Nowa posada Misiewicza. Ile może zarobić były rzecznik MON?

Redakcja
27.04.2017 20:31
Misiewicz
fot. PAP

Bartłomiej Misiewicz ma nową posadę - donoszą branżowe portale. Zadaniem byłego rzecznika MON będzie tym razem pozyskiwanie reklamodawców dla Telewizji Republika. Postanowiliśmy sprawdzić, co to oznacza w praktyce. Ile może zarobić ulubieniec Antoniego Macierewicza, jakie staną przed nim wyzwania i czy na pewno jest to zawodowy awans.

Bartłomiej Misiewicz wydaje się być niezniszczalny. Ze stanowiska rzecznika Ministerstwa Obrony Narodowej urlopowano go, a następnie odwołano m.in. z uwagi na zbyt rozrywkowy, a przez to dość kłopotliwy dla konserwatywnej władzy, styl życia.

 Przez kilkadziesiąt godzin Misiewicz był później pełnomocnikiem zarządu Polskiej Grupy Zbrojeniowej, ale gdy tylko wypłynęły dane o jego potencjalnych zarobkach (50 tys. złotych miesięcznie - według Rzeczpospolitej i FAKTU), podniosło się larum. Sam zainteresowany zdementował tę informację, ale mleko się rozlało. Wokół byłego rzecznika MON zrobiło się na tyle gorąco, że Jarosław Kaczyński zmuszony był do powołania komisji, której celem było zweryfikowania dotychczasowej kariery Bartłomiej Misiewicza. Wnioski komisji? Brak kompetencji.

Teraz okazało się, że były szef gabinetu politycznego Antoniego Macierewicza jednak nie przepadł, a jego kompetencje są cenne. Jak donoszą Wirtualne Media, Misiewicz ma teraz odpowiadać za pozyskiwanie reklamodawców oraz zawieranie umów reklamowych i sponsorskich w Telewizji Republika. Będzie zatrudniony w oparciu o umowę zlecenie na czas nieokreślony.

Ogłosimy albo nie

TV Republika nie posiada swojego odrębnego pionu sprzedaży reklamowej. Pozyskiwaniem reklamodawców zajmuje się za nich - co może w pierwszej chwili zaskakiwać - Polsat Media, które świadczy w tym zakresie usługi brokerskie różnym stacjom. Wśród ich klientów znajdują się (oczywiście, oprócz Polsatu) m.in. Eurosport, TV 4, ATM Rozrywka.

Zobacz także

Poprosiliśmy Biuro Reklamy Polsat Media o komentarz w tej sprawie, czy mają coś wspólnego z zatrudnieniem Misiewicza i czy wpłynie ono jakkolwiek na relacje biznesowe między podmiotami. W PM usłyszeliśmy, że nie mają nic wspólnego z polityką personalną swoich klientów. A to może oznaczać, że specjalnie dla Misiewicza powstanie nowe stanowisko strukturach Telewizji Republika.

 - Nie wykluczam, że mu coś zaproponujemy. Nie mam zwyczaju mówić mediom o rozmowach biznesowych - tak mówi o Misiewiczu Tomasz Sakiewicz, członek zarządu TV Republika w rozmowie z portalem Wirtualne Media. - Wielokrotnie byłem zainteresowany współpracą z Bartłomiejem Misiewiczem, ale miał inne plany. Jak będzie wszystko wiadomo, to ogłosimy, a jak nie, to nie - dodał. Chcieliśmy dowiedzieć się czegoś więcej, ale niestety, dzisiaj red. Sakiewicz nie mógł rozmawiać. Nie udało nam się także skontaktować z prezesem stacji Radosławem Dobrzyńskim.

 Przede wszystkim spółki

No dobrze, ale czym tak naprawdę miałby się zajmować były rzecznik MON? Jako że u źródła nie uzyskaliśmy precyzyjnych informacji, można spekulować, że jego zadaniem będzie przede wszystkim werbowanie partnerów biznesowych, aby ci chcieli reklamować się na antenie TV Republika lub w witrynie internetowej stacji.

 Telewizja Republika to medium o profilu prawicowo-konserwatywnym, sympatyzujące z obecną władzą, można więc założyć, że głównym celem Misiewiecza będą spółki Skarbu Państwa, takie jak Orlen, PZU, PKO BP, czy PGE. Oprócz tego, ze względu na swoją przeszłość w MON, wśród jego klientów znajdą się zapewne także przedsiębiorstwa z branży zbrojeniowej (m.in. jego niedoszły chlebodawca, czyli PGZ).

Stawką są zresztą ogromne pieniądze. Państwowe przedsiębiorstwa należą do najhojniejszych reklamodawców, w dodatku od ponad roku sukcesywnie zmniejszają swoją obecność na antenach stacji komercyjnych, a wydają więcej na reklamy w mediach publicznych. Przykładowo, PKN Orlen - według danych WM - w pierwszym kwartale bieżącego roku wydał na lokowanie swojej marki w mediach prawie 1,9 mln złotych, czyli niemal cztery razy więcej niż przed rokiem. Co prawda Republika skorzystała na tym w niewielkim stopniu (w przygniatającej większości beneficjentem była Telewizja Polska), ale tym bardziej ambitne zadanie stoi przed Misiewiczem, aby potencjalnych klientów zachęcić do współpracy z TVR.

W grze duże pieniądze

 Ile mógłby zarobić Bartłomiej Misiewicz? Tutaj też nie sposób uzyskać jednoznacznej odpowiedzi. Zazwyczaj bowiem wynagrodzenie na takim stanowisku opiera się na podstawie oraz prowizji od konkretnych transakcji. Na portalach z ogłoszeniami o pracę można znaleźć oferty z różnymi kwotami podstawowymi - kilka, a nawet kilkanaście tysięcy.

Prowizja przy dobrych wiatrach może wynieść wielokrotność podstawowej pensji. Ale to też zależy od tego, jak te premie są wyliczane. Czy taki specjalista otrzymuje procent (np. 10%) od kwoty poszczególnych operacji? A może dopiero po przekroczeniu konkretnego pułapu, jeśli chodzi o zyski od reklamodawców? Przykładowo: ma za zadanie pozyskać w danym miesiącu klientów, którzy za reklamy wyemitowane w TVR zapłacą łącznie 100 tys. zł, a udaje mu się podpisać umowy z takimi, których łączne zobowiązania wyniosą 300 tysięcy. Wychodzi więc 300% targetu i sowita prowizja wpada na konto.

Abstrahując od tych wszystkich zawiłości, można zadać jeszcze jedno pytanie - czy mimo wszystko Misiewicz nie zaliczył zawodowego regresu? Jeszcze niedawno był rzecznikiem prasowym kluczowego resortu, doradcą i szefem gabinetu bardzo wpływowego ministra oraz (choć dosłownie przez chwilę) pełnomocnikiem zarządu dużej państwowej spółki. Teraz de facto zostanie handlowcem (choć w ważnym dla obecnej władzy ośrodku medialnym). Czy to dla niego nagroda pocieszenie czy raczej kara za ostatnie występki? Cokolwiek jest prawdą, udowadnia, że o Misiewiczu jeszcze niejeden raz usłyszymy.

RadioZET.pl/MP