Stan ten można przedłużyć za zgodą Sejmu bezterminowo, co daje większe możliwości. To jednak rodzi wątpliwości natury demokratycznej, bo jak długo można odraczać wybory prezydenckie?

Co więcej, w świetle prawa nie można przeprowadzać wyborów na 90 dni po ustaniu jakiegokolwiek stanu nadzwyczajnego, co jeszcze bardziej wydłuży oczekiwanie na wybory.

Czyli możemy spodziewać się np. 6-letniej kadencji Andrzeja Dudy?

W ramach fantastyki prawniczej należy uznać, że to jest możliwe. Przy wprowadzeniu stanu klęski żywiołowej, przedłużenie kadencji prezydenta o kilka miesięcy staje się jak najbardziej realnym scenariuszem. To niesie za sobą też polityczne skutki.

Możemy obawiać się np. zaburzenia zasady alternacji władzy, czyli zmienności piastunów organów. Mało tego, w Konstytucji mowa przecież o 5-letniej kadencji prezydenta. Nie ma zresztą co ukrywać, że każda władza rozstrzyga wszystkie kwestie, także te dotyczące wyborów zgodnie z daną linią polityczną. Od bieżącej polityki konstytucjonalizm nigdy nie ucieknie.

Przypomnijmy, mamy do wyboru cztery możliwości : wybory w terminie, rozpisanie nowych wyborów ze względu na brak kandydatów, stan wyjątkowy i stan klęski żywiołowej. Co byłoby najkorzystniejsze i najbardziej realne z puntu widzenia interesu Polaków?

Wydaje się, że mimo wszystko najlepszym pomysłem będzie wprowadzenie stanu nadzwyczajnego. Dla dobra obywateli najkorzystniejszym będzie wprowadzenie stanu klęski żywiołowej.

Zobacz także

Miejmy jednak nadzieje, że 30 dni stanu wyjątkowego i 90 dni po jego ustąpieniu wystarczy, by spokojnie przeprowadzić wybory. Taki czas umożliwiłby też przeprowadzenie kampanii wyborczych. Zasada wolnych wyborów zakłada przecież, że obywatele muszą mieć równe szanse w dostępie np. do programów wyborczych. Dziś kampania została praktycznie zawieszona. Urzędujący prezydent zawsze będzie na uprzywilejowanej pozycji.

Choćby i nie prowadził kampanii wyborczej, będzie pojawiał się w mediach w związku z pełnioną funkcją. W związku z tym stawiałbym na wprowadzenie stanu klęski żywiołowej i odroczenie terminu wyborów.

Kamil Stępniak jest doktorantem w Katedrze Prawa Konstytucyjnego i Systemów Politycznych na Wydziale Prawa Uniwersytetu w Białymstoku. To autor kilkudziesięciu publikacji naukowych z zakresu prawa konstytucyjnego, legislacji, ochrony praw człowieka oraz wykorzystania nowych technologii w prawie, w tym artykułów i monografii naukowych.

RadioZET.pl