Zamknij

„Czarny piątek”: Kobiety wychodzą na ulice, bo miarka się przebrała [KOMENTARZ]

23.03.2018 13:05
Czarny Protest kobiety
fot. Shutterstock

23 marca Polki wyjdą na ulicę, aby zamanifestować swój sprzeciw wobec projektu „Zatrzymaj Aborcję”, który został zaakceptowany przez Komisję Sprawiedliwości i Praw Człowieka. Główne wydarzenia organizowane są w Warszawie i to do stolicy zjeżdżają kobiety z całej Polski, ale także inne miasta nie zamierzają pozostać bierne. „Czarny piątek” to kolejny czarny dzień obchodzony przez kobiety w czasie kadencji PiS. Jeżeli projekt autorstwa Kai Godek przejdzie dalej, będzie można mówić o czarnych miesiącach i latach dla zdrowia Polek.

— Człowiek ma przede wszystkim prawo się urodzić — mówi Marek Jurek na antenie Polsat News. To w zasadzie podsumowuje podejście środowiska anti-choice do kwestii tzw. walki o życie. Rodzice niepełnosprawnych dzieci mają do dyspozycji śmiesznej wysokości zasiłki lub tzw. trumienkowe, czyli jednorazową wypłatę 4000 zł dla rodziców, którym urodziło się dziecko z nieodwracalnym upośledzeniem albo nieuleczalną chorobą. Rodzice niepełnosprawnych dzieci dostają 1406 zł świadczenia pielęgnacyjnego, a opiekunowie dorosłych niepełnosprawnych zaledwie 520 zł zasiłku miesięcznie. Jeżeli spróbują dorabiać — stracą świadczenie. Tymczasem Marek Jurek mówił też, że wychowanie dziecka niepełnosprawnego pogłębia miłość w rodzinie. To krzepiące słowa. Tylko dlaczego w przeważającej części przypadków ta rodzina ogranicza się do samotnej matki. Bo to kobieta najczęściej zostają sama z dzieckiem i bez żadnej pomocy. Ani partnera, ani państwa. Obrona płodu okazuje się wdzięcznym zajęciem. Można skupić się na górnolotnych deklaracjach o prawie do życia i obronie najsłabszych, kompletnie ignorując codzienne życie i tak „prozaiczne” problemy, jak wykupienie leków, łączenie pracy z całodobową opieką nad ciężko chorym dzieckiem z pracą i wieczne kombinowanie: Jak mając 60 lat, przenieść swojego dorosłego syna z łóżka do łazienki; jak zarobić tyle, żeby starczyło na opłacenie rachunków bez utraty zasiłku; jak zrozumieć, że nad brzuchem kobiety rozkłada się parasol ochronny, a urodzona już osoba walczyć musi nie tylko z ewentualną chorobą, ale też z poczuciem osamotnienia i obojętności.

Zobacz także

Polska już ma jedne z najbardziej restrykcyjnych przepisów aborcyjnych w Europie. Całkowity zakaz aborcji i groźba kary — nawet więzienia — za przerwanie ciąży obowiązuje na Malcie, w Chile, Dominikanie, Gwatemali, Nikaragui, Salwadorze, Nikaragui i w Watykanie. Aborcja dopuszczana tylko w przypadku ratowania życia matki obowiązuje w Europie tylko w Irlandii. Jednak tamtejszy rząd pod wpływem nacisków społecznych już zapowiedział referendum w tej sprawie.

Debata z początku lat 90. bardzo przypomina tę, której jesteśmy świadkami. Obecnie Kościół i politycy zawarli kompromis, a milion podpisów obywatelskich w sprawie przeprowadzenia referendum dot. aborcji zostało wyrzucone do kosza. Obowiązująca ustawa z 1993 roku pozwala na aborcję w trzech przypadkach: gdy ciąża stanowi zagrożenie dla życia lub zdrowia kobiety (bez ograniczeń ze względu na wiek płodu), gdy przesłanki medyczne wskazują na wysokie prawdopodobieństwo ciężkiego i nieodwracalnego uszkodzenia płodu (do chwili osiągnięcia przez płód zdolności do samodzielnego życia poza organizmem kobiety) oraz gdy ciąża powstała w wyniku czynu zabronionego (do 12 tygodnia). Tymczasem Projekt „Zatrzymaj Aborcję” przewiduje wykreślenie drugiej z tych trzech przesłanek, która jest też najczęstszą przy wykonywaniu terminacji ciąży. Projekt de facto  wprowadza zatem zakaz aborcji w Polsce. Ponadto Kaja Godek wcale nie kryje się z tym, że to dopiero pierwszy krok. Polki mogą być wkrótce zmuszone do donoszenia ciąży pomimo zagrożenia życia i rodzenia dzieci z gwałtu. Czarny scenariusz ze Stanów Zjednoczonych, gdzie gwałciciel w niektórych regionach może procesować się z ofiarą o uznanie jego praw rodzicielskich, nie jest już jedynie abstrakcyjną mrzonką.

Zobacz także

Prawo do aborcji oznacza jedynie możliwość wyboru. Nie jest tożsame z nakazem przerywania ciąży czy sankcjami za jej donoszenie. Dobrze by było, żeby kobiety zostawały matkami z wyboru i nie bały się zajścia w ciążę. Heroizm powinien być nagradzany, ale nie może być narzucony. To przemienia bohaterki w męczennice. Aborcja jest ok — co nie oznacza, że rozprawiamy nad nią wielkie zachwyty i robimy ja sobie w przerwie na lunch. Ok znaczy tyle, że jest dopuszczalna, akceptowalna i jest prawem kobiety. Oderwanie jej od słów „dramat, tragedia” pozwoli na zerwanie z pedagogiką wstydu, jaką prowadzą zastępy moralizatorów wobec kobiet przerywających ciąże. Nikogo nie będzie się do niej namawiać, ale też nikt nie ma prawa tej opcji odebrać. O ten wybór walczymy. Dlatego też wychodzimy na ulice. Nie jest to prywatna sprawa każdej kobiety, a kwestia zdrowia połowy polskiego społeczeństwa. My, obywatelki, już wiemy, że to, co prywatne, jest polityczne. Zwłaszcza jeśli nasze zdrowie reprodukcyjne i nasze ciała są składane w ofierze politycznej pewnym środowiskom. Możliwość zaplanowania swojego życia pod kątem zdrowia reprodukcyjnego jest jedną z kluczowych zdobyczy cywilizacyjnych. Jeśli się chce kogoś zniewolić, to najłatwiej przejąć kontrolę nad jego ciałem. Amnesty International nazywa prawo do aborcji prawem człowieka, a jego odebranie kobietom porównuje do tortur. Przymus urodzenia dziecka z rybią łuską czy bezmózgowiem i patrzenie na jego nieuniknioną śmierć w męczarniach faktycznie wpisuje się w zakaz nieludzkiego traktowania (w tym wypadku kobiet), o którym mowa w międzynarodowych konwencjach.

Zobacz także

Z danych Ministerstwa Zdrowia wynika, że w Polsce przeprowadza się około 1000 aborcji. Podziemie aborcyjne i „wyjazdy zdrowotne” do Czech czy Niemiec z przyczyn oczywistych nie są w to wliczane. Rząd jest zatem przekonany, że ustawą podnosi dzietność i chęć Polek do „powinności macierzyńskiej”, mówiąc słowami europosła Marka Jurka. Stanowisko w tej sprawie opublikowało też Biuro Rzecznika Praw Obywatelskich.  — Z dostępnych nam informacji wynika przy tym, że prawa reprodukcyjne, nawet te wynikające z obecnie obowiązującej, restrykcyjnej ustawy o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży, nie są w pełni realizowane — mówi dr Sylwia Spurek, zastępczyni Adam Bodnara. — Brak jest realnego dostępu do środków antykoncepcyjnych, edukacja seksualna to często informacje sprzeczne z aktualną wiedzą medyczną, kobiety często nie mają dostępu do badań prenatalnych, a brak procedur związanych ze stosowaniem klauzuli sumienia uniemożliwia im przerwanie ciąży w przypadkach, gdy mają na gruncie obecnie obowiązującej ustawy do tego prawo. To tylko przykłady naruszeń — dodaje ekspertka.

czarny piątek

Dlatego w piątek wyrażę swój sprzeciw. Ja i setki innych kobiet i mężczyzn. Nie można handlować naszym zdrowiem jak kiełbasą wyborczą. Nie możemy się bać, że lekarz, starając się uniknąć więzienia, odmówi nam badań prenatalnych. Nie można skazywać nas na donoszenie ciąży tylko po to, by kilka godzin po porodzie dziecko umarło. Nie można tego okrucieństwa i hipokryzji tłumaczyć walką z cywilizacją śmierci. Kobieta jest człowiekiem i ma prawo do życia. Choć niektórzy zdają się o tym zapominać. Czarny Piątek jest też po to, by tę kwestię przypomnieć.

Czarny Piątek — 23 marca o 16.00 pod Sejmem RP w Warszawie. 

Katarzyna Mierzejewska

Masz swoje zdanie? Wypowiedz się