Świadek mówi o tragedii w Darłówku. ''Nie ma super robotów, które mogły pomóc'' [FOTO]

Redakcja
17.08.2018 16:25
Darłówko
fot. Facebook/Paweł Breszka

Wszystko, co można było zrobić zostało zrobione, nie ma super robotów, które mogły pomóc. Oczywiście, chciałoby się się spuścić wodę z Bałtyku i wyciągnąć dzieci, ale tak się nie da - powiedział w rozmowie z Gazeta.pl Paweł Breszka. Radny Darłowa był świadkiem akcji ratunkowej w Darłówku, gdzie w ostatni wtorek zaginęło troje dzieci.

Akcję ratunkową w nadbałtyckim kurorcie z zapartych tchem śledzi cała Polska. Niestety, jedno z trojga zaginionego rodzeństwa nie żyje, a dwoje pozostałych było poszukiwanych. W piątek po południu z Bałtyku wyłowiono ciało dziewczynki. Najprawdopodobniej jest to 11-letnia dziewczynka. Na razie nie wiadomo natomiast co z 13-letnim chłopcem.

Kulisy poszukiwań zdradził ich świadek oraz radny z sąsiedniego Darłowa Paweł Breszka.

Radny zdradza kulisy i chwali służby oraz turystów

W rozmowie z Gazeta.pl Breszka stwierdził, że cała operacja przeprowadzona była prawidłowo, zgodnie zobowiązującymi procedurami, przy pełnym zaangażowaniu służb - policji, ratowników i straży pożarnej.

- Wszystko, co można było zrobić zostało zrobione, nie ma super robotów, które mogły pomóc. Oczywiście, chciałoby się się spuścić wodę z Bałtyku i wyciągnąć dzieci, ale tak się nie da - powiedział.

Radny podkreślił jednocześnie zaangażowanie ze strony zwykłych obywateli i przebywających w Darłówku turystów.  - To byli zwykli ludzie, którzy odpoczywali na tej plaży. Oni pierwsi na apel ratowników weszli do wody i ją przeszukiwali. Za to wielki szacunek i chwała - przekonywał.

Zobacz także

 - Wszyscy, to mogę mówić śmiało, współczują rodzinie. Jesteśmy przygnębieni, to na zawsze zostanie w sercach mieszkańców. Z jednej strony żyjemy dalej, rozpoczyna się dzisiaj miejski festiwal muzyki Reggaenwalde, pozytywnej muzyki, wesołej, ale gdzieś tam w sercach smutek cały czas jest - zakończył.

Darłówko: Rodzeństwo zniknęło w Bałtyku 

We wtorek po południu na plaży w Darłówku Zachodnim matka zgłosiła zaginięcie jej trojga dzieci, chłopców w wieku 14 i 13 lat oraz 11-letniej dziewczynki. Według policyjnych ustaleń kobieta miała na chwilę spuścić je z oczu, wychodząc z najmłodszym dzieckiem do pobliskiej toalety.

Jeszcze we wtorek ratownicy wyciągnęli z morza 14-latka. Reanimacja okazała się skuteczna, ale chłopiec nie przeżył kolejnego dnia – zmarł w szpitalu w Koszalinie. Dwojga zaginionych dzieci dotąd nie udało się odnaleźć. Poszukiwania kontynuuje WOPR i SAR.

RadioZET.pl/Gazeta.pl/DG/MP