Zamknij
Czerwona plama na mapie Europy. W tym roku umrze 45 tys. Polaków
Smog od lat pozostaje głównym problemem wielu polskich miast
fot: Marek Lasyk/Reporter/East News
CICHY ZABÓJCA

Czerwona plama na mapie Europy. W tym roku umrze 45 tys. Polaków

Dominik Gołdyn
Dominik Gołdyn Redaktor Radia Zet
03.12.2021 13:35
03.12.2021 13:35

Ruszył sezon grzewczy, a wraz z nim nad polskimi miastami pojawił się smog. Polska co roku jest czerwoną plamą na mapie Europy pod względem zanieczyszczenia powietrza. Od lat zima w naszym kraju kojarzy się z gęstą i śmierdzącą zawiesiną na niebie. – Żyjemy na poziomie europejskim, jeździmy nowymi samochodami, mamy lodówki klasy A+, energooszczędne telewizory, natomiast w kotłowniach mamy wciąż XIX wiek – mówi nam Piotr Siergiej z Polskiego Alarmu Smogowego.

Na początek trochę prywaty. Urodziłem i wychowałem się na Śląsku. Problem zanieczyszczenia powietrza nie jest mi więc obcy. W sezonie zimowym żartowaliśmy ze znajomymi, że otwierając okno w bloku wietrzymy nasze osiedla, a nie mieszkania. Gdy poziom stężenia szkodliwych pyłów przekraczał normy o ponad 500 proc., żrący zapach przedostawał się do mieszkań mimo zamkniętych okien. To, jakim powietrzem będą oddychać nasze dzieci, zależy od nas. Eksperci biją na alarm – smog co roku przyczynia się do przedwczesnej śmierci kilkudziesięciu tysięcy Polaków.

Dominik Gołdyn: Polska na smogowej mapie Europy znów świeci się na czerwono. Czy mamy najgorsze powietrze na terenie Unii Europejskiej?

Piotr Siergiej, rzecznik Polskiego Alarmu Smogowego: To zależy, jaką miarę zanieczyszczenia powietrza przyjmiemy. Jeżeli mówimy o benzoalfapirenie, czyli węglowodorach rakotwórczych, to jesteśmy na pierwszej pozycji. W przypadku pyłów zawieszonych PM10, PM 2,5 jest to pozycja pierwsza, druga lub trzecia. Gonią nas kraje bałkańskie, które bardzo często są blisko ‘’czołówki’’.

Po drugiej stronie mamy kraje Europy Zachodniej - Niemcy, Francja, Belgia. Skąd bierze się różnica w powietrzu nad Polską i innymi bardziej rozwiniętymi krajami UE?

Tutaj ten rozwój jest właśnie kluczowy. Polska rozwinęła się od 1989 roku bardzo intensywnie. Nasza gospodarka, styl życia, dochody pozwalają nam żyć na poziomie europejskim, przynajmniej jeśli mówimy o średniej zamożności. Jeździmy nowymi samochodami, mamy lodówki klasy A+, energooszczędne telewizory, natomiast w kotłowniach mamy wciąż XIX wiek.

Poziom zanieczyszczenia powietrza w Europie według Airly
fot. Airly

To dość brutalna diagnoza.

Taka jest prawda. 55 proc. domów jednorodzinnych w Polsce ma w kotłowni tzw. „kopciucha” czyli kocioł na węgiel i drewno nie spełniający żadnych norm emisyjnych – to ok. 3 milionów sztuk. W 71 proc. domów w Polsce ogrzewamy się węglem lub drewnem. To wystarcza, żeby powietrze w dużych miastach, małych miejscowościach i wsiach nie spełniało norm unijnych i polskich.

Czy można powiedzieć, że teraz płacimy frycowe za strach przed energią jądrową po katastrofie w Czarnobylu?

To trudne pytanie. Na pewno w krajach, w których jest nowoczesny sposób ogrzewania, czyli we Francji, gdzie mamy do czynienia z energetyką jądrową oraz Portugalii i Skandynawii, gdzie rządzi energia odnawialna, powietrze jest dużo czystsze. Kluczowy jest sposób ogrzewania naszych domów. W Unii Europejskiej robią to w zupełnie inny sposób niż w Polsce i na Bałkanach. Z szacunków Krajowego Ośrodka Bilansowania i Zarządzania Emisjami wynika, że połowę smogu w Polsce wytwarza spalanie węgla i drewna.

Ile osób w minionym roku zabił smog?

Te liczby każdego roku są bardzo podobne i oscylują w granicach 45 tysięcy przedwczesnych zgonów z powodu zanieczyszczenia powietrza. To jest miasto wielkości Kołobrzegu albo Oświęcimia. Jeżeli przemnożymy sobie tę liczbę przez wiele lat polskiego smogu to już się robi rzecz przerażająca.

Połowę smogu w Polsce wytwarza spalanie węgla i drewna

Pandemiczny rok 2020, w którym ograniczyliśmy mobilność, nic w tej kwestii nie zmienił?

Wpływ pandemii na smog możemy rozdzielić na dwa sposoby. Upraszczając - mamy zanieczyszczenie powietrza z samochodów i kominów domów. W niektórych okresach lockdownów, w których ruch samochodowy spadł, rzeczywiście zaobserwowaliśmy poprawę jakości powietrza. Tak było np. w marcu 2020 roku, kiedy stężenia tlenków azotu w Warszawie spadły o połowę w ciągu trzech tygodni. Natomiast lockdown zmienił nasz styl życia. Siedzieliśmy w domach, które musieliśmy ogrzewać przez całą dobę. Jeżeli spalamy więcej paliw stałych, zanieczyszczenie powietrza będzie rosło. Jednak trzeba przyznać, że mieliśmy dosyć wietrzną zimę zeszłego roku, więc pogoda nam sprzyjała.

Teraz czekają nas rekordowe podwyżki cen za ogrzewanie. Czy pojawia się obawa, że w piecach dużo częściej będą lądować podkłady kolejowe, opony i inne tworzywa sztuczne?

U ludzi najuboższych, których z trudem stać na węgiel lub drewno, może tak się zdarzyć, że będą spalać co się tylko da. Jest to reakcja ludzi przypartych do muru. Jeżeli patrzymy szerzej na ceny nośników energii, to widzimy dosyć ciekawą rzecz. Węgiel, który jest wciąż najpopularniejszym paliwem w kraju, podrożał rok do roku o co najmniej 40 proc.. Tak mówią sprzedawcy węgla. Z naszych szacunków wynika jednak, że cena węgla w wielu przypadkach wzrosła nawet o 100 proc. Mamy doniesienia, że węgiel tej samej klasy kosztował 800-900 złotych (za tonę – red.), a teraz kosztuje 1500-1600 złotych.

U ludzi najuboższych, których z trudem stać na węgiel lub drewno, może tak się zdarzyć, że będą spalać co się tylko da

Czyli palenie węglem przestaje być opłacalne.

Można tak powiedzieć w dużym uśrednieniu. Zastanawiając się, jaka będzie reakcja właścicieli domów, których koszty ogrzewania mocno wzrosły, myślę, że raczej będziemy starali się oszczędzać, a to oznacza np. ocieplenie domu. Wzrośnie popularność takich źródeł ciepła, które zmniejszają nam koszty ogrzewania lub uniezależniają nas od drogich paliw kopalnych, czyli gazu i węgla. Mam na myśli pompy ciepła połączone z fotowoltaiką.

We wrześniu WHO ogłosiło nowe normy dla pyłów PM2,5 oraz PM10. Czy ta rekomendacja powinna zredefiniować politykę walki ze smogiem?

To co ogłosiło WHO jest rekomendacją, którą należałoby przyjąć. Wiemy, że w ciągu najbliższych dwóch lat Unia Europejska podda ewaluacji swoje normy jakości powietrza. Na pewno więc będzie tak, że zostaną one zaostrzone. Rekomendacje WHO powinny stać się wskazaniem dla rządu, że polityka antysmogowa idzie w kierunku restrykcyjnych norm. Nawet jeżeli obecnie w jakimś mieście udało się doprowadzić do tego, że stężenia pyłów przestały przekraczać dopuszczalne normy, to za dwa lata – po zaostrzeniu kryteriów - znów pojawią się przekroczenia. Rekomendacje WHO nie powstały – tak jak normy unijne - na zasadzie pewnego konsensusu politycznego. Spodziewamy się więc zmian w europejskim prawie, które będą szły w kierunku czystszego powietrza. Pod tym kątem powinniśmy już dziś kreować naszą politykę energetyczną, żeby odchodzić od tego, co nam tak mocno powietrze zanieczyszcza.

Rządowy program ‘’Czyste powietrze’’ ma trwać do 2029 roku. Cel to wymiana 3 mln kotłów. Uda się?

W tej chwili złożono około 300 tysięcy wniosków. Pamiętajmy, że złożony wniosek to nie jest wymieniony kopciuch. Tych kotłów, których fizycznie wymieniono, jest na pewno mniej, może około 200 tysięcy. Oznacza to, że wciąż nam zostaje 2 mln 800 tys. kopciuchów do zlikwidowania. To jest potężna liczba. Jeżeli to przeliczymy na pozostałe lata, to wychodzi dużo więcej niż 300 tysięcy rocznie. Trzeba przyznać uczciwie, że tempo programu ‘’Czyste Powietrze’’ nabrało rozpędu i w jego trzecim roku działania liczba składanych wniosków wzrosła do 5 tysięcy tygodniowo. To jest dobry przyrost. Zakładając, że to tempo się utrzyma, być może do 2029 roku będziemy bliscy osiągnięcia celu. Wciąż jednak brakuje wspomnianego wsparcia dla najuboższych i dotowania wymiany „kopciuchów” w budynkach wielorodzinnych.

fot. Polski Alarm Smogowy

Co wpłynęło na takie przyspieszenie?

Kilka rzeczy: kampania promocyjna, udział ponad 2000 gmin w programie i wejście sektora bankowego. Mamy więc wzrost liczby składanych wniosków. Obawiam się jednak, że w tym momencie po program ‘’Czyste Powietrze’’ sięgnęli sprytni i zaradni. Czyli tacy, którzy mają fundusze na inwestycję, którą mogą sobie później zrekompensować z dotacji na wymianę kotła. Natomiast w przyszłości będzie raczej tak, że ludzie mniej zamożni zostaną na koniec tego programu. To będzie grupa, którą będzie najtrudniej przekonać do inwestycji. Oni nie mają własnych pieniędzy, a program jest tak skonstruowany, że nawet jeśli ktoś jest bardzo ubogi i kwalifikuje się na wyższą stawkę dofinansowania, musi wyłożyć 20-30 tysięcy złotych. Skąd ci ludzie mają wziąć na to pieniądze?

Od 1 stycznia 2022 roku w województwie śląskim i podkarpackim zacznie obowiązywać zakaz użytkowania kotłów na paliwa stałe starszych niż 10 lat. Śląskie gminy zdominowały czołówkę rankingu aktywności w ‘’Czystym Powietrzu’’. Z kolei w pierwszej setce rankingu nie ma ani jednej gminy z Podkarpacia. Skąd tak gigantyczna rozbieżność?

Na Śląsku oraz w Małopolsce, gdzie jakość powietrza była i jest najgorsza, procesy świadomości społecznej postępowały najszybciej. To widać po procesie wymiany kotłów. Natomiast na Podkarpaciu świadomość jest znikoma. Podkarpacie uznało, że albo ich te przepisy nie obchodzą, albo mają tak czyste powietrze. Nie bardzo to rozumiem, bo od 1 stycznia kopciuch na Podkarpaciu będzie tak samo nielegalny jak na Śląsku.

Posypią się mandaty?

W tych miejscowościach, w których jest Straż Miejska, funkcjonariusze mają prawo wejść do domu i wystawić mandat. Nie jeden, a nawet kilka mandatów w ciągu miesiąca, jeżeli będą mieli wiele zgłoszeń do tego samego adresu. Tam gdzie nie ma Straży Miejskiej sprawa jest dużo trudniejsza. W teorii urzędnicy wydziału środowiska gminnego albo policjanci mogą podjąć kontrolę i wystawić mandat lub skierować sprawę do sądu. Pytanie tylko, czy będą to robić. Doświadczenie jest takie, że na razie ich te sprawy nie interesowały.

Likwidacja kopciuchów to jedno. Jak jeszcze możemy poprawić jakość powietrza w naszych miastach?

Jedną rzeczą, która poprawi nam jakość powietrza są dobre normy jakości węgla, który jest sprzedawany dla klientów indywidualnych. Powinien on być mniej zasiarczony, mniej wilgotny i zawierać mniej popiołu. Ta kwestia jest w tej chwili procedowana. Druga rzecz to strefy czystego transportu. Metropolie i duże miasta muszą zacząć wreszcie wdrażać działania, które nie pozwalają wjechać najbardziej smrodzącym samochodom do śródmieść. To ma miejsce w 300 strefach w Unii Europejskiej. 2 grudnia 2021 r. Sejm uchwalił ustawę dającą gminom możliwość tworzenia takich stref. Teraz piłeczka jest po ich stronie. Bardzo jestem ciekaw, które miasta pierwsze skorzystają z nowego prawa.

Piotr Siergiej jest rzecznikiem Polskiego Alarmu Smogowego. To inicjatywa zrzeszająca ruchy obywatelskie zatroskane złą jakością powietrza w naszym kraju. Celem PAS jest doprowadzenie jakości powietrza do stanu niezagrażającego zdrowiu i życiu osób mieszkających w Polsce. Polski Alarm Smogowy jest organizacją apartyjną, współpracującą z samorządami, organizacjami pozarządowymi i środowiskiem naukowym.

Dominik Gołdyn
Dominik Gołdyn

Ukończył studia w Katowicach, pracuje w Warszawie. Od dziecka marzył o dziennikarstwie i przeprowadzce do stolicy. Zaczynał w sporcie, potem wylądował w newsroomie, gdzie wpada w wir informacji z kraju i ze świata. Świat social mediów to jego drugi dom. W sezonie zimowym co weekend ‘’zasiada jak do telenoweli’’ wspierając polskich skoczków narciarskich. Nie może odpuścić meczu reprezentacji Polski. Uwielbia podróżować i odkrywać miejsca poza szlakiem. Uzależniony od francuskich filmów z geniuszem komedii Louisem de Funès.

Kontakt: dominik.goldyn@radiozet.pl