Wspomnienia byłych więźniów obozu Auschwitz-Birkenau. "Nigdy więcej"

26.01.2020 21:12
Auschwitz-Birkenau. Wspomnienia byłych więźniów obozu
fot. Jacek Bednarczyk/PAP

Około 200 ocalonych weźmie udział w uroczystościach z okazji 75. rocznicy wyzwolenia obozu Auschwitz-Birkenau. Co pamiętają z tego strasznego okresu? Co mają do przekazania kolejnym pokoleniom?

Chcesz wiedzieć wszystko pierwszy? Dołącz do grupy Newsy Radia ZET na Facebooku

Zdzisława Włodarczyk

Urodzona 1933 roku. Do KL Auschwitz przywieziona 12 sierpnia 1944 roku z Warszawy po wybuchu Powstania. Wyzwolona w obozu 27 stycznia 1945 roku. Jest mężem zaufania Fundacji Maximilian Kolbe Werk. Opiekuje się byłymi więźniami.

Niestety, pamiętam. Kiedy jechałam pociągiem i zobaczyłam tabliczkę z napisem „Auschwitz”, mój tata bił głową o ścianę wagonu wołając „Boże, gdzie nas przenieśli”. Nie zapomnę krzyków ludzi, którzy wychodzili z pociągu. Dzielili dzieci na dwie strony – lewo i prawo.

Zobacz także

Co z naszymi kolegami, którzy nie mają domów opieki? Jesteśmy okazami (żyjący ocaleni z Auschwitz – przyp. red.), które są wyjmowane jak eksponaty z muzeum raz w roku. Teraz ogromny szum, a potem nie istniejemy.

Co to jest miłość? Pamiętam, jak po wojnie spotkałam chłopca, który niósł kilka bochenków chleba. Powiedziałam do niego: „Jakie masz piękne chleby!”. On po chwili dał mi jeden z tych bochenków. Ucałowałam ten chleb i znów poczułam, że ktoś dał mi dar życia. Tak jak w obozie, kiedy ktoś dawał mi kromkę chleba. Miłość to są czyny, a nie tylko słowa. Będę mówić o tym, co przeżyłam w obozie do końca mojego życia. Nie pozwólmy na to, żeby znów była wojna.

Zdzisława Włodarczyk
fot. Jacek Bednarczyk/PAP

Stefania Wernik

Urodzona 8 listopada 1944 roku na terenie KL Auschwitz-Birkenau. Jej matka trafiła do obozu, kiedy już była w ciąży. Jej mąż Jan jako mały chłopiec przeżył rzeź na Wołyniu.

Urodziłam się w obozie. Moja matka – Anna Piekarz – została zatrzymana przez Niemców podczas przekraczania granicy Generalnej Guberni i III Rzeszy. Najpierw trafiła na jeden dzień do aresztu w Olkuszu, a potem ciężarówką prosto do Auschwitz.

„Czy wiecie, że tu jest lagier śmierci? Stąd wychodzi się tylko przez komin” – powiedziała Niemka do mojej mamy, gdy ta trafiła do Auschwitz. Była wówczas w drugim miesiącu ciąży. Gdyby się o tym dowiedzieli Niemcy, czekała by ją od razu pewna śmierć. Mama ciężko pracowała jak reszta osadzonych, chodziła na apele. Wspominała, że rodziła trzy dni. Nikt się nią nie interesował, nikogo to nie obchodziło. Kiedy była na wpół żywa, ktoś ją w końcu znalazł.

Zobacz także

Po porodzie inne więźniarki okąpały mnie w zimnej wodzie i uszyły ubranka z pasiaków. Kiedy na udzie wytatuowano mi 18136, przestałam być człowiekiem – zostałam tylko numerem. Systematycznie na swoje badania paramedyczne zabierał mnie doktor Mengele. Płakałam, wrzeszczałam. Zawsze od niego wracałam chora.

W dniu wyzwolenia Auschwitz wszystko płonęło. Moja mama była tak wygłodzona, że ważyła 28 kilogramów. Nie wiedząc, co robić dalej, ubrała mnie w koc, schowała mnie w taboretce i ciągnęła po śniegu. To była zima ze srogim mrozem do minus 30 stopni. Sił jej starczyło do Libiąża. W pobliskim sklepie znaleźli się dobrzy ludzie, którzy nam pomogli. Tatuś nie wierzył, że ja żyję. Jak można urodzić się w takich warunkach? W rodzinnych Czubrowicach sąsiedzi szaleli. To był cud, prawdziwy cud.

Stefania Wernik
fot. Jacek Bednarczyk/PAP

Benjamin Lesser

Urodzony w 1928 roku w Krakowie. Jego ojciec był właścicielem fabryki czekolady oraz fabryki wina i syropu owocowego. Kiedy naziści dokonali inwazji na Polskę, rodzina Bena postanowiła wyjechać i osiedlić się na Węgrzech w 1943 r. W 1944 r., kiedy naziści najechali Węgry, Lesser został wysłany do KL Auschwitz-Birkenau.

Pierwsze wspomnienie z Auschwitz? Miałem 15 lat. Nie wiedzieliśmy, że są tam komory gazowe. „Masz 18 lat i możesz pracować” – powiedział doktor Mengele i podczas selekcji poszedłem w lewo. „Jesteś węgierskim żydem. Myślisz, że przyjechałem tutaj na wakacje?” – usłyszałem potem.

Zobacz także

Jesteś to w stanie sobie wyobrazić? Krzyki przez cały czas koło baraków, płonące zwłoki, fragmenty ciał rzucane na ciężarówki. To nieprawdopodobne. Dlatego tak ważne jest, aby być tutaj i odświeżać ludziom pamięć.

Znam osobiście przypadki, kiedy Polacy ryzykowali swoje życie, aby pomóc żydowskim przyjaciołom. Co by się działo, jeśli te obozy powstałyby w innych krajach, a nie w Polsce? Komendant w obozie był prawdziwym sadystą. Czerpał przyjemność z zabijania ludzi. Dlatego jeśli jeszcze żyją oprawcy z obozów, powinni być sądzeni.

Benjamin Lesser
fot. Jacek Bednarczyk/PAP

Janina Iwańska

Urodzona w roku 1930. Do KL Auschwitz przywieziona 12 sierpnia 1944 roku z Warszawy po wybuchu powstania, ewakuowana do KL Ravensbrück, następnie Neustadt-Glewe, gdzie została wyzwolona. Wracała do Polski wraz z grupą dzieci z powstania, którą opiekowały się więźniarki Helena Miedzianowska (zakonnica) i Irena Gorzędowska (nauczycielka). Po wojnie ukończyła naukę w liceum i studia farmaceutyczne. Uzyskała tytuł doktora.

Mieszkałam w Warszawie, na Woli. Po wybuchu Powstania Niemcy dokonali masakry w tej dzielnicy. Kiedy przyszli w końcu do naszego domu, to już nie zabijali od razu. Wywieźli nas najpierw do Pruszkowa, a potem do Auschwitz. Miałam wówczas 14 lat. Wiedziałam co dzieje się w Treblince – że tam palą ludzi w krematoriach. W pociągu bałam się, że wywożą nas do Treblinki. Jak nocą przyjechaliśmy do Auschwitz, to moja pierwsza myśl była „nie umrę”. Jednak tuż po wyjściu z wagonu poczułam swąd palonych zwłok, znałam ten zapach.

Zobacz także

Razem z innymi dziewczętami bez rodziców trafiłam do bloku 16. Pewnego dnia w oknie zauważyłam chłopca, który był bardzo podobny do mnie. Zastanawiałam się, dlaczego. Przykleiłam głowę do szyby i on też. Jak obracałam głowę w lewo, to on tak samo. Dopiero po chwili uświadomiłam sobie, że ten chłopiec to ja – tak wyglądało moje odbicie.

Po wojnie jako pierwsi obóz Auschwitz zwiedzili z wycieczką z pracy moi rodzice. Bardzo to przeżyli. Po powrocie przez dwa tygodnie mówili mi, że widzieli moje warkocze. Wówczas na wystawie były pokazywane włosy, które więźniom ścieli Niemcy. Dopiero 20 lat po wojnie była w stanie tam wrócić, wcześniej nie miałam na to siły.   

Joanna Iwańska
fot. Jacek Bednarczyk/PAP

Leon Weintraub

Urodzony w 1926 roku w Łodzi. Przywieziony do KL Auschwitz z łódzkiego getta w sierpniu 1944 roku. Potek przeniesiony do KL Gross-Rosen, następnie ewakuowany do KL Flossenb ürg i Natzweiler-Strutthof. Po wojnie studiował medycynę w Getyndze. W 1950 roku wrócił do Polski i pracował jako lekarz. W 1969 roku wyemigrował do Szwecji. Mieszka w Sztokholmie.

Kiedy przyjechałem do Auschwitz nie mogłem przestać płakać. Najpierw sauna, ścinanie głowy i dezynfekcja. Jeśli ktoś ukrywał w ciele kosztowności, na przykład biżuterię, to groziła mu ogromna kawa. Dehumanizacja krok po kroku.

Krematorium w Auschwitz to grób mojej rodziny. Nigdy więcej w historii! Moim zdaniem jedyne miejsce do uczczenia rocznicy wyzwolenia obozu jest tutaj (w Oświęcimiu – przyp. red.). Utrzymanie Muzeum Auschwitz to nie tylko problem Izraela i Polski. To sprawa wszystkich krajów, których obywatele tutaj zginęli.

Nie możemy dzielić ludzi na lepszy i gorszy sort. Nie brakuje marszów i haseł, które nawiązują do nazistów. Rząd mojego kraju – Polski – to toleruje i nic z tym nie robi.

Leon Weintraub
fot. Jacek Bednarczyk/PAP

RadioZET.pl