"Winię ratowników". Widziała tragedię w Darłówku i stoi po stronie rodziców

Piotr Drabik
20.08.2018 21:45
Darłówko. Relacja kobiety, która widziała akcję ratunkową nastolatków
fot. Paweł Breszka/Facebook

- Zamiast rozejrzeć się w wodzie, ratownik zarządził szukanie na plaży - tak według jednej z kobiet mieli zachowywać się ratownicy po zaginięciu nastolatków w Darłówku. Dodała, że służby "zmarnowały mnóstwo czasu" bezskutecznie poszukując trójki rodzeństwa na brzegu, a nie w morzu.

Chcesz wiedzieć wszystko pierwszy? Dołącz do grupy Newsy Radia ZET na Facebooku

Według 36-letniej Mirosławy z Poznania, z którą rozmawiał portal WP.pl, około godz. 13:05 14 sierpnia do jednego z ratowników przy plaży w Darłówku podbiegła kobieta z 2-letnim chłopczykiem za rękę.

- Powiedziała, że nie widzi reszty dzieci. Ratownik twierdził, że może gdzieś sobie poszły. Dokładnie użył słów: "może poszły na miasto" - relacjonowała 36-latka.

Zobacz także

Plażowicze utworzyli "łańcuch życia"

Według niej matka trójki zaginionego rodzeństwa "walczyła jak lwica, żeby zacząć ich szukać". - Zamiast rozejrzeć się w wodzie, ratownik zarządził szukanie na plaży - dodała.

Zdaniem mieszkanki Poznania matka nastolatków "wcześniej naprawdę dobrze się nimi zajmowała". - Siedzieli bliżej wody niż my. Potem na moment odeszła, straciła maluchy z oczu i była przerażona - wspomina.

Po 40 minutach od zgłoszenia zginięcia dzieci, jeden z plażowiczów wypatrzył w wodzie ciało dziecka.

- Wtedy bardzo wielu mężczyzn rzuciło się do pomocy. Mój mąż ruszył z nimi i stworzyli "łańcuch życia". To było bardzo niebezpieczne, ale wzruszające, jak wszyscy chcieli pomóc. Wiał bardzo silny wiatr, a fale były tak duże, że ledwo mogli się utrzymać - mówiła w rozmowie z portalem WP.pl.

Według Mirosławy wyciągnięty z wody nastolatek "miał całe pozdzierane kolanka". - Mama usiadła, płakała i patrzyła jak jej dziecko jest reanimowane. To było coś strasznego - podkreśliła.

- Winię ratowników, bo matka od razu mówiła, że dzieci na pewno nigdzie nie poszły. Powinno się spojrzeć na taflę wody, a ratownik ciągle szukał na plaży. Zmarnowano dużo czasu - wskazała 36-latka.

Zobacz także

Śledztwo prokuratury

Poznanianka, która trzeci raz była w Darłówku na wakacjach dodała, że dopiero po tragedii zwróciła uwagę na znak o zakazie kąpieli w miejscu, gdzie doszło do tragedii.

- Gdy wydarzyła się tragedia, w następnych dniach zamiast jednego ratownika było już dwóch. Dodatkowo jeden co chwila przejeżdżał na skuterze, a jeszcze inny wypływał łódką. Piękna mobilizacja, ale dopiero po tragedii. Wcześniej była tam tylko jedna osoba. Poza tym moim zdaniem czerwona flaga została wywieszona zbyt późno - wskazała kobieta.

Po południu 14 sierpnia na plaży w Darłówku Zachodnim matka zgłosiła zaginięcie jej trojga dzieci, chłopców w wieku 14 i 13 lat oraz 11-letniej dziewczynki. Według policyjnych ustaleń kobieta miała na chwilę spuścić je z oczu, wychodząc z najmłodszym dzieckiem do pobliskiej toalety.

14-latka ratownicy wyciągnęli z morza w dniu zaginięcia. Przeprowadzili akcję reanimacyjną, ale chłopiec 15 sierpnia zmarł w koszalińskim szpitalu.

Zobacz także

W piątek przy wejściu do portu odnaleziono ciało 11-latki. W sobotę po wschodniej stronie Darłówka odnaleziono ciało 13-latka.

Prokuratura Rejonowa w Koszalinie prowadzi postępowanie w kierunku narażenia na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia trojga dzieci przez osoby, na których ciążył obowiązek opieki nad nimi. Śledztwo dotyczy także nieumyślnego spowodowania śmierci dzieci. Oba czyny zagrożone są karą więzienia do 5 lat. Nikt nie usłyszał zarzutów. Kontynuowane są czynności mające wyjaśnić okoliczności zdarzenia. Przesłuchano wielu świadków, w tym rodziców dzieci.

W piątek zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa przez osoby zobowiązane do pełnienia pieczy nad plażowiczami na kąpielisku w Darłówku złożył adwokat rodziców dzieci Paweł Zacharzewski. Jak powiedział "rodzice mają wiele zastrzeżeń do akcji ratowniczej". Podkreślił, że "oboje byli na miejscu zdarzenia".

Zobacz także

RadioZET.pl/WP.pl/PAP/PTD