Zamknij
Karolina i jej córka Iga
Od lewej: Karolina i jej córka Iga
fot: Archiwum rodzinne

„Chcę odzyskać moją córkę, zanim będzie za późno”

Błażej Makarewicz
Błażej Makarewicz Redaktor Radia Zet
12.08.2022 11:56

Karolina jako dziecko była ofiarą przemocy domowej. Pogłębiająca się depresja i załamanie psychiczne spowodowały, że kilka lat temu podjęła najbardziej dramatyczną decyzję w swoim życiu – zgodziła się, aby jej córka została adoptowana przez jej matkę, czyli babkę dziecka. Dzisiaj ma dowody na to, że 11-letnia Iga przechodzi w adopcyjnej rodzinie koszmar, który pamięta z własnego dzieciństwa.

- W 2021 roku Policja podejrzewała, że niemal 65 tys. osób stosowało przemoc domową, a blisko 76 tys. osób było nią dotkniętych. Ale to tylko wierzchołek góry lodowej. Większość przypadków przemocy w rodzinie nie jest odnotowywana, z różnych względów. Bo osoby pokrzywdzone boją się o tym mówić ze strachu przed odwetem sprawcy; bo osoby poddawane przemocy psychicznej często nie zdają sobie z tego sprawy; bo dzieci mają poczucie, że nikt im nie uwierzy - mówi mi Jacek Hołub, autor głośnego reportażu „Beze mnie jesteś nikim. Przemoc w polskich domach”.

- Tymczasem w badaniu przeprowadzonym na zlecenie Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej 30 proc. dorosłych Polaków ujawniło, że było sprawcą lub sprawczynią przemocy w rodzinie, 17 proc. stwierdziło, że skrzywdziło bliskich kilka razy, a 3 proc., że wiele razy. Jak konkludują autorzy raportu: „Oznacza to, że ponad 9 mln Polaków przyznaje się do stosowania przemocy w rodzinie, a około 6 mln było w takiej sytuacji kilku- lub wielokrotnie”. To znacznie bardziej realny obraz skali zjawiska przemocy domowej.

„Uciec od tego bólu”

Karolina urodziła się w połowie lat 80. Dorastała w małym mieście w woj. mazowieckim, a po ukończeniu 19. roku życia podjęła decyzję o opuszczeniu domu rodzinnego i związaniu się na stałe z Warszawą. Dziś wyznaje, że niemal przez całe dzieciństwo i nastoletni okres życia była ofiarą przemocy domowej ze strony matki, którą określa jako „osobowość psychopatyczną”. Do tego faktu dochodziła bardzo długo.

Jeszcze jako dziecko robiła wszystko, aby zdobyć jej uznanie i miłość, a ponad wszystko dobre traktowanie. Była jedną z najlepszych uczennic w szkole, regularnie brała udział w olimpiadach, śpiewała, osiągała sukcesy. Wszystkie te starania spełzły jednak na niczym. „Co bym nie zrobiła i tak zawsze było za mało, bo byłam głupią krową, kurwą i tak dalej” – wspomina. W wieku 13. lat miała pierwsze myśli samobójcze. Gdy jako dorosła dziewczyna wyprowadzała się z domu, cierpiała już na zaawansowaną depresję.

- Chciałam się zabić, bo uważałam, że to jedyna możliwość, żeby uciec od tego bólu. Znęcanie polegało nieraz na absurdalnych rzeczach. Np. buty stały nie tak, jak moja matka chciała. To był pretekst do tego, żeby mnie uderzyć, wyzywać. W furii tłukła mnie pięściami, z reguły w plecy. Często byłam posiniaczona. Jak miałam dziewiętnaście lat, to moja psycholog powiedziała mi, że powinnam to zgłosić i zrobić obdukcję. Nie zrobiłam tego, bo było mi szkoda, że to małe miasto, że się rozniesie. Dopiero później wytłumaczono mi, że miałam osobowość ofiary, syndrom sztokholmski.

Chciałam się zabić, bo uważałam, że to jedyna możliwość, żeby uciec od tego bólu

- Skutki przemocy domowej, takie jak zespół stresu pourazowego, niska samoocena, depresja, czy myśli samobójcze, mogą towarzyszyć osobom pokrzywdzonym nawet do końca życia – tłumaczy Jacek Hołub. - Nie wierzę, że można się z tym uporać samodzielnie. Wiele osób, które doznawały przemocy, korzysta z psychoterapii lub wsparcia psychiatry, czasami latami. To długa i kręta droga, zważywszy na mechanizm działania przemocy, w którym ofiary często wracają do swoich oprawców, bo np. wierzą, że oni mogą się zmienić.

Ucieczka z przemocowego domu nie była skutecznym sposobem na uwolnienie się od traum i choroby. Pierwsze lata dorosłego życia Karoliny były pełne bolesnych paradoksów. Jako 19-latka udzielała dzieciom korepetycji z matematyki i fizyki, aby móc uczyć się i przeżyć w Warszawie, bo matka kategorycznie odmówiła jej jakiejkolwiek pomocy finansowej. Mimo to z powodzeniem udało jej się skończyć studia prawnicze, znaleźć pracę i spełniać się zawodowo. Ta udana sfera życia przeplatała się jednak z codziennym cierpieniem spowodowanym trwającą i pogłębiającą się depresją. Jej stan radykalnie pogorszył się w momencie, gdy zaszła w ciążę.

„Urobiła mnie, dosłownie”

- Na początku ciąży zaczęłam chodzić na kolejną terapię, ale w pewnym momencie, nie myślałam już racjonalnie. Doszła do tego depresja poporodowa. Wtedy pojawiła się moja matka. Była dla mnie bardzo miła, opiekuńcza. Myślałam, że się zmieniła i uwierzyłam w to, sama się przy tym oszukując. Tak bardzo chciałam wierzyć, że może w końcu dostanę to, za czym jako dziecko tak bardzo tęskniłam – odrobinę dobrego traktowania.

Traumy Karoliny znów do niej wróciły
fot. HTWE/Shutterstock

Karolina przekonuje, że jej matka zawsze chciała mieć drugie dziecko, ale życie potoczyło się tak, że nie było jej to dane. Narodziny wnuczki i chorobę jedynej córki miała wykorzystać, aby podstępnie zrealizować swój cel. - Od początku chciała adoptować moją córkę Igę, ale się nie zgadzałam. Potem mówiła, żeby chociaż zgodzić się na rodzinę zastępczą. Mówiła, że to dla mojego dobra, bo szybciej wyzdrowieje, a ona nie będzie wtedy musiała mnie ciągle prosić o podpisywanie formalności związanych z wychowaniem córki. Idealnie trafiała w moje słabe punkty.

- Mówiła: „a co będzie jak, ci się coś stanie”, i że „powinnam pomyśleć o dobru własnego dziecka”. Po czterech latach urobiła mnie, dosłownie. Kiedy masz potworne zaburzenia lękowe i nie myślisz racjonalnie, i masz głęboką depresję, starasz się przeżyć choć jeden dzień. Pamiętam, że dokładnie to sobie powtarzałam: Karolina, jeszcze tylko jeden dzień. Nie chciałam żyć. Każdy dzień to była katorga. I w tym najgorszym momencie zgodziłam się i podpisałam jej te papiery. Moja dokumentacja medyczna jasno przedstawia, że nie byłam zdolna w tamtym czasie do podjęcia racjonalnej decyzji, a ta którą podjęłam, była po prostu wynikiem lęku i ciągłego zastraszania mnie przez matkę.

Sprawca przez manipulację i zastraszanie pozbawia ofiarę zdolności do samodzielnego myślenia, stawiania oporu i narzuca swój obraz rzeczywistości

- Specjaliści mówią o praniu mózgu, które przypomina to, co dzieje się w sektach. Polega ono m.in. na izolowaniu ofiary od innych ludzi, poniżaniu i tworzeniu iluzji, że bez oprawcy nie jest w stanie sobie poradzić w życiu oraz demonstrowaniu wszechmocy, połączonemu ze sporadycznym okazywaniem pobłażliwości. Sprawca przez manipulację i zastraszanie pozbawia ofiarę zdolności do samodzielnego myślenia, stawiania oporu i narzuca swój obraz rzeczywistości – przekonuje Jacek Hołub.

Karolina zapewnia, że pomimo zgody na adopcję Igi przez babkę, przez cały czas starała się utrzymywać częsty kontakt z córką, zabierała ją na wakacje i wraz ze swoim partnerem i ojcem dziecka istotnie angażowała się finansowo w jej utrzymanie. Chciała, żeby mimo bardzo trudnej i skomplikowanej sytuacji rodzinnej, ich wspólne życie mogło przebiegać najbardziej normalnie, jak to było możliwe. W pewnym momencie sytuacja ta zaczęła się jednak komplikować. - Po adopcji matka zaczęła ograniczać mi kontakty z córką. Iga miała wtedy 5 lat. Zrozumiałam, że wszystko, co robiła, to była tylko gra i nie będzie dobrze.

„Wszystko odżyło”

- W pewnym momencie zauważyłam, że Iga zaczyna się zachowywać tak, jak ja kiedyś. Nie mówiła jednak, o co chodzi. Bardzo długo była skryta i zamknięta. Znałam to z autopsji. Ale w pewnym momencie zaczęła się otwierać. 3 lata temu po raz pierwszy powiedziała mi, co się dzieje w domu. Zamurowało mnie, wszystko odżyło.

Karolina przekonuje, że jej córka od dłuższego czasu doświadcza dokładnie tego samego, co ona, gdy była dzieckiem. W adopcyjnej rodzinie ma dochodzić do przemocy fizycznej, psychicznej i zachowań sadystycznych, których ofiarą jest 11-letnia dziewczynka. Sprawcą przemocy jest dokładnie ta sama osoba. Karolina ma na to dowody. – Babka zaczęła ograniczać Igę, bić ją, wyzywać. Nie pozwalała jej spotykać się z koleżankami. Iga jest bardzo mądrym dzieckiem i sama powiedziała, że babcia ciągle kłamie, a ludzie jej wierzą, bo udaje miłą. Przyznała, że próbowała nagrywać telefonem, ale to było trudne i bała się, że jak babka ją przyłapie „to ją chyba zabije”. Poprosiła nas, abyśmy kupili jej dyktafon, bo chce udowodnić, że mówi prawdę.

- Chociaż metody działania sprawców przemocy domowej są różne, wiele ich łączy. Przemoc jest dla nich narzędziem do sprawowania kontroli i uzyskania dominacji. Może nam się wydawać to zdumiewające, ale większość krzywdzicieli jest przekonanych, że robią to dla dobra rodziny i swoich ofiar, np. biją i krzyczą na dziecko, żeby dobrze się uczyło, było grzeczne i „wyszło na ludzi”, nie zdając sobie sprawy z tego, że niszczą mu życie – mówi autor reportażu „Beze mnie jesteś nikim. Przemoc w polskich domach”.

„Dostaniesz lepszy wpierdol”

Podczas pracy nad tym tekstem miałem możliwość zapoznać się ze wszystkimi nagraniami audio zarejestrowanymi przez Igę w jej adopcyjnym domu. Były one wstrząsające. Słychać na nich nie tylko wulgarny język, wyzwiska, ale także odgłosy stosowania przemocy fizycznej i wyraźne przerażenie dziecka wyrażane płaczem i krzykiem. Poniżej publikuję jedynie kilka fragmentów.

#1

„Nie wiesz? Ja zaraz stąd wyjdę, bo ci wpierdol zaraz spuszczę. Dlaczego moja bluzka jest tutaj?! Uprasowana!”

„Kurwa, cię zatłukę któregoś dnia”

„O żesz kurwa twoja w dupę mać (bicie dziecka, wyraźne odgłosy uderzeń, płacz. Dziecko krzyczy „nie!”)”

„Jeszcze rano dostaniesz lepszy wpierdol!”

„Jeszcze kurwa tylko mi jedynkę jedną przynieś! Nie dość, że jebana nie sprzątnie sobie w tym, poukładane ma, pierdolnik zrobi i jeszcze z jedynkami przychodzi!”

#2

„Kurwa, jak ja tu kiedyś wpadnę, jak ci wpierdol tu spuszczę, to ty w końcu się nauczysz porządku! Jak można takim bałaganiarzem, niechlujem być!”

„Nie wiesz kurwa, jak ci wpierdolę zaraz to będziesz wiedziała!”

„Gdzie to jest się ciebie pytam, jak ci wpierdolę zaraz ty śmieciaro, ty bałaganiarzu!”

„Załóż te rajstopy, princeskę i bluzkę i wypierdalaj do szkoły, a jak dostaniesz mi jeszcze jedynkę z poprawy, czy z czegoś, to ci wpierdol taki spuszczę, że zobaczysz! Dosyć tego!”

Matka adopcyjna, czyli babcia dziecka, nie chciała odnieść się do sprawy i zarzutów, jakie stawia Karolina. W rozmowie telefonicznej powiedziała mi jedynie, że porozmawia ze mną dopiero po konsultacji ze swoim adwokatem.

„Dowody są niepodważalne”

W listopadzie 2021 roku Karolina zdecydowała się podjąć walkę o odzyskanie swojego dziecka. - Próbowałam odzyskać Igę polubownie już 3 lata wcześniej. Przekonywałam, że czuję się dobrze, jestem już zdrowa i mam lepsze warunki, perspektywy. Chciałam, żebyśmy wszyscy stworzyli normalną rodzinę. Ale nie da się stworzyć rodziny z osobą, która chce być babcią, dziadkiem, matką, wszystkim i sprawować nad wszystkimi kontrolę.

Kobieta wystąpiła do Prokuratury Rejonowej z wnioskiem o „rozwiązanie przysposobienia z zawiadomieniem o możliwości popełnienia przestępstwa”. Prokuratura umorzyła jednak sprawę. 18 sierpnia 2022 roku sąd rozpatrzy zażalenie wniesione przez kurator karną reprezentującą Igę na postanowienie prokuratora o umorzeniu postępowania.

- To są dowody niepodważalne, ale prokuratura nie wzięła ich pod uwagę – mówi Karolina. - Jedno nagranie nie było w ogóle poddane oglądowi. Drugie zostało załączone. Pani kurator rodzinna nawet nie spojrzała w akta. Pani psycholog, która była na przesłuchaniu Igi, stwierdziła, że jest ona zbyt spokojna, nie ma zdolności do konfabulacji, ale należy jej zeznania traktować z dużą ostrożnością. Gdyby posłuchała tych nagrań, to wiedziałaby, jak było. Później powiedziała mi, że nie słuchała tych materiałów. Podobnie było z panią kurator. Gdy puściliśmy jej te nagrania, to przyznała, że ją zamurowało i zmieniła swój stosunek.

Sprawcy przemocy bardzo często postępują w wysublimowany sposób. Na zewnątrz sprzedają się jako piękni, dobrzy i ułożeni

- Często prokurator, który bada tego typu sprawę i dostaje ją do ręki, nie ma świadomości mechanizmów i zależności psychologicznych, które zachodzą pomiędzy sprawcą a osobą doznającą przemocy – mówi mi Konrad Wojterkowski, prezes fundacji Krajowe Centrum Kompetencji i organizator kampanii „Kocham. Nie biję”, „Kocham. Szanuję”.

- Ale z drugiej strony ma to związek z tym mechanizmem kolorowanej często, czy wybielanej osoby sprawcy, tak jak w tym przypadku, która uchodzi za porządnego obywatela, która sprzedaje się pięknie na zasadzie „ale to przecież taki dobry sąsiad, który zawsze się kłania, mówi dzień dobry”. Sprawcy przemocy bardzo często postępują w wysublimowany sposób, bijąc w czterech ścianach, czy sprawiając krzywdę, a na zewnątrz sprzedają się jako piękni, dobrzy i ułożeni. Gdy później wypływa taka sytuacja, że są sprawcami przemocy, czy gwałcicielami, to nikt nie może w to uwierzyć. I nie wierzy się osobie doznającej przemocy.

„Chcę odzyskać dziecko”

Prezes KCK uważa, że sprawa 11-letniej Igi ma szansę zakończyć się pozytywnie, a jego fundacja włączyła się już w pomoc prawną rozdzielonej rodzinie. - To, co musi zrobić pani Karolina, to być stanowczą w dążeniu do celu i już nie poddać się tej manipulacji na zasadzie, że sprawa jest przegrana. Powiem panu, że zdarzało mi się dopiero po wielu latach wyciągać tego typu osoby. Mam taką sytuację, gdzie chłopiec przez wiele lat nie widział się z matką, bo ojciec tak nim manipulował i miał duże pieniądze, więc sobie poustawiał lokalne służby. I dopiero gdy chłopak miał 15 lat, udało się doprowadzić do normalnych relacji z matką.

Karolina chce odzyskać Igę
fot. AlyoshinE/Shutterstock

W 2018 roku Sąd Rejonowy dla miasta stołecznego Warszawy rozwiązał przysposobienie z powodu odbudowanej więzi syna z ojcem biologicznym. Z kolei Sąd Najwyższy uchwałą z 25 września 1959 roku ustanowił tezę, że „jeśli dobro małoletniego wymaga jego powrotu do rodziny naturalnej, przysposobienie może być rozwiązane także wówczas, gdy przysposabiający sprawuje władzę rodzicielską w sposób należyty”. - Chcę odzyskać swoje dziecko, zabrać je stamtąd – zapowiada Karolina. - Prawo w Polsce często działa tak, że prokuratura i służby przychodzą dopiero wtedy, kiedy dziecko nie żyje, albo leży w szpitalu. Nasza historia nie jest czymś niecodziennym.

Imiona głównych bohaterek tekstu zostały przeze mnie zmienione ze względu na dobro i bezpieczeństwo dziecka.

Błażej Makarewicz
Błażej Makarewicz

Dziennikarz po stosunkach międzynarodowych. Zajmuje się głównie meandrami polskiej i światowej polityki. Pasjonat historii i kultury Ameryki Łacińskiej. Lubi brytyjski humor, towarzystwo wartościowych książek i odpoczynek na Mazurach. W sobie i innych ceni krytycyzm w myśleniu oraz szacunek dla ludzi o odmiennych poglądach.

twitter.com/BMakarewicz

kontakt: blazej.makarewicz@radiozet.pl

C