"Nie szło mu w grze”, 2-letnia Lilianka nie żyje. Jest wyrok w głośnej sprawie

20.09.2019 15:25
2-letnia Lilianka z Piły nie żyje. Ojczym pchnął ją, bo nie szło mu w grze. Jest wyrok
fot. Radio ZET / Danka Woźnicka

Śmierć 2-letniej Lilianki z Piły wstrząsnęła całą Polską. Dziewczynka zmarła w marcu 2017 roku po tym, jak ojczym - zirytowany niepowodzeniem w grze komputerowej - pchnął ją na metalową futrynę drzwi. W piątek zapadł wyrok w tej sprawie.

Dwuletnia Lilianna w stanie ciężkim trafiła do szpitala w marcu 2017 roku. Dziecko miało złamane kości czaszki i krwiaki. Lekarzom nie udało się uratować dziewczynki. Prokuratura w Pile ustaliła, że ojczym popchnął ją, sfrustrowany niepowodzeniami w grze komputerowej. Dziecko upadło i uderzyło głową o metalową futrynę drzwi.

Według śledczych Angelika B. nie udzieliła swojemu dziecku żadnej pomocy i zataiła przed lekarzami fakt odniesienia przez dziecko obrażeń głowy. Lekarzom mówiła, że dziewczynka skarży się na ból głowy, ale zaprzeczała, by dziecko doznało jakiegoś urazu, uderzyło się w głowę.

Ojczym dziecka, Szymon B., poza zabójstwem dziewczynki z zamiarem ewentualnym, został też oskarżony o znęcanie się nad rodzeństwem dwulatki i podania swojej żonie substancji psychotropowych. Prokuratura domagała się 25 lat więzienia dla obojga oskarżonych.

W grudniu ubiegłego roku Sąd Okręgowy w Poznaniu skazał matkę dziecka na 2 lata więzienia, a ojczyma na karę łączną 12 lat i 2 miesięcy więzienia. O zmianę wysokości orzeczonej kary dla obojga oskarżonych na 25 lat pozbawienia wolności wniósł prokurator.

2-letnia Lilianka nie żyje. Matka i ojczym skazani

W piątek poznański sąd apelacyjny utrzymał w mocy orzeczenie sądu okręgowego. Sędzia tłumaczył, że z opinii biegłych i lekarzy przesłuchanych w sprawie wynikało, że po uderzeniu w futrynę "dziewczynka nie doznała żadnych widocznych obrażeń ciała, ale to dosłownie żadnych". "Jak wynika z zeznań lekarza ze szpitala, było podłużne pęknięcie czaszki, które palpacyjnie było niedostrzegalne. Również niedostrzegalne były żadne zasinienia (…) po uderzeniu główką we framugę, dziecko po chwilowym płaczu uspokoiło się i praktycznie tego dnia, tego wieczora nie pojawiły się żadne niepokojące symptomy mające świadczyć, że coś się z dzieckiem dzieje" – zaznaczył.

Zobacz także

Dodał, że dziewczynka od momentu zdarzenia kilkukrotnie była badana przez różnych lekarzy, a "jedynym błędem" matki było to, że nie mówiła lekarzom, że jej córka uderzyła się w głowę. Sędzia przypomniał, że stan dziecka przez kilka dni nie pogarszał się, a oskarżeni – jak wskazał - "na pewno nie mogli przewidywać, w tamtym czasie, że dziecko umrze. W związku z tym, nie może dziwić ustalenie sądu pierwszej instancji, iż sąd ten nie znalazł podstaw do uznania, że rodzice - Angelika B. i Szymon B. godzili się na to, że dziecko umrze".

Sędzia dodał, że "gdy dziewczynka straciła przytomność, to Szymon B. natychmiast zawiadomił, zadzwonił na pogotowie i wręcz w sposób emocjonalny - co wynika z nagrania tej rozmowy - błagał wręcz, aby natychmiast przyjeżdżali, bo z dziewczynką jest coś złego, że nie oddycha. Gdy przez chwilę pogotowie nie przyjeżdżało, natychmiast znów zadzwonił, poganiając wręcz, przyśpieszając, żeby karetka szybko przyjeżdżała, a jednocześnie sam prosił o instrukcję, co ma robić, by ratować dziecko" – podkreślił sędzia.

Jak dodał, zarówno Angelika B., jak i Szymon B. "nie godzili się po prostu, łudzili się – oczywiście w sposób lekkomyślny, ale łudzili się - że dziecko przeżyje".

Oskarżonych nie było w sądzie w trakcie odczytywania wyroku. Prok. Bartłomiej Urban z Prokuratury Rejonowej w Pile podkreślił, że prokuratura rozważy wniesienie skargi kasacyjnej w tej sprawie, po zapoznaniu się z pisemnym uzasadnieniem wyroku.

Zobacz także

RadioZET.pl/PAP