Słuchaj
Mateusz Ptaszyński, Marcin Sońta
Michał Korościel
Damian Michałowski, Ewelina Pacyna
Redakcja Radia ZET
Sprawdź co graliśmy

Teraz gramy

Duda leci na Antypody. Ogromne koszty wizyty prezydenta!

06.08.2018 12:31
xxx wiadomosci

Już tylko niecałe dwa tygodnie dzielą Andrzeja Dudę od wizyty w Australii i Nowej Zelandii. I nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że jest ona dość liczna i dość droga, nawet jak na podróż dyplomatyczną.

Duda fot. Stanisław Kowalczuk/East News

W dniach 18-23 sierpnia prezydent przebywać będzie w „krainie Kangurów”. Będzie to najdalsza jak dotychczas pod względem odległości podróż obecnej głowy państwa. A także najliczniejsza i najkosztowniejsza.

Duda z żoną, szefem MON i BBN i... prawie 30 innymi osobami

Jak podaje bowiem „Fakt”, z Andrzejem Dudą poleci nie tylko małżonka Agata Kornhauser-Duda, ale też kilkudziesięcioosobowa delegacja, wśród której znajdą się m.in. kierujący resortem obrony narodowej Mariusz Błaszczak, szef BBN Paweł Soloch, prezydencki minister Krzysztof Szczerski oraz funkcjonariusze Służby Ochrony Państwa.

 – SOP płaci z własnego budżetu za przeloty funkcjonariuszy z osobą ochranianą. W takiej sytuacji powinna z prezydentem udać się podwójna obsada, czyli 12 osób. Plus dwóch ochroniarzy pierwszej damy – „Fakt” cytuje osobę zaznajomioną z procedurami wewnętrznymi jednostki.

Prezydent i jego świta wybierają się na Antypody samolotem rejsowym linii Emirates, z przesiadką w Dubaju. To o tyle ciekawe, że połączenia z tamtym rejonem (z międzylądowaniem w Singapurze) oferują Polskie Linie Lotnicze. I też transport polskim przewoźnikiem jest znacznie tańszy niż tym arabskim.

Pieniądze podatników

I tutaj dochodzimy do najbardziej interesującej kwestii, a więc kosztów. Bilet na lot do Melbourne samolotem Emirates Airlines kosztuje bowiem, bagatela, 5600 zł, a w klasie biznes nawet 22 tysiące (w LOT ceny wynoszą odpowiednio 3,5 oraz 10 tysięcy).

Kto więc za to zapłaci? „Koszty realizacji wizyty w Australii i Nowej Zelandii pokrywają strony przyjmujące, bowiem pierwszej w historii wizycie oficjalnej Prezydenta RP nadany został przez strony przyjmujące najwyższy status wizyty państwowej” – to treść mailowej odpowiedzi, którą Kancelaria Prezydenta wysłała do redakcji „Faktu”.

Dziennikarze gazety ustalili jednak, że Australijczycy i Nowozelandczycy zapłacą jedynie za parę prezydencką. Koszty podróży i pobytu (nocleg, wyżywienie) pozostałych członków delegacji pokryją natomiast podatnicy – podobnie jak wizytę kontrolną, jaką 10 urzędników odbyło w lipcu. Czy rzeczywiście więc delegacja ta musi być aż tak liczna?

RadioZET.pl/Fakt24.pl/MP

Oceń