Ciągnął psa na lince za samochodem. Jest decyzja prokuratury w głośnej sprawie

Redakcja
02.01.2019 14:38
białystok ciągnął psa za samochodem
fot. facebook.com/Spotted.Bialystok.Plus

Mężczyzna, który jadąc samochodem, przez kilka kilometrów ciągnął psa na lince, zdaniem prokuratury - nie był tego świadomy. Zwierzęcia nie udało się uratować.

Sprawa dotyczy wydarzeń z połowy października ubiegłego roku. Mężczyzna jadący samochodem przez centrum Białegostoku ciągnął za autem psa na lince zaczepionej za obrożę. Linka, zaczepiona z drugiej strony o jakiś element pojazdu, w pewnym momencie urwała się i zwierzę pozostało na jezdni.

Pies nie przeżył. Policji udało się zatrzymać kierowcę, ale nie postawiła mu zarzutów, uznając, że był to nieszczęśliwy wypadek, a kierowca nie miał świadomości, że ciągnie psa za samochodem. Kiedy do sprawy włączyło się w charakterze pokrzywdzonego Towarzystwo Opieki nad Zwierzętami (TOZ), zlecone zostały policji przez prokuraturę dodatkowe czynności.

Zobacz także

Nie było świadomej próby uśmiercenia psa

W sprawie badano m.in. miejski monitoring z trasy przejazdu kierowcy i przeprowadzono też eksperyment procesowy na posesji. Po zebraniu wszystkich dowodów śledczy uznali, że pies zerwał się z uwięzi lub uciekł z kojca i najprawdopodobniej leżał pod lub przy samochodzie. Gdy mężczyzna wyjeżdżał z nieoświetlonej posesji, wykonując wcześniej manewr cofania i wykręcania, długa linka przyczepiona do obroży musiała zaplątać się w elementy auta. Ruszając, kierowca nie widział, że ciągnie za sobą zwierzę. Jak uznała białostocka prokuratura, nie było więc świadomej próby uśmiercenia zwierzęcia, lecz splot nieszczęśliwych okoliczności.

Postanowienie nie jest prawomocne. Prezes białostockiego oddziału TOZ Anna Jaroszewicz powiedziała  w rozmowie z PAP, że decyzja co do zażalenia zostanie podjęta po konsultacji z prawnikiem, po zapoznaniu się aktami sprawy i uzasadnieniem decyzji prokuratury.

Zobacz także

RadioZET.pl/PAP/MK