Zamknij

Ksiądz zignorował kwarantannę i rozdawał komunię na mszy. Na widok policji "uciekł tylnym wyjściem"

21.01.2022 14:41
ksiądz
fot. KFP/REPORTER

Proboszcz z kościoła w Borkach Nizińskich (woj. podkarpackie) zignorował nałożony na niego obowiązek kwarantanny i jak gdyby nigdy nic odprawiał mszę, a także rozdawał komunię. Kiedy do świątyni przyjechała policja, zaczął uciekać. O incydencie poinformowała "Gazeta Wyborcza".

Ksiądz pełniący posługę w Borkach Nizińskich jest także katechetą w Szkole Podstawowej im. św. Andrzeja Boboli. Z nieoficjalnej informacji "Wyborczej" wynika, że dzieci z placówki objęto kwarantanną w związku z wykrytym ogniskiem koronawirusa. Obowiązek ten nałożono także na proboszcza.

We wtorek 19 stycznia po godzinie 17 policjanci przeprowadzili rutynową kontrolę. Odwiedzili plebanię pod adresem zgłoszonym w sanepidzie. Tam jednak nie zastali księdza. Jakie było ich zdziwienie, gdy okazało się, że duchowny odprawiał akurat mszę. "Rozdawał nawet komunię" - informuje "Gazeta Wyborcza".

Borki Nizińskie. Ksiądz zignorował kwarantannę i odprawił mszę. Na widok policji "czmychnął"

Dziwić może także sytuacja, która nastąpiła już po tym, jak duchowny zauważył mundurowych. Po skończonej mszy zaczął uciekać. - Uciekł tylnym wyjściem. Pewnie z zakrystii czmychnął gdzieś tyłem, bo przeważnie ksiądz po zakończeniu mszy wychodzi głównym wyjściem z kościelnym i zamykają drzwi - mówił "Wyborczej" jeden ze świadków.

Proboszcza z opresji ratować próbował kościelny, który przyznał w rozmowie z policjantami, że nie zna duchownego odprawiającego mszę. - Powiedział do nich, że księdza nie ma, a ten to jakiś obcy z innej parafii - wynika z relacji rozmówcy "GW". Urszula Chmura, oficer prasowy Komendy Powiatowej Policji w Mielcu, uważa, że nie mogło być mowy o pomyłce, bo policjanci dobrze znają proboszcza. - Mieszkają w tej samej gminie. Znają księdza z widzenia - wyjaśniła.

Funkcjonariusze zastali duchownego dopiero na plebanii. Otworzył im drzwi i zaprosił do środka. Policji miał tłumaczyć, że zdaje sobie sprawę z tego, co zrobił. Dziennikarze "Wyborczej" skontaktowali się z kurią sandomierską, ta jednak na razie nie komentuje sprawy.

Jak przekazała rzeczniczka KPP w Mielcu, policjanci będą prowadzić postępowanie w tej sprawie. - To przestępstwo z art. 161 Kodeksu karnego. Ksiądz naraził inne osoby na zarażenie. Grozi mu za to rok pozbawienia wolności. Jeśli chodzi o wykroczenie, to mandat może wynosić 500 zł - oświadczyła podkomisarz Chmura. Księdzu grozi również kara administracyjna, która może wynieść do 30 tys. zł. - Powiadomiliśmy o wszystkim sanepid - podsumowała policjantka.

NAPISZ DO NAS

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś intrygującego lub bulwersującego? Chcesz, żebyśmy opisali ważny problem? Napisz do nas! Informacje, zdjęcia i nagrania możesz przesłać nam na informacje@radiozet.pl.

RadioZET.pl/"Gazeta Wyborcza"

C