Za post o Chazanie - proces o zniesławienie. Dziennikarka wyjawia, co stało się po publikacji

Redakcja
21.06.2017 16:42
Za post o Chazanie - proces o zniesławienie. Dziennikarka wyjawia, co stało się po publikacji
fot. Kuba Atys/Agencja Gazeta

Dziecko rodzone przez cesarskie cięcie nie ma więzi z matką. Tak miał powiedzieć profesor Bogdan Chazan pacjentce Annie Grzybowskiej. Dziennikarka opisała swoje spotkanie z lekarzem na portalu społecznościowym. Teraz czeka na pierwszą rozprawę. Została pozwana o zniesławienie. Bezpośrednio po publikacji posta dostała też setki wiadomości z opisem dramatycznych przejść kobiet na porodówkach. 

Post obiegł internet i miał tysiące udostępnień. Jej wyznanie zaktywizowało wiele innych kobiet do podzielenia się swoimi doświadczeniami z polskich porodówek. Bogdan Chazan jest znany z silnego zaangażowania w ruch dążący do wprowadzenia całkowitego zakazu aborcji. Historia Anny Grzybowskiej skończyła się dobrze i od kilkunastu lat jest szczęśliwą matką. To jednak nie koniec „przygód” z byłym dyrektorem szpitala im Św. Rodziny w Warszawie. Anna Grzybowska została pozwana przez Bogdana Chazana o zniesławienie.

W czasie gdy Anna Grzybowska była pacjentką szpitala na Madalińskiego, profesor Bogdan Chazan pełnił funkcję dyrektora. Nie był lekarzem prowadzącym przyszłej matki, ale ze względu na swoją pozycję, miał w placówce dużo do powiedzenia. 

- Co, pani redaktor? Myśli pani, że będzie miała pani jakieś specjalne traktowanie, tak? Poród siłami natury jest najlepszy i dla pani i dla dziecka. Dzieci rodzone przez cesarkę nie mają więzi z matką. Pani zdaje się jest po rozwodzie, a dziecko jest innego ojca, tak? Za swoje grzechy trzeba płacić! – powiedział Bogdan Chazan do swojej pacjentki Anny Grzybowskiej.

Aluzją do życia prywatnego swojej pacjentki, profesor Chazan miał „uzasadnić” odmowę cesarskiego cięcia. Tymczasem – jak pisze pani Ania – bez „cesarki” nie było mowy o urodzeniu syna. – Jestem osobą drobnej postury i od razu było wiadome, że naturalny poród nie wchodzi w grę – mówi.

"Naturalny poród wbrew przykazaniom"

Pani Ania trafiła do szpitala przy ul. Madalińskiego w Warszawie. Z uwagi na warunki fizyczne lekarze nie mieli wątpliwości: musi być cesarka.  - Ale prof. Chazan nie lubi cesarek. Przyszedł przypadkiem na salę, w  której leżałam i zaczął marudzić. To cała historia. I tak tę cesarkę miałam - mówi pani Ania i opowiada kręte losy tuż przed porodem, które zakończyły się szczęśliwym rozwiązaniem. - Życie mojego dziecka uratował znakomity lekarz. Czas, kiedy byłam w ciąży to moment remontu szpitali ginekologiczno-położniczych w całej Polsce. Czasem przewoziło się pacjentki z Warszawy do Tomaszowa Mazowieckiego, bo w stolicy nie było miejsc. W szpitalu im. Św. Rodziny nie działała wówczas winda. Pewien lekarz szybko wziął mnie na ręce i zniósł po schodach na salę operacyjna po schodach. Ja tylko krzyknęłam, żeby ratowali mojego syna. Z całej sytuacji wyszłam obronna ręką - mówi dziennikarka.

Profesor Chazan miał też stwierdzić, że taka forma porodu jest „wbrew przykazaniom”, a on sam zna mnóstwo kobiet, które nie uważają cesarki za jedyne wyjście. Miał też powiedzieć, że to poród naturalny tym, co matki wybierają od „setek lat”.

Traf chciał, że na sali obecna była wtedy przyjaciółka pani Ani, która również zaliczała się niegdyś do pacjentek ginekologa. - Ta skrobanka, którą mi Pan zrobił była naprawdę genialna. Poznaje mnie Pan? 2 lata temu. Warto było zapłacić – powiedziała. Po tym spotkaniu Chazan miał omijać Annę Grzybowską szerokim łukiem. Nigdy też już nie wspomniał o wyższości porodu naturalnego.

fejs
fot. Facebook

Pani Ania przyznaje, że była zaskoczona odzewem jaki wywołał jej „w gruncie rzeczy niewinny” post. – Nie napisałam nic co byłoby nowe lub nieznane – mówi w rozmowie z Radiem ZET. – Dla mnie to była drobna sprawa, dla pana profesora najwidoczniej nie – dodaje.

Post pani Ani wywołał burzę. Z dnia na dzień stała się samozwańczą rzeczniczką kobiet, które przez klauzulę sumienia nie mogły otrzymać odpowiedniej opieki medycznej. Historia została udostępniona ponad 17 tysięcy razy. Uruchomiła też lawinę zwierzeń. Jej skrzynkę odbiorczą zalały wiadomości, zdjęcia, dokumentacje medyczne. Dziennikarka zapoznając się z tymi historiami przyznaje, że wielu ludzi przeżyło istny „koszmar”. Kobiety dzwoniły do niej płacząc w słuchawkę. Poczuły, że muszą się podzielić z nią swoją traumą.

Szum po internetowym poście

Okazuje się, że jej post nie spodobał się samemu zainteresowanemu. Dziennikarka została pozwana o zniesławienie. Bogdana Chazana reprezentuje kancelaria Ordo Iuris. Stowarzyszenie znane jest ze swojej walki o wprowadzenie całkowitego zakazu aborcji. Wespół z nim działa Fundacja Życie i Rodzina, której znaną reprezentantką jest Kaja Godek. Była pełnomocniczką Komitetu Inicjatywy Ustawodawczej "Stop aborcji" w 2013 i 2015 roku. Zarówno ona, jak i Bogdan Chazan są wielkimi orędownikami powrotu tematu bezwzględnego zakazu aborcji na Wiejską.

- Pan profesor poczuł się urażony i pozwał mnie do sądu. Postem który był niewinny. Zrobiła się z niego nieprawdopodobna awantura. Moim reprezentantem jest mecenas Jacek Dubois. Pan mecenas był tak uprzejmy, że zaproponował mi reprezentowanie pro bono, za co jestem ogromnie wdzięczna. Czekamy, co wyniknie z pierwszej rozprawy. Oczywiście się na nią stawimy - wyjaśnia pani Grzybowska.

Sama zainteresowana dodaje, że pozew był dla niej w pewnym stopniu zaskoczeniem. - Jestem wstrząśnięta. Wrzuciłam to na zasadzie wspomnienia z narodzin mojego syna. Nie wiedziałam, że wywołam tak potworną awanturę. Dobrze się stało - dodaje.

Otwarcie mówi, że jest wielką przeciwniczką wprowadzania religii do szpitali. - Klauzula wiary mówi o tym, że nie można ingerować ciało człowieka w żaden sposób. Czyli jak przyjdzie pani z drzazgą do lekarza, to on jej nie wyjmie tylko odmówi „trzy zdrowaśki” i zapali dwie świece? Kłopoty z woreczkiem żółciowym? Bez możliwości operacji, bo to ingerencja w ciało człowieka. Po złamaniu nogi usłyszy pani: cóż można mieć jedną nogę krótszą – mnoży przykłady pani Grzybowska.

- Mamy XXI wiek, wiec sądziłam, że kobiety w połogu nie umierają razem z dziećmi. Okazuje się jednak, że wszystko zależy od światopoglądu lekarza. To powrót do średniowiecza - kwituje kobieta. Sama jest osobą niewierzącą, przez co tym bardziej nie rozumie uregulowań religijnych w medycynie.

"Urodź, bo trzeba je ochrzcić"

- Nie wyobrażam sobie sytuacji, żeby być zobligowaną do przestrzegania reguł, które narzuca mi ktoś wierzący. Co robi w  takiej sytuacji buddysta, muzułmanin czy świadek jehowy? Czy mam iść do lekarza, który ma napisane na drzwiach jestem katolikiem, jestem wierzący? To absurd. Lekarz powinien bronić życia, w końcu tak wygląda przysięga Hipokratesa – mówi dziennikarka.

Po swoim poście dostała mnóstwo prywatnych wiadomości. Wiele z nich zawiera tak drastyczne historie, że na zawsze zapadną jej w pamięć.

- Dostałam m.in. zdjęcia płodów od matek. Jedno z nich przedstawia dziecko: dziewczynkę w różowej czapeczce. Nie miała twarzy. Wie pani jak wygląda dziecko bez kości czaszki? Matkom mówi się „urodź, bo trzeba je ochrzcić”. W imię czego? – opowiada wzburzona pani Ania.

Drastyczne historie z porodówek

Inne historie są równie przygnębiające.

- Kobieta w 7. miesiącu ciąży przyjechała do szpitala. Poroniła. Zmarłe dziecko przyniesiono jej w wiaderku na mocz i zapytano czy je pochować. To była młoda dziewczyna, miała 21 lat. Teraz ma 26 lat i powiedziała, że nigdy więcej nie będzie miała dzieci - kontynuuje pani Ania.  

Dziennikarka przywołuje też sytuację kobiety, która tak jak ona rodziła w szpitalu św. Rodziny. – Jak może się czuć matka, której córka od 48 godzin rodzi w potwornych mękach. Wiadomo było od początku, że powinna otrzymać możliwość cesarskiego cięcia. Matka biegała po szpitalu i w końcu dostała się do prof. Chazana. Zapytała go: ile moje dziecko ma jeszcze cierpieć. On miał odpowiedzieć: Bóg nie powiedział, że urodzi się od razu – mówi wzburzona.

Sprawa zakończyła się tragicznie. Dziecko urodziło się martwe.

Anna Grzybowska określa klauzulę sumienia mianem „strasznej” i „rodem ze średniowiecza”. - Moglibyśmy równie dobrze odprawiać mantry i palic świeczki. Tak to nie może wyglądać - mówi zdecydowanie.

Anna Grzybowska nie żałuje, że ta sprawa potoczyła się w taki, a nie inny sposób. - Nie walczę teraz o siebie. Istnieje możliwość, że to przegram. Ale mam poczucie, że przy nagłośnieniu tych przypadków ktoś w końcu zacznie myśleć - dodaje.  

Termin pierwszej rozprawy wytoczonej przez Bogdana Chazana Annie Grzybowskiej nie jest jeszcze oficjalnie potwierdzony.

Na jesieni szykuje się kolejna odsłona „bitwy o aborcję”. Teraz próbę wprowadzenia całkowitego zakazu aborcji prowadzi Fundacja Pro – Prawo do życia. Jej członkowie domagają się całkowitego zakazu zabiegu. Nawet w przypadku, kiedy ciąża jest wynikiem gwałtu lub zagraża życiu i zdrowiu kobiety. Jednym z inicjatorów projektu jest prof. Bogdan Chazan. 

RadioZET.pl/KM