Child Alert ma drugie dno? Ojciec-porywacz mówi o manipulacjach

21.02.2020 17:02
Child alert
fot. PAP/Marcin Obara

Child Alert to straszak na ojców – uważa „ojciec-porywacz”, którego w 2015 roku ścigano za uprowadzenie 3-letniego Fabianka. Policyjny system poszukiwań nazywa elementem dyskryminacji i podkreśla, że przy uruchomieniu i trwaniu takiej procedury służby celowo „kreują rzeczywistość”.

Child Alert został w Polsce uruchomiony cztery razy. Ostatnio, gdy na gdyńskim Obłużu uprowadzono 10-letniego Ibrahima. Chłopca zabrał jego pochodzący z Maroka ojciec. Matka utrzymywała, że Marokańczykowi odebrano prawa rodzicielskie, a policja, uruchamiając procedurę, przekazała, że mężczyzna jest niebezpieczny. Wkrótce na jaw wyszło, że sąd rodzinny w Belgii zapewnił prawa rodzicielskie obojgu rodzicom, a chłopiec jest cały i zdrowy pod opieką ojca. Child Alert odwołano, ale w związku z procedurą pojawia się wiele pytań.

Czy można ścigać ojca dziecka? Czy wszystkie wymagane do uruchomienia procedury przesłanki były spełnione? Na jakiej podstawie stwierdzono, że tata Ibrahima jest niebezpieczny? Tych informacji policja nie chciała nam udzielić. Jak przekazał nam insp. Mariusz Ciarka, rzecznik prasowy Komendanta Głównego Policji, służby odmawiają ich udzielania, kierując się dobrem dziecka i jego rodziny.

Child Alert jest takim medialnym straszakiem na ojców i pokazywaniem jednocześnie "siły" państwa i sprawności służb

– uważa Sebastian Nadolski, były antyterrorysta i „ojciec-porywacz”, który w listopadzie 2015 roku był poszukiwany za uprowadzenie swojego 3-letniego syna Fabiana sprzed domu w Radomiu. Wtedy również policja uruchomiła procedurę Child Alert. Obecnie Nadolski nie widzi syna od ponad 4 lat.

sebastian-nadolski-syn-child-alert
fot. archiwum prywatne

Zdaniem ojca chłopca Child Alert został włączony bezpodstawnie. Takie samo miało być zatrzymanie mężczyzny i jego areszt. Prawa rodzicielskie Nadolskiego były wtedy ograniczone, ale nieprawomocnym postanowieniem, co zdaniem ojca chłopca chroniło go przed ściganiem.

- Dlaczego w moim przypadku uruchomiono Child Alert? Dlatego, że to była jedyna możliwość dla wymiaru sprawiedliwości i organów ścigania nieujawnienia tego, co tuszowano, czyli głośnej sprawy stosowania przemocy wobec mojego dziecka przez matkę – mówi nam Nadolski, który od początku sprawy przekonuje, że matka Fabianka, Aneta S., znęcała się nad synem, choć sąd tego nie stwierdził. - Uruchamiając Child Alert, uniemożliwiono mi w tamtym czasie zrobienie badań lekarskich (tomografii głowy) i psychologicznych synka, na które właśnie zabrałem go od matki – twierdzi mężczyzna.

Nadolski podkreśla też, że bezpodstawnie został uznany za niebezpiecznego, co argumentowano posiadaniem przez niego broni. - Po pierwsze moja prywatna broń od pół roku była w policyjnym depozycie, ponadto posiadałem ważne pozwolenie i świeże badania lekarskie i psychologiczne do jej posiadania. […] Ta broń była w policyjnym depozycie i policja to wiedziała, sprawdzenie tego w bazie KSIP (Krajowy System Informacyjny Policji – red.) to dosłownie trzy ruchy klawiaturą – twierdzi.

„Służby wiedzą, że są bezkarne”

Nadolski ostro wypowiada się na temat służb i sądów, które prowadzą jego sprawę. Jego zdaniem mechanizmy są skandaliczne, a dowody są preparowane. Dlaczego? - Bo nie można byłoby bez tych oszustw wszcząć takiej procedury (child alert – red.), przepisy są jasne i nie pozwoliłyby na to. Służby musiały więc "kreować rzeczywistość". Wiedzą, że są w zasadzie bezkarne, więc to robiły i robią... pod pełną ochroną Państwa – twierdzi Nadolski.

Myślę, a nawet jestem pewien, że drugie dno tych Child Alertów zastosowanych wobec ojców (w 3 z 4 przypadków) jest jednym z elementów dyskryminacji grupy społecznej, z której żyje w tej chwili cały tzw. sądowy system okołorozwodowy, który w 60 proc. nie miałby wtedy co robić

- dodaje.

Child Alert – jak działa?

„System Child Alert w Europie i na świecie, choć funkcjonuje pod różnymi nazwami odnosi się do systemów wsparcia poszukiwań osób zaginionych […]. Działanie systemu polega na bardzo masowym rozpowszechnieniu informacji o zaginionym dziecku za pośrednictwem wszelkich dostępnych mediów, takich jak np.: telewizja, internet, radio, tablice reklamowe, elektroniczne znaki drogowe, telefonia komórkowa” – wyjaśnia insp. Ciarka.

>> Child Alert - co to jest, jak działa i na czym polega system alarmowy? [KRYTERIA]

Child Alert nie jest uruchamiany przy każdym zgłoszeniu zaginięcia dziecka. By policja włączyła system, koniecznie musi zostać spełnionych pięć konkretnych przesłanek. Zaginione dziecko musi być niepełnoletnie, istnieje uzasadnione podejrzenie, że mogło zostać pozbawione wolności albo jego życie lub zdrowie jest zagrożone. Co więcej, rodzic zaginionego dziecka zgadza się na udostępnienie komunikatu, a jego rozpowszechnienie może realnie pomóc w poszukiwaniach. Policja musi też mieć wystarczające dane dotyczące dziecka i okoliczności zaginięcia. Istotne jest tutaj, by wszystkie przesłanki były spełnione łącznie.

RadioZET.pl