Zamknij

Polska policja zatrzymała białoruskiego opozycjonistę. Powodem wniosek reżimu Łukaszenki

13.09.2021 20:37
Białoruski opozycjonista zatrzymany
fot. DarSzach/Shutterstock, Беларускі Дом у Варшаве/Facebook (screen)

Makar Małachouski, białoruski opozycjonista, został w niedzielę zatrzymany przez policje w Piasecznie (woj. mazowieckie). Władze w Mińsku wystawiły za nim czerwoną notę Interpolu. Policja tłumaczyła, że miała obowiązek zatrzymać mężczyznę, którego poszukuje reżim Łukaszenki. Po kilku godzinach spędzonych w areszcie, Małachouski wyszedł na wolność.

Białoruś wydała za Makarem Małachouskim list gończy oraz wystawiła czerwoną notę Interpolu. Chodziło o rzekomą napaść na funkcjonariusza, której miał się dopuścić opozycjonista. Małachouski przebywa w Polsce od listopada 2020 r. oraz posiada wizę humanitarną.

Mimo to w niedzielę wieczorem został zatrzymany przez policję w Piasecznie. Aleś Zarembiuk z Fundacji "Białoruski Dom" relacjonował, że do domu opozycjonisty i jego dziewczyny weszła policja. Jako powód podano skargę sąsiadów na zbyt głośną muzykę, dobiegającą z mieszkania. Potem, zgodnie z relacją partnerki Malakhouskiego, został on poproszony o okazanie dokumentów, a następnie zatrzymany.

Białoruski opozycjonista zatrzymany. Policja wypuściła Małachouskiego z aresztu

"Pilne! Zatrzymany na wniosek Łukaszenki obywatel Białorusi. Wczoraj wieczorem przez funkcjonariuszy polskiej policji na wniosek Łukaszenkowski w Piasecznie był zatrzymany Malakhouski Makary" - poinformował Zarembiuk na Twitterze.

- Funkcjonariusze nie legitymowali się podczas zatrzymania, więc na początku było przerażenie, że to białoruskie służby go zabierają. Okazało się, że to jednak policja. Jak tylko dowiedzieliśmy się o sprawie, zwróciliśmy się do Komendy Stołecznej Policji, MSWiA i do oddziału policji w Piasecznie. Poinformowaliśmy, że według naszych informacji jest to osoba politycznie represjonowana, która w Polsce przebywa z wizą humanitarną i że my prosimy o natychmiastowe wypuszczenie tej osoby. Za naszych informacji wynika, że nie ma żadnego kryminalnego powodu, dla którego miałby być on zatrzymany - podkreślił Zarembiuk w rozmowie z PAP.

Do sprawy odniosła się w poniedziałek Komenda Stołeczna Policji. "Bez względu na kraj, w którym przebywa osoba, poszukiwana przez Interpol, zgodnie ze zobowiązaniami międzynarodowymi organy ścigania i wymiaru sprawiedliwości zobowiązane są wykonać czynności, zmierzające m.in. do ustalenia przyczyny wszczęcia poszukiwań i podjęcia dalszych decyzji" - napisano w komunikacie KSP w tej sprawie.

KSP przekazała także, że policja chce zainicjować zmiany związane z weryfikacją poszukiwań podejmowanych przez Interpol na wniosek państw, w przypadku podejrzenia, że mają one podłoże polityczne. "Z naszej strony w takich przypadkach natychmiast informujemy prokuraturę, aby czynności podejmowane przez wymiar sprawiedliwości w Polsce rozpoczęły się jak najszybciej" - przypomina policja.

Z kolei minister spraw wewnętrznych i administracji Mariusz Kamiński napisał wcześniej na Twitterze, że niedzielne zatrzymanie obywatela Białorusi w Piasecznie to wynik kolejnej próby politycznego wykorzystania tzw. czerwonej noty Interpolu. "Tym razem przez białoruski reżim" - wskazał. Jak przypomniał, już w lipcu zwrócił się do władz Interpolu, wskazując na potrzebę zmian w tym zakresie.

W poniedziałek po południu Stanisław Żaryn, rzecznik ministra-koordynatora ds. służb specjalnych napisał na Twitterze: "Ob. Białorusi zatrzymany przez Polską Policję został zwolniony, nie zostanie wydany Łukaszence".

Mimo to Aleś Zarembiuk  bardzo obawia się paniki w środowisku białoruskim w Polsce i "efektu mrożącego". - My się bardzo boimy, by nie powstało wrażenie, że Białorusini, którzy uciekli do Polski, nie są już tutaj bezpieczni, a służby Łukaszenki potrafią dopaść wrogów nawet tutaj - powiedział. 

RadioZET.pl/PAP - Natalia Kamińska