Zamknij

PKW podaje nieoficjalne, cząstkowe wyniki wyborów 2020. "Brakuje 5 protokołów"

13.07.2020 08:20
PKW podaje nieoficjalne, cząstkowe wyniki wyborów 2020. "Brakuje 5 protokołów"
fot. PAP/Mateusz Marek

PKW podała nieoficjalne, cząstkowe wyniki wyborów 2020. Na oficjalne dane trzeba jeszcze poczekać – jak informował szef PKW Sylwester Marciniak, brakuje jeszcze 9 protokołów.

PKW i wyniki wyborów 2020. - Na godz. 8.00 brakuje jeszcze nam 5 protokołów okręgowych komisji wyborczych – poinformował w poniedziałek przewodniczący PKW Sylwester Marciniak

Jak dodał, protokół z Katowic "w zasadzie jest już w systemie", ale brakuje jeszcze protokołów z komisji okręgowych z Nowego Sącza, Olsztyna, Szczecina i z Warszawy, oraz 9 protokołów z zagranicy.

PKW podała nieoficjalne wyniki wyborów 2020

PKW podała jednak nieoficjalne, cząstkowe wyniki wyborów 2020 przy uwzględnieniu braku powyższych protokołów. Na podstawie danych z 99, 97 proc. obwodów Andrzej Duda uzyskał 51,21 proc. głosów a Rafał Trzaskowski – 48, 79 proc.

Zobacz także

Według PKW na podstawie danych z 99,97 proc. obwodów  frekwencja wyniosła 68,12 proc.  

Zobacz także

Wyniki z brakujących protokołów nie wpłyną w sposób znaczący na wyniki wyborów prezydenckich - przekazała PKW.

Wyniki wyborów. Kiedy poznamy oficjalne dane?

Marciniak podkreślił, że PKW może przed ustaleniem ostatecznego wyniku podawać do publicznej wiadomości cząstkowe, nieoficjalne wyniki głosowania, ustalone na podstawie otrzymanych drogą elektroniczną informacji o wynikach głosowania w obwodach.

Zobacz także

Podkreślił, że najwcześniej te dane spływają z odrębnych obwodów lub z mniejszych gmin, gdzie było mało wyborców.

Mamy w tej protokoły już prawie wszystkie, ale to jest gdzieś 99,7, ale ilość protokołów, obwodów, nie jest równoznaczna z ilością wyborców. Mamy w sumie 9 protokołów, które nie zostały wysłane do systemu protokołów obwodowych, są to wszystko protokoły zagraniczne, mianowicie: Bruksela, sześć z Londynu i dwa z Manchesteru

– powiedział.

Jak zaznaczył, trudno powiedzieć, kiedy te protokoły zostaną wprowadzone, bo prace tych komisji obwodowych jeszcze trwają.

Czy to będzie godzina 12.00 czy 16.00 – w tej chwili ani te komisje nie są w stanie nam powiedzieć, ani my nie jesteśmy w stanie przekazać, o której będą

– dodał Marciniak.

Dopytywany, co w sytuacji, jeżeli 48 godzin nie będzie wystarczające dla którejś z komisji zagranicznych, szef PKW przypomniał, że "Kodeks wyborczy przewiduje 24-godzinny okres, kiedy powinny trafić protokoły za granicą".

Natomiast art. 26 stanowi, że jeżeli właściwa okręgowa komisja wyborcza – tu chodzi oczywiście o komisję okręgową w Warszawie – nie uzyska wyników głosowania za granicą w ciągu 48 godzin od zakończenia głosowania w obwodach głosowania za granicą, głosowanie w tych obwodach uznaje się za niebyłe

– powiedział.

Dodał, że nie sądzi, żeby "do jutrzejszego dnia jakiejkolwiek z tych dziewięciu komisji nie udało się przekazać protokołu z ustalenia wyników".

Komentując sytuację m.in. w Chorwacji, gdzie liczba zainteresowanych wyborców w obwodach przerosła oczekiwania, Marciniak podkreślił, że "jeżeli chodzi o organizację obwodów zagranicą to nie jest tylko decyzja rządu polskiego, ale musi być też aprobata władz miejscowych".

Wskazał, że np. w jednym z obwodów w Londynie był problem z lokalem. Tam – wyjaśnił szef PKW – władze brytyjskie wyraziły zgodę na organizację wyborów "tylko w naszej placówce, a wiadomo, że są ograniczenia, choćby lokalowe".

Mówił również, że "duża rola jest też dla ministerstwa spraw zagranicznych, bo liczba placówek ambasad i konsulatów jest ograniczona, ilość osób tam zatrudnionych też, a nagle okazuje się, że w pierwszej turze w Zagrzebiu zarejestrowało się 150 wyborców, w Splicie 300, a w ciągu dosłownie kilku dni robi się 3 tysiące".

Pewnych rzeczy nie można przewidzieć do końca

– stwierdził.

Szefowa Krajowego Biura Wyborczego Magdalena Pietrzak powiedziała, że obwody zagraniczne były tworzone do 9 czerwca i wtedy nie można było przewidzieć wzrostu liczby zainteresowanych.

Jeżeli kilka komisji musi się mieścić w jednej placówce, to jest ogromny problem i wielkie przedsięwzięcie, na które nie są przygotowane nasze konsulaty

– mówiła.

Przekonywała, że do organizacji zaangażowani byli pracownicy placówek, którzy "w gruncie rzeczy nie mają w ogóle styczności z prawem wyborczym jako takim". Jej zdaniem był to dla nich "bardzo duży wysiłek, bo musieliśmy szereg instruktarzy przekazywać w boju, a tych zadań było bardzo dużo".

RadioZET.pl/PKW/KBW-Twitter/TVN24/PAP