Dobranoc, cześć, giniemy! Rocznica największej katastrofy lotniczej w Polsce

Redakcja
09.05.2017 12:58
Dobranoc, cześć, giniemy! Rocznica największej katastrofy lotniczej w Polsce
fot. Archiwum PAP

9 maja 1987 roku w warszawskim Lesie Kabackim rozbił się samolot PLL LOT Ił-62M "Tadeusz Kościuszko". Miał lecieć do Nowego Jorku. W największej (pod względem ofiar) katastrofie lotniczej w Polsce zginęły 183 osoby, w tym 172 pasażerów i 11 członków załogi. 

Kłopoty samolotu zaczęły się tuż po wylocie z Warszawy. W 23. minucie doszło do awarii silników. W kabinie nagle spadło ciśnienie, a wkrótce na dolnym pokładzie wybuchł pożar. Z uwagi na niemożność dalszego kontynuowania lotu, kapitan podjął decyzję o powrocie na Okęcie. Efektywne sterowanie maszyną okazało się jednak niemożliwe. Sytuację skomplikował fakt, że w bakach było za dużo paliwa. Ze względu na zagrożenie wybuchem załoga musiała działać szybko. 

Początkowo samolot miał lądować na lotnisku w Modlinie. Jednak ze względu na brak informacji pogodowych, zdecydowano na powrót do stolicy.

Dowodzący załogą kapitan Zygmunt Pawlaczyk i drugi pilot, major Leopold Karcher, mimo trudnych warunków do końca wykazali się opanowaniem i profesjonalizmem. Razem z całym zespołem pokładowym dzielnie walczyli o bezpieczne lądowanie przez około pół godziny. Ostatnie słowa, jakie zarejestrowały czarne skrzynki, zostały wypowiedziane o 11:12 przez kapitana Pawlaczyka. "Dobranoc, do widzenia. Cześć, giniemy" - powiedział kontrolerom na Okęciu.

Samolot rozbił się w Lesie Kabackim. Jego gwałtowne obniżenie lotu widzieli mieszkańcy Ursynowa. Kapitan Pawlaczyk chcąc uratować osiedle i uniknąć dodatkowych ofiar, skierował maszynę do lasku.

Po katastrofie ogłoszono dwudniową żałobę w stolicy i województwie warszawskim. 

Specjalna komisja rządowa badająca sprawę katastrofy, że powodem awarii samolotu było "zmęczeniowe zniszczenie" materiałów. Po latach okazało się, że winę za tragedię ponosi radziecki producent. Problem tkwił w łożysku jednego z silników.

RadioZET.pl/KM