Zamknij

"Czarnek prędzej czy później odejdzie". Dziś protesty przeciwko zmianom w szkołach

08.12.2021 12:46
Przemysław Czarnek
fot. Jacek Dominski/REPORTER

Dziś posłowie mieli zająć się projektem "Lex Czarnek". W ostatnim momencie punkt ten jednak wykreślono z porządku obrad i przeniesiono go na początek przyszłego tygodnia. Rodzice i nauczyciele mimo to nie składają broni. W środę, 8 grudnia, pod Sejmem planują manifestować przeciwko zmianom w prawie oświatowym.

Projekt nowelizacji prawa oświatowego nazywany popularnie "Lex Czarnek" procedowany jest błyskawicznie. W połowie listopada zmiany zostały przyjęte przez rząd, 30 listopada dokument wpłynął do Sejmu i od razu został skierowany do prac w Komisji Edukacji. Drugie czytanie projektu zaplanowano początkowo na środę, 8 grudnia, a głosowanie już na 9 grudnia. W ostatnim momencie z porządku obrad wykreślono jednak punkty dotyczące "Lex Czarnek".

Lex Czarnek w Sejmie w przyszłym tygodniu

„To wielki sukces opozycji i organizacji społecznych! Razem jesteśmy w stanie przestraszyć rząd” - przekonywała na Twitterze Kinga Gajewska, posłanka KO. W podobnym tonie pisała Krystyna Szumilas, była minister edukacji narodowej.

Na radość jest jednak zbyt wcześnie, bo minister edukacji Przemysław Czarnek poinformował właśnie, że pierwsze czytanie projektu zaplanowano na 14 grudnia, czyli już na przyszły tydzień. „Z nieoficjalnych informacji wynika, że szuka większości dla przegłosowania tych szkodliwych zmian, które zniszczą polską szkołę. Dlatego nadal trzeba protestować!” - skomentowała na w mediach społecznościowych grupa „Nie dla chaosu w szkole”, zachęcając do wzięcia udziału w pikiecie pod hasłem „Pogrzeb polskiej edukacji”. Manifestację zaplanowano na środę, 8 grudnia, na godz. 17 pod Sejmem. „Nie pozwolimy, żeby Polska edukacja umierała w ciszy. Presja ma sens! Choćby taki, że będziemy mogli spojrzeć w oczy naszym dzieciom” - napisali organizatorzy wydarzenia.

Opozycja planuje także zgłosić wniosek o wysłuchanie publiczne projektu. - Żądamy od ministra edukacji odwagi, żeby stanął przed opinią publiczną i wysłuchał tego, co mają do powiedzenia nauczyciele, rodzice, uczniowie – tłumaczyła Szumilas podczas społecznego wysłuchania "Lex Czarnek", które na początku tygodnia w Sejmie zorganizowały opozycyjne kluby: Koalicji Obywatelskiej, Lewicy, PSL-KP i Polski 2050. W spotkaniu wzięli udział nie tylko samorządowcy np. wiceprezydenci Warszawy czy Gdańska, ale też uczniowie, rodzice, nauczyciele i przedstawiciele organizacji społecznych. Nie było nikogo z Ministerstwa Edukacji i Nauki.

Szumilas w czasie tego spotkania zapowiedziała jeszcze jeden wniosek: o odrzucenie projektu w pierwszym czytaniu. - Chcemy odrzucenia projektu w pierwszym czytaniu, bo tu nie ma o czym dyskutować. Nie ma obszaru funkcjonowania szkoły, w który ta ustawa by nie uderzała. Tak jak ona nadaje się do kosza, tak minister Czarnek nadaje się do dymisji. I prędzej czy później odejdzie, a polska szkoła będzie mogła się powoli odbudować - zapowiadała Agnieszka Dziemianowicz-Bąk, posłanka Lewicy.

"To zamach na szkołę"

Uczestnicy społecznego czytania dokładnie tłumaczyli, co ta nowelizacja zmieni w szkole. - To, co chce zrobić minister Czarnek, to ideologiczna dyktatura i cenzura. Minister chce, żeby nie było edukacji równościowej, seksualnej, obywatelskiej, żeby nie było wyjścia do teatru na „Dziady”, żeby nie było również pomocy psychologicznej w sytuacjach dramatycznych, kiedy to szybko korzysta się z pomocy różnych organizacji. Ta ustawa zabiera rodzicom prawo do decydowania o swoich dzieciach. Minister Czarnek chce, żeby to kurator decydował, jakie zajęcia może mieć dziecko, a jakie nie – mówiła Katarzyna Lubnauer, posłanka KO.

Teraz jeśli klasa, nauczyciel chce zaprosić kogoś z zewnątrz, potrzeba zgody rady rodziców i dyrektora. Według „Lex Czarnek” dyrektor będzie musiał wystąpić o pozytywną opinię kuratora i to nie później niż niż na dwa miesiące przed rozpoczęciem zajęć i to kurator podejmie ostateczną decyzję, czy zajęcia będą czy nie. Do kuratorium trzeba będzie przekazać także program zajęć oraz materiały dydaktyczne. - Nie życzymy sobie, by urzędnik partyjny mówił nam, na jakie zajęcia mamy wysyłać dzieci. Skoro podjęliśmy z dyrekcją decyzję, że dane zajęcia mają się odbyć, to żaden kurator nie będzie nam tego zabraniał – mówił Olgierd Porębski, przedstawiciel rady rodziców z podwarszawskiej podstawówki.

W podobnym tonie wypowiedziała się Zuzanna, studentka z Dąbrowy Górniczej. - Gdyby nie to, że w mojej szkole były NGO-sy, które prowadziły zajęcia o tym, jak obywatele, obywatelki mogą włączyć się w życie parlamentu, to pewnie dziś nie miałabym odwagi, żeby stanąć przed państwem - mówiła. Lubnauer przypominała też o poprawce, której chce małopolska kurator oświaty, czyli wprowadzenia maksymalnej liczby zajęć, która będzie zgłaszana do kuratorium. - Nie tylko Barbara Nowak chce ograniczyć dzieciom możliwość szerszego rozwoju, ale też chce uniemożliwić ciekawą lekcję w szkole. Taka szkoła będzie szkołą jałową – podkreślała Lubnauer. Barbara Nowacka, posłanka KO dodawała: - Oni nie reformują szkoły, oni dokonują zamachu na szkołę. W pułapce zgotowanej przez ministra Czarnka tkwią przede wszystkim placówki z mniejszych miejscowości.

"Lex Czarnek", czyli podporządkowanie szkoły władzy

Nowacka przewidywała też, że nauczyciele zmęczeni słuchaniem od kuratora, co mogą mówić a co nie, będą odchodzić na emerytury albo do innych zawodów, co się zresztą dzieje. - O pełzającym strachu słyszę już od września, z nazwisk mogę wymienić dobrych nauczycieli, dyrektorów, którzy chcą odejść ze szkoły. Wolę, żeby młodzi ludzie czytali Kafkę, „Inny świat”, a nie przeżywali to na co dzień w szkole. Uczniowie wiedzą, co znaczy dobra szkoła, w której się czują bezpiecznie, w której się nie boją - dodawała Alicja Pacewicz, współorganizatorka akcji „Wolna Szkoła.”

Posłuchaj podcastu

Bo według rządowych propozycji kurator mógłby złożyć wniosek o odwołanie dyrektora, jeśli ten nie zrealizuje w konkretnym terminie „zaleceń wynikających z przeprowadzonych czynności z zakresu nadzoru pedagogicznego”. Czyli tak naprawdę większego powodu nie potrzeba, żeby takiego dyrektora zwolnić. To nie wszystko, bo projekt zakłada także mocniejszą rolę kuratorów przy wybieraniu dyrektorów szkół. Teraz organizowany jest konkurs, w którym przedstawiciele samorządu i kuratorium oświaty mają po trzy głosy, rada pedagogiczna – dwa, rada rodziców – dwa i związki zawodowe – jeden. Rząd chce, by głos kuratorium oświaty liczył się jako pięć. Czyli tak naprawdę kurator, który jest mianowany przez MEiN, uzyskuje kontrolę nad tym, kto rządzi szkołą. 

- Projekt uderza w samorząd, bo to wójt, burmistrz jest pracodawcą dyrektora szkoły, a nie będzie miał wpływu na to, kto sprawuje to stanowisko. To jest kuriozalna sytuacja – stwierdził Michał Krawczyk, poseł KO. - Ten projekt jest emanacją tego, co po ostatnich wyborach parlamentarnych powiedział wicemarszałek Ryszard Terlecki. Zapytany o to, dlaczego tak mało ludzi głosuje na PiS, powiedział, że „będziemy to zmieniać”, czyli chodzi o to, żeby wychować wyborcę PiS-u w Polsce – dodawał.

Wanda Nowicka, posłanka Lewicy, podsumowała: - Chodzi o podporządkowanie szkoły obecnej władzy w celu formatowania dzieci i młodzieży na swoje podobieństwo po to, by młodzi ludzie byli posłusznymi obywatelami, by się nie buntowali, by nie myśleli, bo to szkodzi obecnej władzy. Ten projekt oparty jest na strachu, obecna władza boi się młodych ludzi, bo oni pokazali podczas ostatnich protestów, że są wyedukowani obywatelsko, że są świadomi, co się dzieje w kraju. Młodym ludziom nie będzie łatwo w szkole, ale z drugiej strony lepszej edukacji obywatelskiej mogą nie otrzymać, te wszystkie formatowania się nie powiodą, bo "Lex Czarnek" działa na młodych ludzi jak płachta na byka.

RadioZET.pl

C