Atak na Lecha Wałęsę. Szef instytutu byłego prezydenta pobity

17.09.2019 13:19
Atak na Lecha Wałęsę. Szef instytutu byłego prezydenta pobity
fot. Andrzej Zbraniecki/East News

Sprawę nagłośnił we wtorek między innymi portal Onet. Do incydentu doszło w poniedziałek rano, w Warszawie. Prezydent Lech Wałęsa zatrzymał się w hotelu w centrum miasta. Został zaatakowany słownie przez agresywnego mężczyznę. Napastnik chwilę później uderzył pięścią w twarz szefa Instytut Lecha Wałęsy, Adam Domińskiego.

Chcesz wiedzieć wszystko pierwszy? Dołącz do grupy Newsy Radia ZET na Facebooku

Jak tłumaczył w rozmowie z portalem Adam Domiński, szef Instytutu Lecha Wałęsy, były prezydent skończył jeść śniadanie i wracał do pokoju. W hotelowym korytarzu napadł na niego agresywny mężczyzna. Według relacji Domińskiego od agresora czuć było woń alkoholu. „Zaczął krzyczeć »Bolek«. Poszedł za nami do windy. Był bardzo agresywny. Ponieważ z prezydentem była jego ochrona, skończyło się na agresji słownej” – mówił dziennikarzom Onetu szef Instytutu Lecha Wałęsy.

Szef Instytutu Lecha Wałęsy uderzony pięścią w twarz

Jak wynika z dalszej relacji Adama Domińskiego, odprowadził on Wałęsę do pokoju i udał się ponownie do hotelowego holu, by sfotografować napastnika. Poinformował mężczyznę, że sprawa napaści słownej na byłego prezydenta zostanie zgłoszona na policję. Domiński prosił również o reakcję ochroniarzy zatrudnionych w hotelu. Jak mówił Onetowi, w ich obecności agresor dwukrotnie go popchnął. Nie skłoniło ich to jednak do podjęcia interwencji. Agresywny mężczyzna uspokoił się na chwilę, dopiero gdy zauważył, że szef Intsytutu Lecha Wałęsy rzeczywiście zamierza wezwać policję. „Napastnik zobaczył, że nie żartuję z telefonem na policję i zaczął wychodzić. Ja za nim poszedłem, on zaczął uciekać. Kawałek za nim pobiegłem. Dogoniłem go. On się odwrócił i uderzył mnie pięścią w twarz” – kontynuował Domiński.

Na szczęście rozmówca Onetu zdążył wykonać kilka zdjęć napastnika. Zarówno fotografie, jak i całe zajście zostały zgłoszone policji w Gdańsku. Adam Domiński nie zgłosił sprawy w stołecznym komisariacie, ponieważ kilka minut później Wałęsa wygłaszał przemówienie, podczas którego szef instytutu musiał mu towarzyszyć. Jak relacjonował, zaraz potem wsiadł w pociąg, przyjechał do Gdańska i powiadomił oliwski komisariat o przestępstwie. Chwalił postawę przyjmujących zgłoszenie policjantów, którzy bardzo poważnie podeszli do sprawy napaści na byłego prezydenta.

Zobacz także

Prowokacja przed publicznym wystąpieniem?

Według szefa Instytutu Lecha Wałęsy całe zdarzenie mogło nosić znamiona prowokacji. Zaznaczył w rozmowie z Onetem, że prezydent miał chwilę potem przemówienie przed „międzynarodowym towarzystwem, w obecności polskiego ministra spraw zagranicznych”. Zastanawiał się, czy incydent nie miał za zadanie „wyprowadzić z równowagi” Lecha Wałęsę przed publicznym wystąpieniem.

– Boli mnie lekko szczęka i szyja. Przyjąłem ten cios. Byłem większy, silniejszy. Mogłem oddać. Ale uważam, że tak się nie powinno robić. Całe szczęście, że zachowałem zimną krew. Postanowiłem, że całą energię wykorzystam, by postawić tego mężczyznę przed sądem – stwierdził w rozmowie z dziennikarzami Domiński.

Zobacz także

Jak również podkreślił, napastnik musiał być albo gościem hotelu, albo osobą zaproszoną przez kogoś, kto przebywał w hotelu. „Mężczyzna był z dwoma innymi osobami. Ma około 50 lat, czuć od niego było alkohol. Zastanawiające jest również to, że nikt z innych świadków nie reagował” – mówił. Zdaniem Domińskiego całe zajście widziało około 20 osób.

Zobacz także

RadioZET.pl/Onet