To on zapobiegł masakrze w szkole w Brześciu. ''Złamał mój zakaz''

28.05.2019 16:34
To on zapobiegł masakrze w szkole w Brześciu. ''Złamał mój zakaz''
fot. PAP/EPA

Woźny pobiegł na piętro mimo strzałów i ryzyka. Złamał mój zakaz, ale chciał ratować dzieci - mówi dyrektorka podstawówki w Brześciu Kujawskim, w której były uczeń urządził strzelaninę. Dodaje, że napastnik był w przeszłości bardzo spokojnym chłopcem.

Chcesz śledzić takie informacje na bieżąco? Dołącz do grupy Kronika kryminalna Radia ZET na Facebooku

W poniedziałek do szkoły podstawowej w Brześciu Kujawskim wtargnął 18-letni Marek N. - były uczeń tej placówki. Oddał kilka strzałów i użył przygotowanych wcześniej materiałów wybuchowych. Ranne zostały sprzątaczka i 11-letnia uczennica. Mężczyzna usłyszał zarzut usiłowania zabójstwa wielu osób.

Strzelanina w szkole. Woźny zapobiegł masakrze 

Dyrektor szkoły podstawowej z oddziałami gimnazjalnymi Danuta Kuczyńska powiedziała, że analizowane są dwie hipotezy odnośnie do tego, w jaki sposób były uczeń mógł wejść niezauważony do placówki.

Jedna z przyjętych hipotez dotyczy tego, że wszedł przez dach, a druga, że przez mniejszy daszek. Wejście przez dach tłumaczyłoby to, że znalazł się na drugim piętrze. Od dachu teoretycznie można wejść do budynku przez uchylone okno 

DYREKTOR SZKOŁY

Władze placówki nie miały żadnej wiedzy o tym, jakoby Marek N. miał ostrzegać kogokolwiek ze szkoły bądź jego bliskich o planowanym ataku. Danuta Kuczyńska podkreśla, jak ogromny szok przeszła matka chłopca, po informacji o tym, co się stało, i że natychmiast skontaktowała się ze szkołą i przeprosiła za czyn jej syna.

Zobacz także

Napastnik, gdy wszedł na drugie piętro, rzucił petardę własnej roboty do jednej z klas. Były tam uchylone drzwi, bo jeden z uczniów wyszedł na chwilę do toalety, a nauczyciel chciał, żeby do klasy wleciało trochę świeżego powietrza. Część dzieci udało się nauczycielowi ewakuować do łazienki, żeby tam się zabarykadować. Niektóre wybiegły jednak na klatkę schodową i napastnik zaczął strzelać do dziewczynki, która była ostatnia. Później Marek N. strzelił jeszcze z pistoletu do woźnej i ją również ranił. Następnie wyrzucił jedną z petard przez okno, co zaalarmowało dyrektorkę i woźnego - pana Krzysztofa.

On szedł pierwszy. Gdy usłyszałam strzały do naszej woźnej - nie pozwoliłam mu iść do góry. Nie posłuchał jednak i poszedł dalej, bo chciał ratować dzieci. W jego stronę poleciała jeszcze jedna - mniejsza petarda. Więcej napastnik nie miał w ręku. Nasz woźny zaczął do niego krzyczeć: +co ty robisz?+. Wtedy ten zdjął czapkę, okulary, buty i położył się na podłodze. Pan Krzysztof go obezwładnił

Danuta Kuczyńska

Około 40-letni mężczyzna także był szkolony na wypadek takich ataków. I został bohaterem. Na pewno uratował zdrowie, a być może i życie wielu osób.

RadioZET.pl/PAP