Zamknij

Wybory 2020. Kaleta przekonuje, że mogliśmy głosować w lokalach 10 maja

07.05.2020 18:51
Sebastian Kaleta
fot. PAP

Choć w najbliższą niedzielę nie pójdziemy do urn wybrać prezydenta kraju, to Sebastian Kaleta przekonuje, że było to możliwe. Wiceminister sprawiedliwości i poseł Solidarnej Polski twierdzi, że wszystkiemu winien jest Senat oraz opozycja. 

Po wielu tygodniach spekulacji już wiemy: wybory prezydenckie zaplanowane na 10 maja nie odbędą się. Albo inaczej: odbędą, ale bez głosowania, co ma spowodować, że zostaną uznane przez Sąd Najwyższy za nieważne. Tak przynajmniej zakłada plan, jaki opracowali Jarosław Kaczyński i Jarosław Gowin.

Wybory prezydenckie 2020. 10 maja nie zagłosujemy

Z umowy między szefami PiS i Porozumienia, że wybory, po spodziewanych werdyktach ze strony SN oraz Państwowej Komisji Wyborczej, miałyby zostać rozpisane na nowo. Miałyby mieć charakter korespondencyjny, ale za ich organizację odpowiedzialna byłaby PKW (a nie Poczta Polska, jak zakładał pierwotny plan PiS).

Zobacz także

Nie wiadomo więc, kiedy miałyby się takie wybory odbyć (zależy to od tego, jak szybko zadziałają PKW oraz SN), ale przewidywany termin to koniec czerwca albo lipiec (ew. I połowa sierpnia). Takie rozwiązanie budzi jednak wątpliwości wielu konstytucjonalistów, którzy zwracają uwagę na chaos legislacyjny, z którego rządzący próbują się wydostać. 

Zobacz także

Tę sytuację skomentował także dziennikarz TVN24 Konrad Piasecki, który zwrócił uwagę na sporego kalibru absurd prawny. Mianowicie przed 10 maja, a więc przed wyborami, które się nie odbędą (lub inaczej mówiąc: odbędą, ale z powodu niewybrania prezydenta uznane zostaną za nieważne), nadal będzie obowiązywać cisza wyborcza. 

"Przestrzeganie ciszy wyborczej podczas nieprzeprowadzanych wyborów byłoby jak czekanie na zielone światło przy wyłączonym sygnalizatorze, na zamkniętej dla ruchu drodze. Pachnie mi tu grubym absurdem" - napisał na Twitterze. Szybko odpowiedział mu wiceminister sprawiedliwości i poseł Solidarnej Polski (będącej częścią koalicji rządowej) Sebastian Kaleta.

Ten absurd to dzieło polskiej opozycji. Najpierw nie powołali komisji wyborczych w swoich samorządach, potem zrobili obstrukcję kompromisowych korespondencyjnych w Senacie. Gdyby nie to, w niedzielę głosowalibyśmy w maseczkach i rękawiczkach, a starsi korespondencyjnie

- napisał parlamentarzysta. Piasecki zripostował mu: "Panu się już wszystko myli Panie Ministrze. Gdyby nie obstrukcja senatu to w niedziele bylibyśmy świadkami spektakularnej katastrofy o nazwie <<wybory korespondencyjne>>. Kaletę na Twitterze skrytykowali również inni.

Zobacz także

"I jeszcze zabronili PKW karty drukować. Łapserdaki" - napisała Dominika Długosz z "Newsweeka". Kaleta wdał się z nią później w polemikę na temat chronologii zdarzeń, które miały doprowadzić do tego chaosu. Z kolei Tomasz Piątek ironizował: "Zapomniał pan dodać, że wina Tuska".

RadioZET.pl/Twitter