„Jeżeli ktoś podjął taką decyzję, to mamy pełną świadomość, że ci górnicy nie żyją”

Joanna Zaremba
21.12.2018 13:02
„Jeżeli ktoś podjął taką decyzję, to mamy pełną świadomość, że ci górnicy nie żyją”
fot. PAP/Andrzej Grygiel

– Otamowanie rejonu pożaru w kopalni w Karwinie oznacza wielomiesięczną akcję ratowniczą. Decyzja taka oznacza też, że wszyscy poszkodowani górnicy nie żyją – powiedział w piątek były prezes Wyższego Urzędu Górniczego Piotr Litwa.

Chcesz wiedzieć wszystko pierwszy? Dołącz do grupy Newsy Radia ZET na Facebooku

W wyniku czwartkowej katastrofy w kopalni w Karwinie w czeskiej części Śląska Cieszyńskiego zginęło 13 górników. Dwunastu miało obywatelstwo polskie – jeden z nich od ponad 20 lat mieszkał w Czechach. Jeden górnik był obywatelem Czech.

Zobacz także

Zakład Górniczy nr 2 (dawna kopalnia „ČSM”) należy do koncernu OKD, jedynego producenta węgla kamiennego w Czechach. W piątek rano przedstawiciele kopalni podali, że w zakładzie doszło do zapalenia się metanu, w konsekwencji czego na długości 800 metrów płonął jeden z chodników.

Na miejscu pracowało 23 górników

Według wcześniejszych informacji rzecznika kopalni w miejscu zagrożenia pracowało 23 górników. Dziesięć osób zostało rannych, w tym trzy osoby hospitalizowano. Władze kopalni przekazały w piątek rano, że ze względu na duże stężenie metanu akcja ratownicza została przerwana. Inne informacje dotyczyły otamowania rejonu pożaru i zatłaczania doń azotu.

Zobacz także

Jak powiedział w piątek były prezes Wyższego Urzędu Górniczego Piotr Litwa, informacje przekazane przez stronę czeską nt. konieczności otamowania wyrobisk dołowych oznaczają sytuację, w której zaistniały tam pożar jest silny i zagraża rozprzestrzenieniem się w inne rejony kopalni.

– W związku z tym podjęto decyzję, aby otamować wyrobiska zagrożone – to ma spowodować ograniczenie dopływu powietrza, a tym samym tlenu do miejsca pożaru – wyjaśnił ekspert.

„Jeśli ktoś podjął taką decyzję, to mamy pełną świadomość, że ci górnicy nie żyją”

– Jest to metoda pasywna gaszenia pożaru, która sprowadza się do tego, że po otamowaniu przestrzeni, w której jest pożar, oczekujemy przynajmniej kilka miesięcy, aż będziemy mieli informację – na podstawie pomiarów i badań tzw. gazów pożarowych pobieranych z otamowanej części – że ognisko pożaru zostało ugaszone i można bezpiecznie przystąpić do otwarcia pola pożarowego – wskazał Litwa.

Zobacz także

Oznacza to likwidację zabudowanych tam, które odcinały niebezpieczne wyrobiska, aby można było ponownie wejść do tego rejonu i prowadzić dalsze czynności związane z poszukiwaniem poszkodowanych oraz – już po zakończeniu akcji ratowniczej – czynności związane z pracą komisji powypadkowej.

– Jeśli ktoś podjął decyzję, której konsekwencją jest otamowanie wyrobisk, w których jest pożar, ale w których wiemy też, że są poszkodowani górnicy – to mamy pełną świadomość, że ci górnicy nie żyją – przyznał Litwa.

– Zresztą taki był przekaz w tej sytuacji – dodał.

Były prezes WUG zaznaczył również, że dotąd skąpe są informacje nt. charakteru zjawiska, które spowodowało katastrofę w czeskiej kopalni. Ich rozszerzenie najpewniej będzie wymagało zaczekania na efekty badań i analiz, które będą prowadzone przez komisję powypadkową.

RadioZET/PAP/JZ