Słuchaj
Mateusz Ptaszyński, Marcin Sońta
Michał Korościel
Damian Michałowski, Ewelina Pacyna
Redakcja Radia ZET
Sprawdź co graliśmy

Teraz gramy

„Jeżeli ktoś podjął taką decyzję, to mamy pełną świadomość, że ci górnicy nie żyją”

21.12.2018 13:02
xxx wiadomosci

– Otamowanie rejonu pożaru w kopalni w Karwinie oznacza wielomiesięczną akcję ratowniczą. Decyzja taka oznacza też, że wszyscy poszkodowani górnicy nie żyją – powiedział w piątek były prezes Wyższego Urzędu Górniczego Piotr Litwa.

„Jeżeli ktoś podjął taką decyzję, to mamy pełną świadomość, że ci górnicy nie żyją” fot. PAP/Andrzej Grygiel

Chcesz wiedzieć wszystko pierwszy? Dołącz do grupy Newsy Radia ZET na Facebooku

W wyniku czwartkowej katastrofy w kopalni w Karwinie w czeskiej części Śląska Cieszyńskiego zginęło 13 górników. Dwunastu miało obywatelstwo polskie – jeden z nich od ponad 20 lat mieszkał w Czechach. Jeden górnik był obywatelem Czech.

Zakład Górniczy nr 2 (dawna kopalnia „ČSM”) należy do koncernu OKD, jedynego producenta węgla kamiennego w Czechach. W piątek rano przedstawiciele kopalni podali, że w zakładzie doszło do zapalenia się metanu, w konsekwencji czego na długości 800 metrów płonął jeden z chodników.

Na miejscu pracowało 23 górników

Według wcześniejszych informacji rzecznika kopalni w miejscu zagrożenia pracowało 23 górników. Dziesięć osób zostało rannych, w tym trzy osoby hospitalizowano. Władze kopalni przekazały w piątek rano, że ze względu na duże stężenie metanu akcja ratownicza została przerwana. Inne informacje dotyczyły otamowania rejonu pożaru i zatłaczania doń azotu.

Jak powiedział w piątek były prezes Wyższego Urzędu Górniczego Piotr Litwa, informacje przekazane przez stronę czeską nt. konieczności otamowania wyrobisk dołowych oznaczają sytuację, w której zaistniały tam pożar jest silny i zagraża rozprzestrzenieniem się w inne rejony kopalni.

– W związku z tym podjęto decyzję, aby otamować wyrobiska zagrożone – to ma spowodować ograniczenie dopływu powietrza, a tym samym tlenu do miejsca pożaru – wyjaśnił ekspert.

„Jeśli ktoś podjął taką decyzję, to mamy pełną świadomość, że ci górnicy nie żyją”

– Jest to metoda pasywna gaszenia pożaru, która sprowadza się do tego, że po otamowaniu przestrzeni, w której jest pożar, oczekujemy przynajmniej kilka miesięcy, aż będziemy mieli informację – na podstawie pomiarów i badań tzw. gazów pożarowych pobieranych z otamowanej części – że ognisko pożaru zostało ugaszone i można bezpiecznie przystąpić do otwarcia pola pożarowego – wskazał Litwa.

Oznacza to likwidację zabudowanych tam, które odcinały niebezpieczne wyrobiska, aby można było ponownie wejść do tego rejonu i prowadzić dalsze czynności związane z poszukiwaniem poszkodowanych oraz – już po zakończeniu akcji ratowniczej – czynności związane z pracą komisji powypadkowej.

– Jeśli ktoś podjął decyzję, której konsekwencją jest otamowanie wyrobisk, w których jest pożar, ale w których wiemy też, że są poszkodowani górnicy – to mamy pełną świadomość, że ci górnicy nie żyją – przyznał Litwa.

– Zresztą taki był przekaz w tej sytuacji – dodał.

Były prezes WUG zaznaczył również, że dotąd skąpe są informacje nt. charakteru zjawiska, które spowodowało katastrofę w czeskiej kopalni. Ich rozszerzenie najpewniej będzie wymagało zaczekania na efekty badań i analiz, które będą prowadzone przez komisję powypadkową.

RadioZET/PAP/JZ

Oceń