Zamknij

Anglista uczył WF-u i informatyki. Teraz będzie jeszcze fizykiem. "Nie ma innego wyjścia"

01.08.2022 10:53
Klasa w szkole
fot. Karol Makurat/REPORTER

- Dwa lata szukałem fizyka. W końcu sam poszedłem na podyplomówkę i od września będę uczył fizyki - opowiada w podcaście edukacyjnym Marcin Józefaciuk, dyrektor Zespołu Szkół Rzemiosła w Łodzi. Oprócz fizyka potrzebuje jeszcze nauczycieli przedmiotów zawodowych i kadry niepedagogicznej, czyli woźnych i portiera. Długo też nie mógł znaleźć swojego następcy, który pokierowałby placówką. To sytuacja wielu szkół w Polsce.

- Jestem przede wszystkim anglistą, ale mam też uprawnienia do nauczania informatyki, wychowania fizycznego, etyki i języka polskiego jako obcego – wylicza w podcaście edukacyjnym „Szkoła marzeń” Marcin Józefaciuk, dyrektor Zespołu Szkół Rzemiosła w Łodzi. Kilka lat temu, gdy jeszcze nie był dyrektorem, robił dodatkowe uprawnienia, żeby skleić etat, bo brakowało mu godzin. Ale to, jak sam przyznaje, dawne czasy.

Od lat dyrektorzy skarżą się na trudności w znalezieniu kadry do przedmiotów zawodowych. Z polonistami, matematykami czy fizykami większego problemu nie było. Przełomem, jak zauważył Józefaciuk, był strajk nauczycieli. Wtedy zaczęli odchodzić, szukać pracy poza szkołą w korporacjach i zaczęła się równia w dół. - Fizyka szukałem dwa lata – opowiada dyrektor w podcaście.

Jeden z fizyków, od dawna zresztą już na emeryturze, podupadł na zdrowiu i zwyczajnie nie był w stanie przychodzić do szkoły. Druga fizyczka, też zresztą na emeryturze, uczy jeszcze matematyki i przedmiotów zawodowych w klasach optycznych, więcej godzin nie byłaby w stanie już wziąć. Część uczniów nie miała więc fizyki. - Zmieniłem ramowe plany nauczania. Geografię przerzuciłem do pierwszej klasy, a fizykę do drugiej, licząc, że kogoś znajdę. Kuratorium na to się zgodziło – wyjaśnia w „Szkole marzeń” Józefaciuk. Chętnych wciąż nie było, więc sam postanowił iść na podyplomówkę z fizyki.

- Kiedyś interesowałem się fizyką i stwierdziłem czemu nie? Program nauczania jest logiczny, kończyłem liceum i studia humanistyczne, ale jest to do ogarnięcia. Oczywiście nie podejmę się nauki optyków, bo nie jestem fizykiem z krwi i kości, ale tych, którzy muszą mieć podstawy, będę uczył w nowym roku szkolnym – mówi.

Nikt nie chce pracować w szkole?

To nie jedyne wakaty, jakie są w Zespole Szkół Rzemiosła w Łodzi. Dyrekcja poszukuje jeszcze fryzjerów i optyków, praktycznie jak co roku. - Gdzie ich szukam? Gdzie ich nie szukam. Urząd pracy, portale internetowe, ale najczęściej chodzimy po zakładach fryzjerskich i optycznych z pytaniem, czy ktoś nie chciałby uczyć – opowiada dyrektor ZSR.

Czym ich przekonuje? Trochę kart przetargowych ma, czyli niższy ZUS za swoją działalność, grusza, dłuższy płatny urlop, dodatkowe przywileje z Zakładowego Funduszu Świadczeń Socjalnych. Przede wszystkim działa jeden argument: możliwość wyuczenia sobie swojej przyszłej kadry. - Większość z nich zarabia w ciągu tygodnia więcej niż w miesiąc u nas, więc nie chodzi tu o pieniądze – mówi Józefaciuk.

Zupełnie inaczej wyglądałaby jednak sytuacja kadrowa, gdyby nie pracowali emeryci. - Wtedy mielibyśmy już poważny problem, bo u nas 20 proc. nauczycieli powinna być już na emeryturze – mówi i dodaje: - My jako dyrektorzy robimy wszystko, żeby była kadra. MEiN widzi efekt końcowy naszej pracy, dlatego według niego nie ma problemu, ale nie wie, ile pracy w to wkładamy, żeby miał kto uczyć młodzież.

I nie tylko uczyć. Coraz więcej szkół ma problem ze skompletowaniem kadry niepedagogicznej. Józefaciuk szuka np. woźnej i portiera, chętnych brak. Chodzi tu głównie o zarobki.

Pensja nauczycieli a dyrektorów

Z Zespołu Szkół Rzemiosła w Łodzi oprócz nauczycieli i pracowników obsługi odchodzi też dyrektor. Na stanowisku jest tylko do końca sierpnia. O następce też nie było łatwo. - W Łodzi były takie konkursy, do których nie zgłosił się nikt. U nas przekonywałem wicedyrektorkę, by wystartowała. Na początku nie chciała, ale zgodziła się. Była jedyną chętną. Na stanowisko dyrektora tłumów nie ma – stwierdza krótko Józefaciuk. Znów chodzi m.in. o zarobki.

Dyrektorzy mają jeden etat, plus dodatek dyrektorski, nie mogą sobie dorobić np. nadgodzinami. - Pensja dyrektora zależy od tego, jaka to szkoła, ile ma oddziałów, czy ma boisko, basen, ile ma budynków. Ja w tym momencie mam 5 tys. zł na rękę i nie jest to zła pensja. Chociaż znam nauczycieli, którzy zarabiają siedem, osiem tysięcy i więcej – przyznaje Józefaciuk i podaje przykład: półtora etatu, dodatek motywacyjny, godziny z zastęp doraźnych, dodatki wiejskie albo w ramach zajęć w grupach integracyjnych.

- Dyrektorzy dostają wymagania ze wszystkich stron, czyli od uczniów, rodziców, nauczycieli, związków zawodowych, samorządu, ministerstwa, okręgowych komisji egzaminacyjnych, izb rzemieślniczych i nawet przechodniów, którzy przechodzą koło szkoły i widzą, że bratki nie kwitną, a miały kwitnąć – opowiada w podcaście dyrektor ZSR.

Dlatego swój dzień zaczyna zazwyczaj o 2.30 od sprawdzenia poczty i ustalenia planu dnia. Potem ma godzinę na trening i bierze się za pisanie pism, raportów, wniosków. Kończy przed godz. 9, wtedy może poświęcić już swój czas uczniom. Po godz. 16 wraca do domu, robi np. organizację roku szkolnego, odbiera telefony od rodziców uczniów. O godz. 21 zazwyczaj ma już odpoczynek.

- Bycie dyrektorem jest ciekawym zawodem, pasją, zajęciem.  Podobało mi się, ale na razie chcę wrócić do klasy. Brakuje mi nauczania, odpoczywam, pracując z dziećmi – podsumowuje swoją pięcioletnią kadencję.

RadioZET.pl

C